Moda na kredensy retro. Za meble z PRL dziś trzeba sporo zapłacić
Kiedyś był w każdej polskiej kuchni. Dzisiaj ludzie płacą tysiące złotych Ludzki gust to zaskakująca sprawa - z jednej strony kochamy to, co proste, minimalistyczne, nowoczesne. Z drugiej - ciągnie nas ku przedmiotom dekoracyjnym, przyciągającym uwagę, posiadającym historię. To właśnie ta druga strona naszej estetycznej osobowości odpowiada za miłość do vintage i zachęca, by wprowadzać do mieszkań przedmiot retro. Na przykład kredensy z II RP i PRL.

Kredens - mebel, któremu można zaufać
Sylwetka nie do pomylenia. U góry - troje drzwiczek z szybkami. Do przechowywania tego, co warto eksponować: odświętnej porcelany, szkła, pater i koszyczków, które tak służą jak i dekorują, puszek po kakao i cukierków. To wewnątrz, bo na zewnątrz, w szczelinę między drewno i szybę można coś wetknąć. Na przykład pocztówkę z wakacji albo obrazek, otrzymany przy okazji kolędy. Dołem - też troje drzwiczek, ale zabudowanych. Tam trzyma się to, co niezbędne dla gospodarstwa, ale dla oczu nieciekawe: sypkie produkty, słoiki z przetworami, garnki, akcesoria kuchenne. Jest i część środkowa, z dwoma szufladkami na szpargały i niewielkim blatem. Bywa, że (w bogatszych modelach) spod blatu wysuwa się marmurowa czy ceramiczna stolnica, a krawędzie mebla są rzeźbione w roślinne wzory.

Takie kredensy, najczęściej malowane na biały lub kremowy kolor, stały w większości polskich domów i mieszkań jeszcze w latach 50. Ich historia sięga jednak czasów o wiele bardziej odległych.
Pra-pradziadek XX-wiecznego kredensu miał formę zamykanej skrzyni i dawał się spotkać już w XV wieku, głównie we Włoszech. Przechowywano w nim zastawę stołową oraz gotowe, zapieczętowane potrawy, które wcześniej sprawdzono pod kątem ewentualnej obecności trucizny. Właśnie tego zwyczaju, czy raczej od wiążącego się z nim włoskiego słowa "credo" ("wierzę"), wywodzi się nazwa mebla.
Bliższą współczesnej formę, łączącą kształt skrzyni i szafki, kredensy osiągnęły u progu XVI wieku. Mebel z biegiem czasu zyskiwał architektoniczne zdobienia oraz funkcjonalno-estetyczne odmiany takie jak dressuar (służący do eksponowania naczyń, z czasem ewoluujący w formę serwantki) i bufet. Dwukondygnacyjny model kredensu, powszechny w Polskich domach w latach 20-50 XX wieku wykształcił się w XIX stuleciu.
Wielki kredens w małym "M"

Kres popularności tego kuchennego mebla położyła nowa rzeczywistość mieszkaniowa. W PRL, gdy dla dwuosobowego gospodarstwa domowego przewidywano lokal o powierzchni 24-30m2, a rodzina czteroosobowa miała pomieścić się na 42-48 metrach (powierzchnia M2i M4 wg. normatywu z 1959 roku), gdy kuchnie (głównie w latach 60.) bywały ślepe albo okrawane do rozmiaru upychanych w korytarzu aneksów, na masywne kredensy po prostu nie było miejsca. Chociaż niektórzy zmieścić je próbowali: "Właściciele mieszkań o ambicjach do prezentowania zamożności domu, w kuchni ustawili kredensy kuchenne, duże co prawda i pakowne, na nich więc i dużej lodówce kończy się umeblowanie kuchni. W takiej kuchni może pracować już tylko jedna osoba, a mianowicie gospodyni" - pisała entongrafka i socjolożka, Halina Murawska, przyglądająca się wyposażeniu mieszkań wiejskich imigrantów w miastach.
Zobacz również:
Kredensom nie sprzyjała również moda, od lat 60. promująca to, co modułowe, kompaktowe, wielofunkcyjne. W 1962 roku na targach w Poznaniu i Wrocławiu Instytut Wzornictwa przemysłowego zaprezentował nowość - prototyp modułowej kuchni, której układy można było modyfikować w zależności od potrzeb, tak jak składa się budowle z klocków. Projekt, za który odpowiedzialna była Maria Białówna, wyrastał wprost z racjonalnego, nowoczesnego ducha - przy jego opracowywaniu wzięto pod uwagę wymiary ciała przeciętnego człowieka, standardowe czynność wykonywane w kuchni, nawyki żywieniowe Polaków i wielkość rodzin. Trudno się dziwić, że ten iście kosmiczny system wyparł poczciwe kredensy.
Kredensy wracają do łask. Jak zaaranżować je we wnętrzu?

Staromodne meble współczesnych czasów doczekały zwykle w wiejskich gospodarstwach. Jednak nawet na prowincji tylko w rzadkich przypadkach udawało im się zachować miejsce w kuchni. Częściej przenoszono je do garażów i piwnic, degradując do roli spiżarki na przetwory lub eksmitowano na strychy czy do budynków gospodarczych. Przed dokończeniem żywota na śmietniku ratowało je tylko "jeszcze się przyda" i "żal wyrzucić" zapobiegliwych właścicieli.
I faktycznie, kto kilka lat temu kredens ocalił dziś ma mały skarb, bo wraz z modą na vintage i sielskość, kredensy wracają do łask. Kiedy obiektem marzeń staje się siedlisko na Mazurach czy chatka w Beskidach, przedmiotem pożądania staje się również kredens. Wypełniony starymi naczyniami, z wazonem pełnym polnych kwiatów na blacie, staje się - może nieco stereotypowym ale jednak - synonimem domowości.
Zresztą, nie trzeba mieć wakacyjnego domu, by zacząć marzyć o kredensie. Mebel też świetnie wpasowuje się we wnętrza w stylu boho, rustykalnym bądź prowansalskim, dobrze dopełniający kuchnię w odremontowanym mieszkaniu w kamienicy, a nawet - choć wymaga to odrobiny estetycznej odwagi - przełamujący surowość minimalistycznego wystroju. Co więcej - choć mebel ze swej nazwy jest kuchenny, we współczesnym wnętrzu sprawdzi się i w innych pomieszczeniach. Są właściciele mieszkań, którzy adaptują kredensy na biblioteczki czy łazienkowe szafki.
Ile kosztuje stary kredens?
Zainteresowanie starymi kredensami przekłada się oczywiście na ich ceny. Za niepotrzebny wczoraj mebel, dziś trzeba całkiem sporo zapłacić.
Wersja mini (tylko dwoje drzwiczek, do renowacji), kosztuje około 800 złotych. Mebel oczyszczony o podobnych gabarytach to już wydatek rzędu 2-3 tys. złotych, choć można znaleźć i egzemplarze za 5 tysięcy. Za wersję przedwojenną, z niewielkimi zdobieniami górnych drzwiczek trzeba zapłacić już blisko 10 tys. złotych. Najtańsze egzemplarze jakie udało nam się znaleźć kosztowały ok. 150 złotych.
Te najtańsze to oczywiście obiekty wymagające odnowienia. Jeśli mebel jest w niezłym stanie, a jego największym mankamentem są zabrudzenia, poluzowane rączki, zdekompletowane szybki czy przerdzewiałe zawiasy, renowacji możemy dokonać we własnym zakresie. Gorzej, jeśli mamy do czynienia z ubytkami w drewnie, spróchniałymi nóżkami, zniszczonym blatem, bez pomocy fachowca się nie obejdzie.
"Często jest tak, że mebel powierzchownie wydaje się w świetnym stanie, ale oczyszczając go z kilku warstw starej farby, szybko przekonujemy się, że wcale tak nie jest i pracy będzie więcej, niż zakładaliśmy. Zazwyczaj w starych kredensach dorabiamy właśnie nowe spody, nóżki czy robimy nowe stolnice lub blaty" - mówiła Justyna Kowalewska, ekspertka z zakresie renowacji mebli w rozmowie z serwisem urządzamy.pl.
Jak pokazują internetowe cenniki, koszt renowacji starego kredensu to kwoty od tysiąca do nawet 7 tys. złotych.
Zainspiruj się i odmień swoje wnętrze krok po kroku. Małe zmiany potrafią zdziałać cuda, Wejdź na styl.interia.pl/architektura i zobacz, jak łatwo stworzyć przestrzeń, w której naprawdę dobrze się czujesz.











