Reklama

Reklama

KONNA PRZEJAŻDŻKA

Proponuję Szanownej Redakcji publikowanie moich H U M O R E S E K na uzgodnionych warunkach. Pod ocenę poddaję poniższą. Pozdrawiam. Jan Burcz

               Proponuję Szanownej Redakcji publikowanie moich 
                                   H U M O R E S E K
 na uzgodnionych warunkach. Pod ocenę poddaję poniższą.
                                Pozdrawiam.     Jan Burcz

  

Reklama

sobota, 22 lutego 2014

KONNA PRZEJAŻDŻKA


     Hanka wstała radosna i poszła do łazienki. Był świetlisty, kwietniowy poranek. Śniadanie zjadła w pośpiechu i pobiegła do stajni. Na jej widok Smukła cicho zarżała. Była czteroletnią klaczą czystej krwi arabskiej, maści kasztanowatej. W ich powitaniu było wiele czułości.Taka szczególna więź, harmonia, oparta na wzajemnym zaufaniu człowieka i zwierzęcia dawała Hance poczucie szczęścia.
     Zabrała się do czyszczenia klaczy. Fachowo: od szyi aż po zad, najpierw z lewej strony. Zgrzebłem metalowym, bardzo ostrożnie, potem gumowym i wreszcie szczotką z naturalnego włosia. Na koniec to co najbardziej lubiła - czesanie grzywy i ogona.
     Ubrała bryczesy, zielony kasak ładnie podkreślający jej figurę, eleganckie sztyblety i twarzowy kowbojski kapelusz. Czuła, że ze Smukłą tworzą piękną parę. Była umówiona z Kasią przy przepuście na godz. dziewiątą. Żeby rozgrzać klacz i siebie, najpierw jechała stępa potem równym kłusem.
      Ucieszyła się na widok swojej przyjaciółki. Kasia pięknie prezentowała się na swoim karym wałachu. Też się ucieszyła.
      - Co u Ciebie, świetnie wyglądasz.
      - Wyobraź sobie wczoraj spotkałam Bogusia Lindę, on ma wspaniałego dwuletniego ogiera, nazywa się Brego, przygotowuję go do gonitw na Wrocławskich Partynicach.
      - A ja słyszałam, że Marek Siudym  liczy na sukcesy swojej klacz Tasmanii.
      - W tym roku zapowiada się wyjątkowo wiele imprez jeździeckich, np. Jeździecki Grand Prix Wolnej Polski. Szkoda, że mój mąż nie lubi tego sportu. Uwielbiam patrzeć jak mistrz Polski Marek Lewicki "tańczy" po parkurze.
       - Nasza czołowa amazonka Zuzanna Gowin jest dla mnie niedoścignionym wzorem. I tak, gadu, gadu, a dokąd dziś pojedziemy?

     - Proponuję: groblą przez bagna, potem wzdłuż jeziora, przesieką do gajówki, a potem się rozstaniemy. 

        - Zgoda, a teraz pojedziemy galopem.

        - Stój!!! Hania - tam przy tym rowerze ktoś leży!

        W mgnieniu oka były przy leżącej.

      - O jak to dobrze kobietki, że jesteście. Myślałam, że zdążę dojechać do domu. A to tu mnie dopadło, rodzę. Nie bójcie się kobietki, to mój czwarty poród. Niech  tylko która z was zdejmie jakoś szmatę i złapie w nią Piotrusia. Mamy trzy córki, a to będzie syn. A to się mój chłop ucieszy.
         Hania pierwsza ochłonęła. Zdjęła swój piękny kasak, uklękła przy rodzącej i po chwili trzymała
wrzeszczącego Piotrusia w rękach. Kasia usiłowała dodzwonić się na pogotowie.
         - Nie trzeba kochaniutka, nie trzeba, siadaj na konia i jedź do naszej gajówki, to tylko z 800m, powiesz mojemu co i jak, przyjedzie po mnie samochodem i będzie po krzyku.
          - A... Przypomnij mu żeby zabrał pieluchy!
          - Same kobietki wiecie, że z tymi chłopami to skaranie Boskie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy