"Ekstrawagancki" budynek zyskał miano ikony. Jedyny taki obiekt w Polsce
Największe dzieło polskiego postmodernizmu. Tak badacze określają budynek Wyższego Seminarium Duchownego Księży Zmartwychwstańców w Krakowie. Wystarczy rzut oka, by zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z fascynującą, architektoniczną opowieścią. Czas poznać ją bliżej.

Spis treści:
- Zdziwienie formą i inne przypadki
- Największe dzieło polskiego postmodernizmu
- Akcja: transformacja. Tak budowano w latach 90-tych
- Budynek niczym twierdza
- Krok po kroku, czyli jak "czytać" Drogę Czterech Bram
- Dystans, ironia, fikcja i coś jeszcze
Zdziwienie formą i inne przypadki
Liczne detale, zaskakujące rozwiązania i kolorowe tynki. "Za każdym razem kiedy tędy przejeżdżam, to miejsce przyciąga moją uwagę i zdziwienie formą" - tak brzmi jeden z opisów znalezionych w sieci poświęcony Wyższemu Seminarium Duchownemu Księży Zmartwychwstańców w Krakowie. Trudno się z nią nie zgodzić: obiekt uchodzi za "ekstrawagancki", a do tego jest jednym z najwybitniejszych przykładów architektury postmodernistycznej w Polsce. Nazywany Kościołem Emaus lub Centrum Resurrectionis stanowi kompleks kościelnych budynków, jest nawet określany mianem "ikony". Tutaj wszystko układa się w spójną opowieść, a do jej "czytana" (czy jak kto woli - oglądania), zapraszają twórcy koncepcji.
Największe dzieło polskiego postmodernizmu
Budynek znajduje się na krakowskim Ruczaju, przy ul. ks. Pawlickiego 1. Został zaprojektowany przez Dariusza Kozłowskiego, Wacława Stefańskiego i Marię Misiągiewicz, we współpracy z Ireneuszem Piotrowskim i Markiem Chmielkiem. Budowa rozpoczęła się w 1985 roku i trwała dziesięć lat. Obiekt został oddany do użytku w 1996 roku. Warto zaznaczyć, że kompleks powstawał na pograniczu odmiennych systemów gospodarczych i społeczno-politycznych. Zdaniem niektórych badaczy to największe dzieło polskiego postmodernizmu. Taki tytuł dzierżył wcześniej Solpol we Wrocławiu, ale po jego wyburzeniu takim przykładem stało się Wyższe Seminarium Duchowne Księży Zmartwychwstańców w Krakowie. Tutaj nie chodzi jednak tylko o nowatorską formę, ale również to, jak koresponduje z treściami ideowymi i religijnymi.

Akcja: transformacja. Tak budowano w latach 90-tych
Architektura z czasów transformacji nie przypominała tej z epoki PRL-u. Po 1989 roku Polska dość szybko chciała dogonić Zachód w wielu dziedzinach, również jeśli chodzi o architekturę.
"Architektura zawsze odzwierciedla przemiany społeczne i polityczne. Nie ma drugiej takiej dziedziny działalności człowieka, która w tak materialny, widoczny i czytelny dla każdego sposób byłaby emanacją polityki, ekonomii i kultury swojego czasu. Wydaje mi się, że architektura lat 90. najbardziej to pokazuje. Przekłada emocje towarzyszące tamtej epoce, chociażby poprzez kolor dość powszechnie kojarzony z architekturą lat 90., który nie był używany wcześniej i nie jest używany dzisiaj. Kolor nie jest rozwiązaniem, po które architekci często sięgają. Natomiast w latach 90. sięgali po niego powszechnie i moim zdaniem była to emanacja emocji i energii tamtego czasu" - mówiła w rozmowie z PAP Anna Cymer, autorka książki "Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji".
Budynek niczym twierdza
Wejście w kolorze różu, fasada w kolorze mięty, a do tego betonowe elementy. Strzelista wieża, do której przylega budowla z licznymi oknami w kształcie łuków. A dookoła niższe budynki z wieżami, przypominające mury. Budynek z daleka może przypominać twierdzę. Dariusz Kozłowski, w rozmowie z magazynem "Architektura-murator" w 2014 roku tak mówił o swoim projekcie:
"Architektura przetrwała. Okazało się, że jest odporna na modyfikacje, które niesie czas. Drugi raz nie dałoby się jej tak zaprojektować. Powstawała w stanie oniryczno-nawiedzonym. Ten rodzaj Chiricowskiego surrealizmu odszedł w przeszłość. Może dziś trzeba zwrócić się znów ku racjonalizmowi?" - mówił architekt.
W 2005 roku obiekt trafił na listę "Polska. Ikony architektury". W ramach wystawy zaprezentowano 20 budowli w naszym kraju wzniesionych po 1989 roku, które uznano za przełomowe dla rodzimej architektury.

Krok po kroku, czyli jak "czytać" Drogę Czterech Bram
Seminarium posiada elementy charakterystyczne dla tradycyjnego założenia klasztornego: kościół, refektarz, zabudowania mieszalne i wnętrza dydaktyczne. Sama forma jest jednak wyjątkowa - bramy, dziedzińce, wieże, rośliny "wspinające się" po surowym betonie. Całość wygląda teatralnie i nadaje miejscu aurę tajemniczości.
Po wejściu na teren seminarium trafiamy na Drogę Ducha, która dalej wiedzie Drogą Czterech Bram: Inicjacji, Nadziei, Wiedzy i Wiary. Pierwsza z nich swoim zasięgiem obejmuje Dziedziniec Pragnień i Domek Ogrodnika. Brama Nadziei rozpoczyna się od Domu Młodości - tutaj znajduje się charakterystyczne wejście w różowym kolorze, powstałe w "pęknięciu" ściany. To właśnie ona zasłania elewację budynku - uwagę zwracają łukowate, okienne otwory. Po przejściu przez drzwi wejściowe ścieżka rozwidla się na prawo i lewo. Po prawej stronie znajduje się kościół, refektarz, sala kapitularna i mieszkania. Z kolei po lewej - m.in. biblioteka, archiwum, aula i część mieszkalna (w wyższych partiach).
Nad całością króluje betonowe zwieńczenie kościoła z rozsuniętymi połówkami wieży. Brama Wiary nie została ukończona, ale co ciekawe, była przemyślana jako forma funkcjonująca w wyobraźni widza. Miał ją stanowić krzyż, powstały poprzez nałożenie różnych planów widoku: pionu dzwonnicy (niezrealizowanej) i poziomu Skałek Twardowskiego.
W każdym z elementów można doszukiwać się znaczeń symbolicznych. Fałszywe ruiny, barwny tynk, surowy beton i skomplikowany układ w tym całym rozgardiaszu stanowią spójną opowieść o życiu człowieka.

Natomiast pęknięcia o regularnych kształtach w zamyśle twórców nawiązują do tajemnicy Zmartwychwstania. Symbolikę tę kontynuuje wnętrze kościoła, zaprojektowane pod nazwą Emaus. Odnosi się do drogi uczniów Chrystusa po Zmartwychwstaniu. Ewangeliczna przypowieść o Emaus składa się z trzech części: stanowi ją tryptyk rzeźbiarsko-malarski malarza Adama Brinckena i rzeźbiarza Macieja Zychowicza.
Dystans, ironia, fikcja i coś jeszcze
Dariusz Kozłowski w 2014 roku przyznał, że po latach nadal ma do projektu pozytywny stosunek.
"Za nastawienie do sztuki, które cechuje dystans i ironia. Za naigrawanie się z samego siebie. Traktuję go jak kolejny kierunek w architekturze, niezwykle elitarny, który był i zniknął. I irytuje mnie, gdy słyszę, że dziś ktoś wprowadza symbolikę do architektury. Dla mnie architektura to rodzaj gry. Dom w Lublinie - Villa in Fortezza - to zabawa polegająca na uwięzieniu sześcianu w walcu. Seminarium Zmartwychwstańców udowadnia, że architektura to jest budowanie rzeczy fikcyjnych tak, by wyglądały na prawdziwe" - powiedział w rozmowie z magazynem "Architektura-murator".
To, co miały nasze babcie, dziś znów zachwyca. Kredens, porcelana, koronkowe obrusy - rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się staroświeckie, wracają do łask. Niektóre - zwłaszcza te z PRL są poszukiwane przez kolekcjonerów. Zobacz na styl.interia.pl, jak wnieść do swojego domu odrobinę dawnych czasów w nowoczesnym wydaniu.
Źródło:
architektura.muratorplus.pl/szlakmodernizmu.pl/whitemad.pl










