Reklama

Reklama

Czuje jak zyja moim zyciem

Totalny brak swobody...mozliwosc podejmowania swoich decyzji...ten brak przestrzeni doprowadza do rozpadu rodziny a ja czuje jak sie dusze....

Totalny brak swobody...mozliwosc podejmowania swoich decyzji...ten brak przestrzeni doprowadza do rozpadu rodziny a ja czuje jak sie dusze....

"Wszystko bylo piekne takie poukladane"- spiewal kiedys Liroy...

22 Czerwca 2007 roku gdy osobiscie poznalam swojego obecnego meza...nie zakladalam ze bedziemy razem ale widac uczucia sa silniejsze ...jego upor tez wiele zdzialal...Byl wowczas z kobieta w malzenstwie ale nieukladalo im sie prawie od samego poczatku co po czesci jest zawarte w poprzednim moim artykule laczacym dwa jeszcze wczesniejsze...Mieli a raczej maja ze soba syna ale wszyscy wiemy ze los plata rozne figle i z totalnie beznadziejnej sytuacji malzenstwa wychodza obronna reka wiec ja tez niebardzo wierzylam ze cos z nas bedzie....do czasu ....jakies pol roku od poznania sie jeszcze zakladalam ze moze byc roznie niewchodzilam w to az tak uczuciowo....jednak to bylo silniejsze szybko razem zamieszkalismy...To malzenstwo jednak nie mialo tych szans na sprostanie swoim problemom...dwa rozne swiaty bez proby wzajemnego porozumienia...

Reklama

Ten rok byl mozna by pomyslec dla mnie niezmiernie pomyslny , nowy zwiazek, nowa praca ktora tak chcialam zawsze wykonywac...i "tesciowie do rany przyloz".I tak sielanka trwala rok , gdzie w miedzy czasie sie przeprowadzilismy dwa razy i po koniec 2008 roku wzielismy slub miedzy innymi dla spraw czysto formalno-urzedowych (ktorych do dzis nawet niezaczelismy)...Tydzien pozniej okazalo sie ze bedzie nas jeszcze o jedno wiecej...I znow powod do dumy i radosci nowy fundament dla naszego zwiazku .Natomiast wtedy zaczely sie choc jeszcze nie wiedzialam jak bardzo dziury w fundamencie...Otoz tesciowie wczesniej tak przykladni i kochani zaczeli widziec ze ich syn juz napewno nie zejdzie sie z bylo zona bo moze slub by nie byl przeszkoda no ale tu tez ma pojawic sie dziecko...rownierz ich wnuk...

Tesciowa ktora pozostawia wiele do zyczenia w kwestii zdrowia fizycznego jak i psychicznego i tesc ktory zaczyna jej sluchac jak swinia grzmotu.Najpierw ubzdurali sobie ze nielubie ich 1wszego a zarazem najwazniejszego wnuka -pierwszego syna mojego meza.Tesciowa odrazu zapowiedziala ze mnie zniszczy...tez nic nie mowi ale nie pozostaje w tyle ...Myslac ze robiac to co chce M. bedzie mial K. na wylaczonosc o kazdej porze dnia i nocy no i po czesci tak jest

U nas nie ojciec ma prawa do swojego dziecka , a wrecz mozna powiedziec ze jest ich pozbawiony przez wlasnych rodzicow ktorzy za wszelka cene uwazaja sie za tych wazniejszych ...Bo oni od malego snie zajmowali K. A moj maz niestety nie ma prawa glosu....moze sie cieszyc jedynie ze ma go prawo czasem u nas przenocowac...I to i tak juz jest naprawde duzo i nagroda za dobre sprawowanie...

I tak do czasu sytuacja wydawalaby sie w miare do opanowania bo oni tylko sie poddawali albo i nie torturom twierdzac ze jest ona niezrownowarzona i zeby nie robila dziecko krzywdy oni musza tak postepowac...Ale tak jakos nagle sie okazuje ze lapia swoj wspolny jezyk na nowo i tesciowa probuje teraz polaczyc wbrew woli swojego juz jakby nie bylo doroslego syna ze swoja "synowa", (Bo ja synowa raczej nie jestem choc mowione jest ze jest nas trzy :pierwsza choc juz eks to nadal jest okreslana tym mianem choc wczesniej byla jedza itd ,druga to zona szwagra i trzecia ja choc ja jestem tylko "niepotrzebnym nikomu meblem ktorego za wszelka cene probuja sie pozbyc bo ma najwiecej do powiedzenia ""bo ma w wielu sprawa racje i wiele rzeczy przewidziala trafnie co do M.")

W te wakacje zaczelo sie myslalam najgorsze ale teraz juz nie jestem tego taka pewna czy nie czeka mnie cos jeszcze gorszego bo teraz to wiem ze po tesciach moge spodziewac sie wszystkiego.Wchodza do mnie do domu z kim i kiedy chcac , biora co chca i robia co chca ...Bywa ze ja wchodze prosto z pracy a dojezdzamy z mezem 70km i tesciowa wchodzi ze slowami: daj mi dziecko a ty sobie zrob tu porzadek.Gdzie ja wlasnie wrocilam z pracy po 8 godzinach stania a maz nie pracuje jeszcze zarobkowo i ja mam zasuwac w domu od progu...pod dyktando baby ktora sama nie umie do konca utrzymac swojego domu w sterylnej czystosci...

Ale wracajac do wakacji .Siedze i slucham jak to szykuja sie na wyjazd z K. do rodziny nad morze wszystko super dziecko pooddycha jodem.Mozna powiedziec wspaniale ale jednak rzecz jest dosc niepasujaca a poco im tam mama ich wnuka?Otorz wpadli na wspanialy pomysl zeby i M.odpoczela wiec zabieraja ja ze soba.Rzekomo po dwoch dniach pojechala do innego miasteczka ze szwagrem i jego zona ale no nie jechala na swoj koszt.Wakacje byly na koszt tesciow.A my zostalismy z mezem w domu.Z babcia meza pod opieka.No mozna pomyslec taki wybryk poglubili sie i jak wroca moze zmadrzeja.Ale w miedzy czasie wszla sprawa z nie ich domem i musieli szybko szukac czegos na wynajem .Znalezli wlasnie dwa domy na jednej posesji 70 km od mojej pracy .Wiec jeden dom wynajelismy z mezem myslalam ze jakos to bedzie w koncu osobne gospodarstwo, ze bedzie troche spokoju a tu pierwszy weekend i Pani M.musi przyjechac na kontrole gdzie przebywa jej syn.Miala byc jedna noc pozzniej doszla kolejna .POzniej miala wpadac czasem na weekendy dzis jest tak jak ja to przewidzialam choc juz twierdzi ze jej nie bedzie to zmozna napawac sie jedynie slowami bo to ze wroce w sobote z pracy z checia odpoczynku i spedzenia czasu tylko z mezem i synkiem to pozostaje juz tylko mglistym marzeniem a tesciowie nie wiadomo skad sa zachwyceni i zakochani na nowo w swojej M.

Jedyne co jest jeszcze dobre to to ze nienarzucili nam ze my ja mamy przenocowywac a maz moze czesciej widywac swojego pierwszego syna....Ale nie zapytali nas ani razu czy nie bedzie nam przeszkadzac jej obcenosc...Wychodza z zalozenia ze przezciez ona jest w ich domu i nikt nam jej do nas nie ciagnie ale ludzi swieci to jest dom oddalony od naszych okien 2 metry a nie 20 km...A ja tez chcialabym mimo ze przeciez konsekwencji wizania sie z dzieciatym gosciem jest dzierzenie jego dziecka ale nie oszukujmy sie prawo do swojego zycia chyba tez sie ma i prawo oczekiwac ze czasem maz bedzie tylko dla nas

 

 

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy