Reklama

Reklama

Wolność słowa i anonimowość - "internetowa" mieszanka wybuchowa

Kim jesteśmy na forum internetowym?

Kim jesteśmy na forum internetowym?

Prosty przykład: kilka dni temu na portalu Onte.pl pojawił się artykuł (Martwi za życia, autorstwa K. Nadolskiego, 13.06.2012). Autor poruszył tematykę obozową, przytoczył warunki życia obozowiczów w realiach Holocaustu. "Głównymi bohaterami" artykułu są członkowie specjalnie wyselekcjonaowanej spośród wieźniów grupy (sonderkommando), której zadaniem było...ujmę to tak...prowadzenie innych na śmierć. Wiadomo: w nieludzkich warunkach, panują nieludzkie prawa.   Poruszajacy, przerażający, lecz obiektywny. Nie ocenia, nie wybiela. Przedstawia tylko inne spojrzenie. Spojrzenie tych, którzy by przetrwać, wskazywali innym drogę do piekła.  Artykuł oczywiście polecam. Chwila refleksji pozwala przeorganizować obrazy wojennej rzeczywistości oraz potwierdza, że historia XX wieku (nie tylko XX wieku) nie jest klarowna, nie jest czarno-biała. Jak pisze autor: "wojna jest pasmem trudnych moralnie decyzji jednostki", o których zapewne trudno jest mówić później. Bo medal ma dwie strony i można być zrozumianym dwojako. Właśnie! Medal ma dwie strony...

Reklama

"Zjeżdżam" kursorem niżej. Na dzień dzisiejszy ok. 800 komentarzy. Zazwyczaj tego nie robię. Nie czytam komentarzy. Za bardzo sią denerwuję. Ale tym razem, chciałam sprawdzić, jak My - Polacy - radzimy sobie z odkłamaną historią (nie tą podręcznikową, ale codzienną - ludzką).  Czytam. Komentarze pełne oburzenia. "Zbrodniarze!" , "Mordowali, a teraz chcą się wybielić!" (to o sonderkommando), "Mordercy w białych rękawiczkach" (to o WSPÓŁCZESNYCH Niemcach). Nie przytaczam więcej. Jest tego mnóstwo, tak jak mnóstwo jest nienawiści i ksenofobii w owych wypowiedziach (tak! trafiłam również, na negatywne komantarze skierowane w stronę innych nacji, jak np. Litwinów, Duńczyków, Ukraińców, a nawet Izraelczyków). Szok! A więc My - Polacy - jesteśmy nietolerancyjni, nie mamy szacunku wobec innych, wobec historii. Zaraz, zaraz...Ktoś pod loginem "Leomi" pisze: "Nikt nie jest w stanie zrozumieć tych ludzi, tylko Ci, którzy tam byli. I nie mamy prawa ich oceniać. Nikt nie ma prawa! ". Użytkownik Leomi przywraca mi wiarę w Polaków. Jednak kometarze pod wypowiedzią Leomi ostudzają mój zapał. I znowu: "Naiwny jesteś!", "Właśnie, że mamy prawo oceniać łajdaków!"... Wg mnie udzielanie sie na forum internetowym to jak walka z wiatrakami. Dlatego rezygnuję z jakiegokolwiek wpisu. Zostałabym zlinczowana jak Leomi.

W roku '89 otrzymaliśmy zapowiedź takiej klauzuli w konstytucji jak "wolność słowa". To jeden z gwarantów demokratycznego państwa, dialogu miedzy władzą a społeczeństwem, a także dyskusji społecznej. Zdawałoby się, że potrafimy wykorzystać ową klauzule dobrze. Internet dał nam coś takiego jak "anonimowość". Pod wspomnianym artykułem nie wypowiada się obywatel Jan Kowalski ( PESEL taki, a taki). Artykuł komentuje Ania15, maks.m1, zabójca debili (???), dual., itd. itp. Nie mają twarzy. A czy mieli by odwagę podejść do byłego więźnia jednostki sonderkommando i krzyknąć mu w twarz : "Morderca!". Nie. Stać ich tylko na tyle, by napisać to na forum internetowym z dużej litery i koniecznie z trzema wykrzyknikami. Przecież profil jest anonimowy.  W psychologii takie zjawisko zostało nazwane deindywiduacją, potocznie zgubieniem się w tłumie. W dużej grupie jednostka staje sie anonimowa, zaciera wszelkie standardy społecznych norm zachowania, co w efekcie sprzyja impulsywnym, prymitywnym zachowaniom. Ale to tylko formułka...

Apeluję: Internauto, często mylisz wolność słowa z prawem do jawnego obrażania kogoś. Myśl sobie, co chcesz. Dyskutuj, uzasadniaj swoje zdanie. Masz do tego prawo. Ale nie obrażaj, kryjac się za ekranem swojego komputera.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy