Reklama

Reklama

Homo artifex, czyli o artystach i Artystach

Współczesny świat bez wątpienia jest okropnie skomplikowany. Coraz częściej gubimy się w gąszczu życia. I kiedy zagłębianie się w tajniki pewnych spraw jest zbyt trudne i czasochłonne, najzwyczajniej w świecie idziemy na łatwiznę.

Współczesny świat bez wątpienia jest okropnie skomplikowany. Coraz częściej gubimy się w gąszczu życia. I kiedy zagłębianie się w tajniki pewnych spraw jest zbyt trudne i czasochłonne, najzwyczajniej w świecie idziemy na łatwiznę.

 

 

Droga na skróty niestety nie zawsze się opłaca. Wystarczy przyjrzeć się powszechnej modzie na bycie „kimś”. Coraz więcej osób pisze książki, wydaje płyty, maluje czy zajmuje się projektowaniem ubrań. Niby nic w tym złego. W końcu każdy jakąś pasję mieć powinien. Problem pojawia się kiedy autor podrzędnej opowiastki czy twórca nieco nietrafionej płyty długogrającej zaczyna tytułować się mianem artysty. Tutaj zaczyna się bowiem upadek pewnej wartości. I choć daleka jestem od dekadenckiego poglądu na świat, to tutaj z przykrością musze się zgodzić z tym, że dziś artystą (nie Artystą!) może zostać każdy. Czy jednak rzeczywiście nazwanie siebie artystą czy, co gorsza, udawanie, że się nim jest, jest rzeczywiście tożsame ze staniem się nim? Oczywiście, że nie! Bo homo artifex musi mieć to COŚ. Szczyptę szaleństwa, gram wyobraźni i morze talentu. Do tego Artysta winien posiadać osobowość tak ogromną, by się nią podzielić z innymi poprzez swoje prace. A jeśli osobowość i talent są niezbyt kolorowe to i „dzieła” wychodzą nijakie. I ta nijakość jest w tym wszystkim problemem największym. Gdyby Sztukę porównać do łąki, to w dzisiejszych czasach jest ona łąką mocno zachwaszczoną. Trzeba się przebić przez wiele ostów, by odnaleźć piękny kwiat. Problem tylko w tym, że odbiorca nie ma ochoty kaleczyć rąk na ostach i marnować czasu na szukanie kwiatu. Nawet największy entuzjasta podda się po kilku próbach, jeśli do jego rąk trafią twory nieudane tych niby-artystów. I wówczas homo artifex straci szansę na dotarcie do jeszcze jednej osoby, zdobycie jeszcze jednego sprzymierzeńca. Sztuka, rzecz jasna, obroni się sama. Lecz ilu wielkich Artystów nigdy nie pozna szersza publiczność przez artystów-samozwańców? Gorzkie to zapewne słowa, ale chyba potrzebne. Bo im dłużej będziemy się zachwycać tandetą i promować kolejnych nieutalentowanych ludzi, tym więcej narośnie chwastów, a coraz mniej pojawiać się będzie pięknych kwiatów.

Reklama

 

I na koniec, ku przestrodze, pamiętajmy – nie każdy utwór jest dziełem, nie każde dzieło jest arcydziełem!

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy