Reklama

Reklama

Pinezkowe szaleństwo

Wreszcie są! Buty moich marzeń, o których "śniłam" od miesięcy. Muszę przyznać, że czekałam na nie bardzo długo ale warto było :-). Choć z drugiej strony - mam nauczkę - nigdy więcej nie zamawiać czegoś z amerykańskiego sklepu internetowego.

Wreszcie są! Buty moich marzeń, o których "śniłam" od miesięcy. Muszę przyznać, że czekałam na nie bardzo długo ale warto było :-). Choć z drugiej strony - mam nauczkę - nigdy więcej nie zamawiać czegoś z amerykańskiego sklepu internetowego.

Historia tych butów zaczęła się od zamówienia ich przez mnie na jednej ze znalezionych w internecie stron. Tydzień czekałam na potwierdzenie złożenia tego zamówienia. Po następnym tygodniu, kiedy byłam pewna, że zaraz otrzymam paczkę, dostałam maila, że jednak nie ma mojego rozmiaru. W między czasie ściągnęli pieniądze z mojej karty kredytowej, potem je zwrócili, ale oczywiście ze stratą na wymianie walutowej. Zaczęłam poszukiwania od nowa. Zamówiłam na kolejnej stronie i czekałam kolejny tydzień na potwierdzenie złożenia zamówienia. Potem na potwierdzenie rozmiaru. Kolejny mail po kolejnym tygodniu był już z informacją o numerze przesyłki. Po następnych 2 tygodniach dostałam... list z poczty. Okazało się, że muszę wysłać potrzebną dokumentację o zakupie tego towaru do Urzędu Celnego. Zupełnie zapomniałam o czymś tak prozaicznym jak cło :-( Po następnych 2 tygodniach otrzymałam od nich wezwanie. Wizyta w tym "przybytku" to czasochłonna wycieczka na daleki Ursynów. Przejście przez bramkę porównywalne jest do procedury na lotnisku. W środku trzeba stać aż w 3 osobnych kolejkach - każda w innym celu. No i 22% podatku - to też niebagatelna suma. Reasumując - nigdy więcej nie będę sprowadzać niczego ze Stanów!Ale na moje piękne butki, z platformą całą ponabijaną pinezkami - napatrzeć się nie mogę ;-) Do tego, pewnie nie uwierzycie, ale przy wysokości obcasa 14 cm są... mega wygodne!

Reklama

Dziś pokazuję je w kobiecej stylizacji z dzianinowa sukienką, która kiedyś była maxi, ale się skurczyła i teraz noszę ją jako midi. Dzianinowy komin występuje tutaj jako turban. Lubię połączenie, w którym zestawiony jest on z ubraniami o charakterze miejskim a nie etnicznym, czy hippisowskim. Takie kontrasty pokazuje często w swoich kampaniach moja ulubiona marka Penny Black, która już któryś sezon z rzędu lansuje właśnie turbany.

 

Katarzyna Szymańska

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy