Meblują się dzięki grupom "Śmieciarka jedzie" i są z tego dumni
Internetowy, wielkomiejski "śmieciarkowicz" to nie osoba, której nie stać na meble, ale ktoś, kto w wyrzuconym fotelu widzi historię i potencjał, którego nie kupi w żadnym salonie meblowym.

Grupy "Śmieciarka jedzie", operujące głównie w mediach społecznościowych, to już nie tylko tablica ogłoszeń - to dynamiczne społeczności, gdzie liczy się szybkość, czujność i grupowy kodeks etyczny. To też alternatywne podejście do posiadania, cyfrowy ekosystem "drugiego obiegu".
Czym są grupy "Śmieciarka jedzie"?

W najprostszym ujęciu to lokalne grupy (zazwyczaj przypisane do konkretnych dzielnic lub miast), na których użytkownicy publikują zdjęcia przedmiotów wystawionych obok kontenerów, wiat śmietnikowych, lub takich, których właściciele chcą się pozbyć bezpośrednio z mieszkania - pod warunkiem, że są one całkowicie darmowe.
Tutaj czas jest najcenniejszą walutą: jeśli ktoś wystawił pod blokiem dębową komodę z lat 60., potencjalny nowy właściciel ma często tylko kilkanaście minut, zanim mebel zniknie w czeluściach prawdziwej śmieciarki lub zostanie przejęty przez innego myśliwego z tej samej grupy.
Internetowe "Śmieciarki" napędza niezwykła społeczna czujność i sieć wielu rozproszonych obserwatorów. Bardzo często autorami zgłoszeń są osoby postronne, które jedynie przechodząc obok miejskiej wystawki, decydują się poświęcić chwilę na zrobienie zdjęcia i powiadomienie grupy, by uratować wartościowy przedmiot przed zniszczeniem na wysypisku.
Nie zawsze chodzi o oszczędność
Dla wielu uczestników korzystanie z tych grup to nie tylko oszczędność, ale światopoglądowy manifest. W dobie kryzysu klimatycznego i przesytu konsumpcjonizmem, meblowanie mieszkania "ze śmieciarki" to wyraz dbałości o planetę i sprzeciw wobec tzw. fast furniture - tanich mebli z sieciówek
- Akurat zmieniałam mieszkanie na większe, ponieważ po rozwodzie mojego brata zaproponowałam mu, abyśmy wspólnie zamieszkali. Takie zacieśnienie więzi rodzinnych w trudnym momencie życia. Wynajęliśmy więc trzypokojowe mieszkanie w Warszawie - mówi nam Magda.

- Mieszkanko super, ale bez charakteru, wszystkie meble z wiórów ze "szwedzkiego sklepu". Białe półki, beżowe stoliczki. Wprowadziłam więc możliwie dużo swoich roślin w doniczkach, ale brakowało czegoś, co nadałoby mieszkaniu jakiś retro efekt.
- Właśnie na jednej z grup ktoś opublikował zdjęcie wspaniałego, drewnianego sekretarzyka z lat może 60., może 70., do tego wyściełany w środku zielonym materiałem. Miłość od pierwszego wejrzenia. Od razu sterroryzowałam brata i pojechaliśmy po niego. Metrem - opowiada Magda.
- Na miejscu oczywiście okazało się, że we dwójkę sobie nie poradzimy z tym znaleziskiem. Ale najważniejsze, że "zaklepane", już nad nim stoimy jak sępy i nie damy nikomu zabrać. Miałam dzwonić po kolegę, ale - niczym anioł stróż - zjawił się nieco "zawiany" pan Andrzej, który zaoferował pomoc z meblem, za drobną opłatą.
- Tak więc mój brat z panem Andrzejkiem przenieśli mebel - tak - do metra. Absolutnie niezgodnie z przepisami, do tego cudem zmieściliśmy się w bramce i nie zlecieliśmy ze schodów. Ale to były tylko trzy przystanki, jakoś nam się upiekło. Ale było "100 proc. na wariata" - opowiada Magda.
Sekretarzyk tymczasem już od roku ozdabia jej mieszkanie.
Biznes na czterech nóżkach
Wśród członków grup znajdziemy studentów na dorobku, młode pary urządzające pierwsze lokum, pasjonatów renowacji i kolekcjonerów designu PRL-u, którzy potrafią wypatrzyć perły warte na rynku antykwarycznym setki złotych.
Do tej ostatniej grupy zalicza się Tadeusz (który nie ma na imię Tadeusz, ale poprosił nas o nie podpisywanie go prawdziwym imieniem).
- Dlaczego? Szczerze mówiąc to dlatego, że dużo udzielam się właśnie na różnych "śmieciarka jedzie" i często odbieram darmowe meble wprost z mieszkania innych osób. Nie chwalę się, że zamierzam je poddać renowacji i odsprzedać. Ludzie często nie mają pojęcia, że właśnie chcą wyrzucić krzesło za 700 złotych… no i niech tak zostanie - mówi.

- Specjalizuję się w PRL-owskich krzesełkach, wyławiam je i na wystawkach i na grupach, wszyscy moi znajomi stanowią też moją prywatną sieć detektywistyczną. Mam domek ze sporym garażem, w którym czyszczę i naprawiam swoje znaleziska, a później odsprzedaje je w internecie. Często poza Polskę - opowiada.
- Robię to od niedawna, dopiero się uczę różnych technik renowacji, ale cały czas zdobywam wiedzę i bardzo mnie to ekscytuje. Czasem staram się zachować mebel w oryginalnej stylistyce, czasem nie - jak w przypadku znalezionego na śmietniku nakastlika, który po prostu zeszlifowałem, pomalowałem na turkusowo i odsprzedałem za 250 zł - mówi Tadeusz.
Ostatecznie każda uratowana komoda czy odnowiony fotel to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale przede wszystkim mały, osobisty sukces i drugie życie mebla, który nie trafi na wysypisko. Czasem też sposób by dorobić - nawet konkretny - grosz.
Ale pamiętajmy: w świecie "Śmieciarka jedzie" obowiązuje prawo szybszego. Jeśli widzisz post z wymarzoną komodą, nie marnuj czasu na pytania: "Czy jeszcze stoi?". Wsiadaj w auto i jedź!









