Reklama

Reklama

Grupa wsparcia potrzebna od zaraz, czyli o ewolucji samotników

Ramki są dobre na zdjęcia, a szuflady w komodach! Zapraszam do grupy wsparcia!

Grupa wsparcia potrzebna od zaraz, czyli o ewolucji samotników.

 

Zauważyliście, że istnieją grupy wsparcia dla prawie wszystkich przypadłości? Są więc takie dla alkoholików, pracoholików, anorektyków i osób uzależnionych od psychoanalizy. Nikt, jak dotąd jednak nie pomyślał o biednych ludziach nie pasujących w ramki. A przecież nam się chyba także należy coś od życia, chociażby taka grupa wsparcia.

Nasze społeczeństwo wydaje się odczuwać olbrzymi pęd do tworzenia ram, schematów i szablonów. Ledwo w społeczeństwie pojawi się więcej niż jeden przedstawiciel jakichś cech, a już tworzymy schemacik i pakujemy biedaków w szufladkę, bo przecież wiemy, jacy są przedstawiciele tej grupy. Oni są wszyscy bardzo podobni, jeśli nie tacy sami, a my to wiemy i musimy opisać, żeby oni też wiedzieli jacy są. Mamy więc szufladkę z matką Polką, z feministkami, z młodym pokoleniem buntowników, no i oczywiście tą, ostatnio bardzo modną, z single’ami. No właśnie taki single. To, jak wszędzie czytamy, żyjący sam w drogim mieszkaniu egoista, najczęściej pracoholik, zatwardziały przeciwnik związków, itd. No i szufladka gotowa! Pchamy tam wszystkich przedstawicieli tego gatunku i niech sobie radzą z naszą opinią na ich temat.

Reklama

 

Pozostańmy na chwilę przy temacie single’a. Kiedyś kobieta niezamężna była zwykłą poczciwą starą panną. Jedyne wymogi, jakie musiał spełniać jej wizerunek, to: nieatrakcyjna, zgorzkniała i samotna. Trauma po nieszczęśliwej miłości mile widziana. Był też zatwardziały kawaler, którego status był jednak zupełnie odmienny. Zatwardziały kawalerem było się z wyboru, starą panną z konieczności (i gdzie tu równouprawnienie?) Ale teraz nastała nowa era. Mamy równouprawnienie, tak więc single kobiety i mężczyźni są sobie równi. Postać starej panny jednak nie podzieliła losu dinozaurów. Teraz bycie nią jest hańbą (wcześniej było to tylko wstydliwe). Obraz starej panny się raczej nie zmienił, ale doszło jeszcze pojęcie single’a płci żeńskiej. Single to ktoś, kto spełnia wymogi określone w akapicie powyżej, ale jest to – w przeciwieństwie do poczciwej starej panny – ktoś atrakcyjny, wyzwolony, zajęty sobą i najczęściej z dużą ilością pieniędzy.

 

Clubbing i surfing na Dominikanie

 

No więc przyglądam się sobie uczciwie i myślę, do której szufladki pasuję. Matką Polką nie jestem i raczej nie będę, bo zapędów ku temu nie mam. Nie będę więc odbierała „chleba” tym stworzonym do tej roli. Na młodego buntownika także raczej się nie łapię, chociażby już z tego względu, że powoli dobiegam czterdziestki, więc z tego też nici. Płeć umiejscawia mnie raczej wśród starych panien, niż wśród zatwardziałych kawalerów. Tak więc mamy: jestem single’em płci żeńskiej (na starą pannę za mało zgorzkniała). Czy aby na pewno? Cechami single’a, które ewentualnie posiadam są: brak stałego związku i dość mocno absorbująca mnie praca, no i na pieniądze, które mi płacą za tą pracę, także nie mogę narzekać. Ale na tym się chyba kończą podobieństwa.

Nie kupiłam szpanerskiego apartamentu z kuchnia wykończoną chromem na jednym z chronionych osiedli w dużym mieście. A taki single przecież nie mieszka w jakiejś tam niemodnej, zapyziałej mieścinie. Nie uczęszczam do modnych klubów, aby obowiązkowy clubbing uskuteczniać, bo wolę posiedzieć w domu przy dobrej książce. Nie lecę na wczasy na modną Dominikanę z deską surfingową pod pachą, bo gdyby natura chciała, abym spędzała tyle czasu na obcych wodach, to by mnie stworzyła statkiem. Mogę długo wymieniać rzeczy, których nie robię, a które jako przykładny single robić by wypadało.

 

Zamiast tego mam na spokojnym osiedlu, w małym miasteczku mieszkanko, w którym rozbrzmiewa swing. Głos Deana Martina wydaje mi się najseksowniejszym dźwiękiem na świecie, więc i filmy oglądam raczej w starym kinie, niż w nowoczesnym kinowym molochu przy opakowaniu popcornu i coli. Mam kota (tu wracamy znów do atrybutów starej panny – o zgrozo!), który jednak jest (od niepamiętnych czasów) na całorocznym urlopie u mamy, ponieważ moje wieczne wyjazdy w delegację raczej by go nie zachwyciły. Mam za sobą kilka szczęśliwych związków (więc nawet traumą się nie wytłumaczę) i lubię być sama.

Więc może ja nie jestem single’m, tylko zwykłym samotnikiem – co często uchodzi za dziwactwo? Może to jest szufladka, w której się mieszczę? Obawiam się tylko, że za chwilę postawią mi znowu całe mnóstwo wymagań, które taki biedny samotnik musi spełnić, aby zasłużyć na miano pełnowartościowego samotnika.

 

W związku z faktem, iż jestem osobą zapobiegliwą, pragnę zawczasu przeciwdziałać moim problemom z brakiem dopasowania do obrazu samotnika i postanawiam stworzyć grupę wsparcia dla osób nie mieszczących się w ramkach i szufladkach. Zapraszam także zwykłych samotników, którzy są sami bez dorabiania do tego ideologii i bez spełniania wymogów wizerunku. Pozostałych nie pasujących do szablonów, w które ich wciśnięto także zapraszam.

A tak ogólnie, to szuflady są dobre w komodach, może więc będzie lepiej nie upychać w nich ludzi, żadnego pokroju.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje