Reklama

Reklama

Dyskoteka gra!

Otwieram szklane drzwi. Za nimi dzikość nocy. Nocy krakowskiej. Mimo ze jest duża mgła- na ciele nie pojawia się gęsia skorka. Ciepło. Cieplej. Gorąco!

Wchodzę.
Zrzucam płaszcz. Czyjeś zwinne ręce porywają go w mrok zaplecza.
Stopień jeden, drugi, czwarty. Szpilka nie waha się pod pewna stopą. Czuję inny mikroklimat.
Otula mnie słodko lepki zapach uderzającego do głów alkoholu, oraz potu który spływa po tańczących parach. Muzyka elektro trafia wprost do serc tańczących. Czują ją.
Widać. Widać w ich ruchach. Widać w spojrzeniach.
Na środku dwójka. Ona blondynka. Dobrze ubrana. Na ustach czerwona szminka. On w 
podartych dżinsach, trampkach. Przystojny. Tańczą...nie raczej walczą ze sobą. Kiedy on nachyla się nad jej ustami, z nadzieja na pocałunek - ta wykonuje zwinny ruch i już jest za nim. On jej jednak nie puszcza. Ona i on. On i ona. Onaion.
Dj podkręca coraz głośniej muzykę, a w koło tłum ustępuje miejsca tańczącej parze. Ale oni skupieni są tylko na sobie. Zachłanne palce wędrują po ich doskonałych ciałach, odkrywając każde zagłębienie, każdą nierówność. Seks. Hmm poniekąd.
Rytm steruje ich ruchami. Oglądam, zahipnotyzowana. Źrenice gapiów rozszerzone od
braku światła, śledzą ich każdy krok.
Lasery, światła, muzyka, dym.
Muzyka ucichła .Wszyscy wstrzymują oddechy. Zatrzymali się. Jednak po sekundzie okazuje się ze to tylko zmyłka w piosence. Głos z głośników znów podrywa ich do tańca, a chłopak jak na zawołanie kładzie nogę blondynki na swoim biodrze. Dalej dalej szybciej szybciej!
Obrót, ich twarze prawie się stykają, obrót, a ona ociera się tyłem o jego nogi. Jak kot wijący się wokół swego pana. Nie pozostaje jej dłużny, przesuwając ręką od kolana aż po obfity biust.
Czy są parą ? nie wiem. Podziwiam ten pokaz z wysokiego stołka przy barze. W ustach czuje gaz i chmiel, z nutka soku z malin. Śmieszne. Dorosłość- dzieciństwo. Maliny i alkohol.
Taniec- walka- seks.

-znów się popisują - mruczy barman, jednocześnie przeglądając się w wypolerowanym
kieliszku. I nagle do mnie trafia. Trafia muzyka klubu. Nie ta z głośników. Ta prawdziwa.
Szczek kieliszków, szybkie oddechy, szelest materiału i cekinów wszytych w sukienki
dziewczyn, donośny śmiech pijanego chłopaka, chlupot nalewanego piwa. Nucący barman.
Stopy które przytupują do rytmu. Wzdychania całującej się pary w rogu i szepty zazdrosnych koleżanek. Dźwięk uderzających o siebie butelek, narzekania sprzątaczki. To wszystko tworzy idealna symfonie, idealny dźwięk który tak bardzo komponuje się z tym miejscem.
Inny mikroklimat. Miałam racje. Słońcem jest tu bar podświetlony na niebiesko a jądrem ziemi rozgrzany do czerwoności parkiet.
Parkiet. Właśnie. Wracam spojrzeniem do mojej ulubionej pary. Już nie tańczą. Siedzą przy
stoliku, palą tanie papierosy i śmieją się głośno. Dopiero teraz dostrzegam ze on ma zakola, a 
ona grube łydki. Że wcale nie są tacy niesamowici. Że to co przed chwila wydawało mi się
magia teraz jest zwyczajną chwilą. Muzyka cichnie i czar całkowicie pryska....

Wychodze.
Zamykam szklane drzwi. Może wszystko jest kwestią spojrzenia. Rozczarowana zostawiam za sobą dzikość nocy krakowskiej...


Reklama

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama