Reklama

Reklama

Kobieta - dodatek do mężczyzny

Nie powinno tak być! Ale często jest. Za zgodą obu stron. Ona też tego nie chciała a nim się zorientowała była już tylko dodatkiem do jego życia. Była pełna energii.Duszą towarzystwa. Ale tylko w pracy bo spędzała w niej po 12 godzin siedem dni w tygodniu.Nie chciała wiązać się ze swoimi uczniami, zbyt wielu z nich chciało umówić się ze swoją nauczycielką tańca ze względu na profity. Dodatkowe lekcje tańca - darmowe, zniżki w szkole. Coraz mniej wierzyła, że się zakocha. Wracała codzień o 23 do domu i włączała komputer.

Ktoregoś dnia zalogowała się na profilu randkowym. Przeglądnęła dziesiątki zdjęć. Nikt jej nie zaciekawił. Ale w tym jednym zdjęciu ją coś urzekło. Pisał, że nie odpisuje na emaile z profilu bez zdjęcia. Spróbowała.

Zaintrygowała go bo mimo braku zdjęcia odpisał. Był poniedziałek. Po czterech dniach rozmów, we czwartek zaprosił ją do teatru. Po tygodniu znajomości powiedział, że zanim ją poznał starał się o stypendium naukowe z uczelni na ktorej pracuje. Właśnie dostał odpowiedz, że za miesiąc wyjeżdza na pół roku do Norwegii. Ona zauroczona na maksa. Nie chce wyobrazić sobie, że on nagle zniknie z jej życia. Pyta czy pojedzie z nim, choćby na miesiąc. Jadą!!!

Reklama

6.00 rano, 24 kwiecień 2008 roku - ciemny jeszcze Kraków zostawają za sobą. Czeka ich cztery dni jazdy samochodem. Najpierw trzeba dojechać do Gdańska, wsiąść na prom do Nanasham pod Sztokholmem. Potem wzdłuż wschodniego wybrzeża Bałtyku jadą na północ Szwecji.

Dzień póżniej mijają gdzieś wysoko w górach granicę szwedzko - norweską. Jest jak w bajce. Samochod pełen rzeczy potrzebnych do przeżycia, on, ona, wędki, muzyka w głosnikach i wokół totalna dzicz. Renifery, łosie, śnieg. Gdy mijają koło podbiegunowe na trasie E6 ona płacze. Zjawisko zbyt piękne by mogła tego nie przeżyć. Po prawie czterech dniach dojeżdzają na miejsce. Miała zostać 3,5 tygodnia, została pół roku. 

Uwielbiała łowić ryby stojąc na brzegu Morza Norweskiego, zbierać grzyby wokół rzeki, włóczyć się godzinami po lesie. Pracy nie mogla znaleźć. Tak mało ludzi mieszkało w okolicy, nie potrzebowali jej. Spędzała samotnie godziny. Nauczyła się jak żyć samotnie na dalekiej połnocy, gdy on był non stop w laboratorium.

Po pół roku wrócili do Polski, na 4 miesiące. Znów on wyjechał. Ona czekała na moment, gdy bedzie mogła do niego dołączyć. Ta sama Norwegia, to same miasteczko, tylko jeszcze więcej samotności. Zero znajomych, mieszkanie z dala od jego znajomych z pracy. On po 14 godzin w pracy. Ona zaczyna rozmawiać z kranem, popadać w coraz większą depresję. Jak jest cena bycia z kimś kto realizuje się na końcu zimnej Europy, by mieć lepiej. By oni mieli lepiej w przyszłości. Ale jaką cenę ona za to płaci. Trzeba mieć siłę by nie zwariować. Można nawet przestać kochać tego kogoś dla kogo poświęciło się tak wiele ze swojego "starego życia"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje