Reklama

Reklama

Komunikacja z kamieniem..

żeby zrozumieć kamień, trzeba się nim stać..

 

 

Kilka lat temu, na zajęciach bodajże z negocjacji, podjęliśmy temat,  komunikacji z ludźmi dojrzałymi. Z ludźmi, którzy w krótkiej perspektywie czasu planowali odejście na emeryturę   i ich  świadomego wycofania  zawodowego. Pamiętam jeszcze swoje myśli, widziałam kolegów, koleżanki i to właśnie w takiej kolejności, którzy świadomie nie chcieli podnosić swoich kwalifikacji, którzy byli bardzo niechętni zmianom, którzy odrzucali wszelkie innowacje. Bełkocik nowomowy, czytelny dla grup zarządzania, ale także, a może przede wszystkim problem społeczny, problem, który w sposób  bezpośredni dotknął mnie i boli..

Reklama

                Pamiętam tą swoją reakcję, widziałam tych z moich znajomych, którzy nie chcieli świadomie podnosić swoich kwalifikacji , wychodząc ze słusznego - z ich punktu widzenia – założenia, teraz mam się uczyć? czegoś nowego?, a po co mnie to?. Na pewno należało by postawić pytanie, gdzie menadżer/ kierownik, który by tych ludzi zmotywował, pobudził chęć  działania, wykazał przydatność w organizacji i zachęcił do działania na rzecz/pomysł, poprzez indywidualny rozwój pracowniczy. Piszę o tak oczywistych rzeczach że aż wstyd, ale może tak, może ktoś zauważy, że nasze babki i matki starzały  (!) się inaczej. Nie wiem czy lepiej czy gorzej, inaczej. Mogę odnieść się tylko do moich osobistych wzorców, czyli do mojej mamy i mojej teściowej (byłej, teściowej). Mama w wieku dojrzałym schowała się za chorobę, większość dat i zdarzeń rozdzielała nazwami szpitali w których przebywała i chyba nie potrafiła zrozumieć, dlaczego świat rodziny tak mało docenia jej odwagę w kolejnych zmaganiach z ciągle pogarszającym się zdrowiem. Kiedyś otworzyła szufladę w  meblowym segmencie pełną kolorowych pudełeczek    z lekami „  - no zobacz sama ile ja tego muszę brać..” Nie rozumiałam „ mamo, gdybym wzięła tylko 1/10 tego, to zeszłabym z tego świata z powodu zatrucia, wywal to wszystko  i ustaw leki od nowa, to..”. Machnęła ręką „ ty nie zrozumiesz chorego człowieka” Poruszała się powoli, statecznie, w butach na wyimaginowanym obcasie, gotowała potrawy o nie istniejącym już smaku, zakładała wyblakłe kolory przeszłości i z roku na rok ginęła. Sama i zagubiona w świecie którego nie rozumiała, który był dla niej za szybki, który posługiwał się słowami niezrozumiałymi  i który miał niewiele do zaoferowania JEJ, spracowanej zmęczonej kobiecie/matce i żonie. Tak naprawdę, świat, miał dużo do zaoferowania , tylko ONA tego nie widziała, nie słyszała, nie było obok niej dłoni która byłaby wsparciem i bezpieczeństwem. Tak!, to także moja przegrana ..

Moja teściowa!, moja była!! TEŚCIOWA. Mam nadzieję że mi wybaczy, kilka lat starsza od mojej mamy, sam smak kobiecości, elegancji, zacięcia i miłości. Moja teściowa kochała .. życie?, chciałam wymienić literalnie kogo, ale po co?, ona żyła, pełną piersią, smakowała życie zachłannie i z pasją. Dziś myślę, że to właśnie, ta nie ograniczona miłość do syna, męża, pozwoliła jej podejmować wszystkie wyzwania, przed którymi stawiało ją życie. Zawsze fryzjer, pazurek umalowany, nie wyszła z domu bez makijażu, szpilki, spódnica/ sukienka przed kolano, nie potrafię myśleć o niej i nie uśmiechać się. I ta ogromna równość w rozdawaniu uczuć tworzyła bogatego człowieka, bo one, te uczucia,  wszystkie w niej były, gdy kochała to całą sobą i nienawidził równie sprawiedliwie. Wiem, bo doświadczyłam po równo obu uczuć. Spotkałyśmy się po 20 kilku latach, kiedy odszedł teść, byłam pozytywnie  zaskoczona jej sprawnością intelektualną, przy całkowitym wycofaniu mojej mamy, kolejny raz podziwiałam  teściową. Jest mi ogromni przykro że tak mało mogę dla niej zrobić, bo nie chce żyć bez mężczyzny który był dla niej ważny. Oddziela zdarzenia  i daty imieniem nieżyjącego męża i nie interesuje jej świat syna, wnuków i prawnuczek. To już nie ma znaczenia. Z lubością powtarza imię męża, jak pieszczotę i dotyk kochających ją dłoni. Nie maluje dla NIEGO paznokci, ale jej dłoń ma nadal ten unikalny i nie powtarzalny szlif.

I co te dwie postacie, szalenie ważne w moim życiu mają do dialogu, kształtowania postaw życiowych i zawodowych?. Obie odchodziły na wcześniejszą emeryturę, jedna  ginąc w chorobie, druga świetnie funkcjonując w życiu rodzinnym i realizując się jako społecznik w dobrej kondycji psychofizycznej. Obie w pewien unikalny sposób uzależnione od miłości rodziny i ja.. Nie chcę odejść na wcześniejszą emeryturę, czuję się sprawna intelektualnie i fizycznie, kończę kolejne studia, najprawdopodobniej z nudów rozpocznę kolejne jakieś podyplomowe, bo mnie to bawi i cieszy. No więc, gdzie ten kamień?

Kamień można stworzyć, zbudować mocny i widoczny  jak chiński mur, wystarczy tylko się nie rozumieć  i pogłębiać każdym nie racjonalnym poleceniem służbowym. Dobrych?/ mądrych  zwierzchników Wam i sobie życzę żony/matki i kochanki….  pracowniku.

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy