Reklama

Reklama

Potrzeba świadectwa

Potrzeba świadectwa! Czy zagadnienie Religi jest tematem tabu? Czy powinniśmy w coś wierzyć? Czy osoby, które w nic nie wierzą, czy można uznać, iż to jest ich wiarą? Dlaczego człowiek potrzebuje różnych znaków, „namacalnych” dowodów, aby uświadomić sobie, iż istnieje coś poza tym ziemskim życiem? Czy Bóg kieruje moim życiem? Czy świat dąży do „zagłady” wiary? Aby móc odpowiedzieć na te wszystkie powyższe zagadnienia, musimy cofnąć się do samego początku.

Potrzeba świadectwa!

            Czy zagadnienie Religi jest tematem tabu? Czy powinniśmy w coś wierzyć? Czy osoby, które w nic nie wierzą, czy można uznać, iż to jest ich wiarą? Dlaczego człowiek potrzebuje różnych znaków,  „namacalnych” dowodów, aby uświadomić sobie, iż istnieje coś poza tym ziemskim życiem? Czy Bóg kieruje moim życiem?  Czy świat dąży do „zagłady” wiary? Aby móc odpowiedzieć na te wszystkie powyższe zagadnienia, musimy cofnąć się do samego początku. 

            Od zarania dziejów, człowiek wymyślał sobie bogów, bożków, którym mógłby składać ofiary i modły. Czuł się wtedy pewniejszy i bezpieczniejszy – wiedział, iż ktoś sprawuje nad nim opiekę. Również dzięki nim, tłumaczył sobie zjawiska zachodzące na Ziemi. Spowodowane, było to  dość ograniczoną wiedzą tamtejszych ludzi. Na razie ten temat pozostawiam bez większych wyjaśnień,  jednakże powrócę do niego w późniejszym rozważaniu.

Reklama

            Chrześcijaństwo od momentu, kiedy to  zostało wykreowane czy nawet ustabilizowane, zyskiwało coraz to większą liczbę wierzących. Średniowiecze było epoką najbardziej zakorzenioną w tej wierze. Można nawet odważyć się powiedzieć, iż byli tam fanatycy i zagorzali chrześcijanie. Wszystko, co robili, było dokonywane w imię Boga. Pisarze tworzyli swe poematy, lecz nie chcieli się na tym szczególnie wzbogacać i nie podpisywali swoich dzieł. Wiedzieli, iż Bóg ich potem z tego „rozliczy”. Drugą taką warstwą społeczną, poddającą się bezwarunkowo i zawierzającą swe życie Jemu, byli rycerze. Walczyli w obronie swej wiary i, co przez to idzie, zaczęli się przyczyniać do jej szerzenia. Natomiast całkowitym przeciwieństwem tej epoki był renesans czy nawet pozytywizm. Tam już wiara została zastąpiona wiedzą. Zaczął się szerzyć ateizm i deizm. Tak jak wspomniałam na początku swej wypowiedzi, czas nieco opowiedzieć o rozumie, który powinien iść razem z wiarą, lecz często zdarza się, iż tak nie jest. Wiara i rozum idą, jak się okazuje,  różnymi ścieżkami.

            Nasz już nieżyjący Ojciec święty Jan Paweł II, w jednej ze swojej encyklik, „Fides et ratio” opisuje, iż nie jest złą rzeczą, kiedy człowiek dąży do pogłębiania swej wiedzy. Nawet jest konieczne, by tak było. Musi on tylko pamiętać, iż w tym wirze nie może się zatracić. Wiara powinna być również pielęgnowana i tak samo jak rozum powinna iść z nim w parze.  Z drugiej zaś strony człowiek, wraz z rozwojem intelektualnym, dąży nieustanie, aby wszystko wyjaśniać za pomocą nauki. Coś, czego nie idzie ogarnąć w temacie nauki, oznacza, że tego nie ma. Idealnie odzwierciedla to przytoczony cytat: „Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wiara jest w gruncie rzeczy smutna koniecznością. Gdybyśmy mogli mieć wiedzę, nie potrzebowaliśmy mieć wiary. Rzecz w tym, że nie możemy mieć wiedzy.”  Wynika z tego, że człowiek jednak pozostanie ograniczony w pewnych sferach. Dodatkowo „Bóg dla człowieka jest w Swej Istocie niepoznany. Dlatego człowiek jest zdany na wiarę. Wiara wyklucza wiedzę”  Wiara jak sama nazwa na to wskazuje, polega na wierzeniu, czemuś czego nie jesteśmy tak do końca pewni. Dopóki żyjemy, tylko to powinno nam starczyć. Bóg każdego dnia nas sprawdza – naszą determinacje, poczynania, etc. Trzeba również popatrzeć z tej perspektywy, iż „Wiara – to uznanie czegoś za prawdę, oparte na autorytecie. Im większy autorytet, tym mniejsze niebezpieczeństwo błądzenia. Wiara Bogu wyklucza wszelką możliwość błędu. Dlatego wiara religijna, niebędąca wiedzą, może być pewnością”

            Tylko głupiec mówi, że nie ma Boga. Ile te słowa mają w sobie ekspresji. Jest to małe zdanie, lecz pomimo swego „ niepozornego wyglądu”  jest bardzo wymowne. Potwierdza tezę, iż jest lepiej w coś wierzyć, niż w nic. Wyeksponowane jest to w ten sposób, że człowiek nic nie traci, a wręcz przeciwnie - może wiele zyskać. Ponad to wiara katolicka zakłada, iż dla każdego jest nadzieja. Chodzi mi o to, że nawet osoba niewierząca może zmienić swój światopogląd. Często dokonuje tego w obliczu śmierci. Uświadamia sobie wtedy, że jego/jej koniec jest bliski.  Zadaje sobie wtedy  pytanie typu, co mnie czeka po śmierci, czy jest inny świat? Postanawiają wtedy uciec od swych racji i w momencie swojej agonii ulegają strachowi i proszą Boga o wybaczenie. W tym momencie uświadamiają sobie, iż źle żyli, nie wierząc w Pana. Czy takie postępowanie jest prawidłowe? Na pewno Bóg jest z tego zadowolony.

            Człowiek potrzebuje światła i przewodnika. Przewodnikiem jego staje się Ojciec Niebieski. Czy te słowa kojarzą się z bólem, cierpieniem? Czy niosą jakieś złe skojarzenia? Wydaje mi się, iż nie, ponieważ samo słowo przewodnik oznacza osobę oprowadzająca. Jest on cierpliwy, posiada „uprawienie” – jest godny zaufania. Taki jest sam Bóg. Przytoczyłam te słowa, gdyż byłam świadkiem rozmowy, w której to opisywano Boga jako kata. Osobę, która „steruje” ludźmi i zsyła na nich nieszczęście. To jeśli On jest taki to może Jego syn Jezus jest marionetkarzem, który trzyma ludzi na sznurkach i zarządza nimi? Podtrzymuję, iż jest to zła i głupia sugestia. Teraz można zadać takie pytanie, a, co z cierpieniem, wojnami, śmiercią, chorobami, etc.Gdzie był, kiedy hitlerowscy zbrodniarze mordowali Żydów, Rosjan, Polaków? Gdzie był Bóg, kiedy stalinowscy siepacze rozstrzeliwali jeńców Katynia i dręczyli w gułagach miliony więźniów? Kiedy niedawno temu afrykańskie plemiona Tutsi i Hutu wyrzynały się wzajemnie? Gdzie jest, skoro nie przychodzi z pomocą chorym na raka dzieciom? kiedy nie przynosi ulgi straszliwym cierpieniom wielu ludzi? Dlaczego nie powstrzymuje rąk morderców, nie chroni katowanych niemowląt, gwałconych dziewcząt, nie daje pożywienia umierającym z głodu?” .  Czy to nie jest czasem zasługa Boga? Oczywiście, że nie. Chociaż, był to prawdziwy dopust boży. Człowiek został obdarzony własną wolą. To on kształtuje wszystko, co go otacza na Ziemi. On rozrasta się intelektualnie, a co przez to idzie, to on sam przyczynił się do tego wszystkiego, co nas teraz otacza. Przyroda została zniszczona przez niego. To on wymyślił broń, a przez to są prowadzone wojny i przez nie giną niewinni ludzie. Jest to również dowodem na istnienie Szatana, który niesie zło. Z tego widać, że musi być również druga siła, która będzie równoważyć te zło i będzie niosła dobro. Tą równoważnią jest Pan. Bóg starotestamentowy i jeszcze raz powtarzam staro testamentowy, był bardzo rygorystyczny oraz można rzec, iż okrutny. Poddawał ludzi różnym próbą. Ukarał ich za pychę. Chciał im w ten sposób cos uświadomić. Również, zostało napisane na Kartach Pisma Świętego, Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Można wyciągnąć następująca tezę, iż kiedy my dokonujemy złego występku, ranimy innych, to Bóg cierpi razem z nami. Jest współtowarzyszem tego bólu.

            Załóżmy teraz następująca tezę, iż nie ma Boga. Rodzimy się, a nasze życie toczy się sprawnie. Każdego dnia udajemy się do pracy, aby zarobić pieniądze, po to tylko, aby móc dalej żyć szczęśliwie. Po ciężkim dniu powracamy do swego domu – azylu, gdzie odpoczywamy, cieszymy się rodziną, która założyliśmy. W pewnym momencie wszystko szlag trafia. Umiera ktoś z naszego grona. Wszystko się kończy. Przestaje on istnieć na tym świecie. Zostają po nim tylko wspomnienia. Czy na tym kończy się kres człowieczeństwa? Widać, iż takim rozumowaniem ograniczamy się, a nasza Księga zostaje spisana i wchodzi w kanon ziemski. W momencie przejścia w sen wieczny zostaje Ona spalona, gdyż nikt już do niej nic nie dopisze nowego. Ten przykład ukazuje pustkę naszego życia, w momencie braku kogoś, kto by  sprawował nad nami opiekę.

            Jednakże bardziej skupiając się na temacie rozmowy, świadectwem wiary i jego potrzebą służy nam Kościół. Nie chodzi mi tu o budynek, w którym odbywa się celebracja, lecz bardziej zawsze  o osoby tworzące pewną „organizacje”. Kościół jest miejscem, który umożliwia im taką działalność. Tak, więc od początku do końca, stykamy się z tym światem. Nasza wiara jest umacniana przez sakramenty. Na początku zostaliśmy ochrzczeni, potem udaliśmy się do  pierwszej komunii, a kiedy w pełni dojrzeliśmy, przystąpiliśmy do sakramentu bierzmowania. Niektórzy mogą jeszcze przystąpić do sakramentu małżeństwa. Dzięki temu zbliżamy i pogłębiamy się w teizmie.

            Trzeba teraz zwrócić uwagę na tych, którzy dają nam świadectwo. Dzięki lub przez nich, nasze spostrzeżenie na Religie, ulega zmianie. Mam tu na myśli księży. To oni poświęcają swoje życie i wybierają drogę kapłaństwa, chcąc szerzyć nauki Chrystusa. Na ogół słowo ksiądz, kojarzy się z kimś, kto odprawia mszę świętą, osobę znającą dobrze swych parafian, udzielającą się w życiu swej parafii. To jest moja taka mała dygresja, lecz powróćmy na poważnie do tematu. W kościele nasza cała uwaga jest skupiona na nich. Obserwujemy i analizujemy ich poczynania. To od nich, a bardziej od ich postawy zależy jak my będziemy spoglądać na Boga. Dzieje się to z tego powodu, ponieważ oni są pośrednikami między Bogiem, a nami – najbardziej widać to podczas spowiedzi świętej. Eklezjastów można pogrupować na dobrych – czynnie biorących udział i chcących przekazać jak najwięcej nauk chrystusowych oraz na złych – swym postępowaniem odpychają i zniechęcają innych do uczęszczania na Mszę Świętą  a co przez to idzie, zaczynają oddalać się od Najwyższego.

            Swoją uwagę najpierw skupię na tych drugich. W mediach słyszymy, iż w jakieś parafii ksiądz dopuścił się skandalicznego czynu – gwałtu. Również, są szerzone wiadomości, że inny ksiądz ma dzieci i kochankę. Wydaje się to nienormalne. Jak ksiądz robi takie rzeczy? Jest to niedopuszczalne. Słyszałam również, że przez takie rzeczy, które zostały wykreowane przez media (jakby takich rzeczy dopuścił się zwykły szarak, to nikt by nie zwrócił na to uwagi, lecz jeśli sprawa dotyczy kogoś „wyższego” to od razu zostaje nabity na widelec). Ludzie popełniają  błąd  odchodząc od kościoła. Ich światopogląd bazuje na tym, co zostało wykreowane. Z tego powodu również widać jak ludzie zwracają na to szczególną uwagę. Ale trzeba zadać sobie teraz pytanie, czy robią słusznie? Jeśli tak uważają to są próżni i nie wiedzą, czego chcą. Sam Jan Paweł II piszę w swoim przemówieniu: „Winniśmy wyznawać Boga przez gorliwe uczestniczenie w życiu Kościoła.”Chodzimy do tej świątyni nie na pokaz, nie dla innych, a przede wszystkim nie dla księży, tylko dla samego Boga.

            Teraz rozważmy ten drugi typ księży. Służą oni zawsze pomocą innym. Zawsze znajdą dla nich czas, pomogą rozwiązać trudną sytuacje, a nawet doradzą swym parafianom. Dzięki takiemu postępowaniu ludzie czują się pewniejsi i radośniejsi. Zaczynają chodzić do kościoła, gdyż niczego się nie obawiają. Jednakże trzeba teraz zwrócić na to szczególną uwagę. Dla kogo ci ludzie zaczynają chodzi do kościoła? Dla Boga czy raczej dla tego miłego księdza? Nie chcę teraz negować, iż takie postępowanie księży  jest złe, lecz zawsze powinno ono być z umiarem, – dlatego też każdy ksiądz wędruje z jednej parafii na drugą. Z drugiej zaś strony po co oni to robią? Czy w ten sposób upodobniają się do Chrystusa, czy raczej robią to z jakieś powinności? Znam wielu księży i w gruncie rzeczy nie każdy wpasowałby się w ten drugi typ.

            Ostatnim moim przemyśleniem będzie nasze życie codzienne. Zapewne każdy z nas boryka się z jakimiś kłopotami (ma swój krzyż, który musi nieś), lecz naturą ludzką jest ich zwalczanie. Wymaga to od nas dużego wysiłku oraz determinacji. Po zakończeniu tej komplikacji ogrania nas szczęście. Tak samo jest z naszą wiara. Jest ona trudna, ale przynosi pozytywne rezultaty. Dzięki Chrystusowi, który oddał za nas swoje życie - dziś możemy żyć „wolnie”. Każdego dnia możemy spotykać się ze świadectwem wiary. Sama dobroć, którą dzielą się inni jest tego dowodem.

            Reasumując, można stwierdzić, iż tak naprawdę od wszystkiego zależy nasz światopogląd. To jak zostanie wykreowany i jak dalej się potoczy. W codziennym życiu (które nie jest usłane różami) musimy zmagać się z różnymi przeciwnościami. Raz będziemy radośni, a innym razem smutni. Lecz w tych trudnych chwilach, kiedy już wszystko nam się odechciewa, jest ktoś, do kogo możemy się zwrócić. Jemu możemy powierzyć wszystko, gdyż nie pozwoli, abyśmy byli w takim stanie. Życie bez takiego wsparcia byłoby niczym. Wszystko zaczyna się w Bogu, z Bogiem i dla Boga. Wszystko w Nim i z Nim się kończy.

PS. Każdy z nas ma swoje podejście do życia. To od niego samego zależy jak dalej się ono potoczy. Zawarte tu słowa, są moim podejściem do Religii. Nie każdy musi się z nimi zgadzać. Na tych słowach kończę i stawiam kropkę.

               

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy