Reklama

Reklama

Moi ulubieni kochankowie

Oni tacy piękni

 

Paryż, romantyczny i pełen tajemnic. On zmęczony życiem, zagubiony, szuka ciszy i nieuchwytnego piękna malując paryskie pejzaże . Ona, cicha, spokojna w później jesieni życia, pogodzona z losem. Jack i Mirabelle u Whartona. Poznają się, rozmawiają i nawet niewiedząc kiedy stają się sobie tak bliscy, że nawet ich zaskakuje to uczucie, które się rodzi między nimi. Jest takie piękne, subtelne, może bez gwiazd spadających przy dźwiękach orkiestry na 1000 instrumentów, jak to bywa przy młodzieńczych uczuciach, ale za to ich miłość ma w sobie coś ze słodyczy ogrodu. Upaja i oszałamia swoją dojrzałością. A przy tym jest nieśmiała,  pełna delikatności, brak w niej wyuzdania i tej drapieżności, którą charakteryzuje miłość w sile wieku. Już niczego nie chcą, niczego nie oczekują. Oddają się ufnie swojemu uczuciu i pozwalają mu istnieć bez granicy kresu. Tyle czułości, prawie namacalnej, można poczuć czytając o ich miłości ostatniej. I zazdrość, że się spotkali  i potrafili sobie dać w tak krótkim czasie to, czego inni nie potrafią dać przez lata. Piękna ich miłość była, jest, trwa w czytelnika sercu.

Reklama

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy