Reklama

Reklama

Chodzące szczęście

 

Chwilę siedziałam i skupiłam swój wzrok na słońcu, którego światło sprawiło, że przymrużyłam oczy. Czułam z każdej strony głowy jak włosy mocno powiewają mi na wietrze. Któryś raz poprawiłam okulary słoneczne podsuwając je tak, by utrzymały niesforne kosmyki. Chłód szczypał mnie delikatnie w stopy chociaż świeciło słońce. Otaczały mnie góry – wyższe i niższe, mniejsze i większe. Ale patrzyłam na nie z wyższością. Siedziałam w tej chwili na Giewoncie palcem krążąc po strukturze ogromnego krzyża, który stał tuż obok mnie. Na chwilę przymknęłam oczy i wsłuchałam się w szum wiatru, dźwięk natury, życia nie-ludzkiego. No, właśnie – dało się wyczuć tą wysokość. Cisza, brak odgłosów miejskiego życia, szmerów, zapachów spalin samochodowych. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się mimowolnie. Nagle poczułam znajomy dotyk z tyłu szyi. Opuszki Jego palców krążyły po niej, jakby chciały dotrzeć do każdego jej milimetra. Stąpały delikatnie, acz wyczuwalnie co sprawiło, że mocniej zaczęłam się uśmiechać. Palce zeszły na ramiona i ustąpiły ciepłym dłoniom, które zaczęły je delikatnie masować. To było coś więcej niż relaks w Spa. Wiązało się to z uczuciem, jakim darzyłam Tą Osobę. On przysunął swoje ciało bliżej mnie - tak, że stykaliśmy się prawie każdą częścią ciała. Poczułam gorący uścisk. Tkwiliśmy w takiej pozycji chyba sto lat, a nadal nie miałam dosyć. Czułam się wtedy gotowa na kolejne sto i jeszcze więcej. To było coś, co przytrafiło mi się po raz pierwszy. Uczucie całkowitego bezpieczeństwa pomimo wiadomej wysokości, nad którą się znajdowaliśmy, dość późnej już godziny i sporego chłodu. Relaks, wewnętrzny odpoczynek, przyjemność, jakiej dawniej nie zaznałam. Poczucie, że jeśli byśmy chcieli to moglibyśmy przenieść te wszystkie góry, na których siedzimy. Że nasza więź jest tak silna, że choćby spadł – pociągnęłaby mnie jak sznurek za nim by tylko nie zostać tu samą. W tej samej chwili pomyślałam o tym, że choć wyglądam teraz zupełnie inaczej – w rozwianych włosach, bez makijażu, z popękaną skórą na ustach – to jestem chodzącym szczęściem. Że jestem kobieca jak nigdy wcześniej. Zrozumiałam, że nie kosmetyki czynią nas pięknymi. To nie dzięki nim czujemy się w stu procentach kobietami. Takie uczucie sprawia jedyna i niepowtarzalna miłość, jakiej doświadczamy tylko raz. Ta chwila, kiedy czujemy, że nie moglibyśmy być jeszcze bardziej szczęśliwi. Że stoimy na maksimum, na końcu osi szczęścia. Poczułam jak w moim brzuchu latają motyle i nie byłam w stanie nic powiedzieć. Uścisnęłam raz jeszcze jego dłonie i pocałowałam.

Reklama

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje