Reklama

Reklama

Wiosennie, ślicznie, estetycznie.

Wiosna, to czas, kiedy po zimie możemy odsłonić pewne partie ciała i poddać je przyjemnej pieszczocie wyczekiwanych i upragnionych promieni słonecznych.

Uwielbiam ten moment, kiedy można zrzucić z siebie ciężkie płaszcze, grube swetry czy też kozaki i zastąpić je zwiewnymi kreacjami czy klapeczkami. Klapeczki co prawda jeszcze chwilę będą musiały poczekać, jednak miło pomyśleć, że to już niedługo :). Lubię też obserwować jak wszystko w koło rozkwita. Z ludźmi włącznie, a może nawet przede wszystkim. Nie będę jednak obłudnicą i przyznam, że nie wszystko mnie zachwyca.

Reklama

"De gustibus non est disputandum" i nie ma jakiegoś jednolitego wzorca czy też odnośnika, jeśli idzie o poczucie smaku, jednak niektórzy przechodzą samych siebie w doborze ubrań i nadmiernym eksponowaniu swojego ciała. Niektóre panie myślą, że sukcesem jest wcisnąć się w dwa numery mniejsze ciuchy, nie zrzucając przy tym ani grama ciała... Cóż, jest to dosyć powszechna praktyka, jednak szczerze mówiąc, mało estetyczna... Przypominają wtedy bardziej obciśnięte szyneczki niż pewne siebie, ładne kobiety. Te dwa numery niższe ubrania wcale nie są dla nich korzystne... może tylko działająbudująco na ich psychikę...

Właściwie, gdy się jest zgrabną, superseksi laską, to mało co może spowodować zaburzenie tej estetyki. No chyba, że tona pudru na twarzy, która zakryje to, co najładniejsze. Nie jest wielką sztuką modnie i seksi się ubrać w rozmiarze 36 i 38. W rozmiarach 42+ to już spory wyczyn. Polskim producentom, szyjącym ubrania dla takich pań, wydaje się, że jedynym słusznym i właściwym dla nich kolorem jest czerń, granat lub zieleń. Taka moro. Nie wiem dlaczego, żeby zlały się z tłem czy co? Może powinny się zadowolić jakimś workiem siermiężnym lub czymś w tym stylu? Nie rozumiem tego zupełnie. Kobieta jest kobietą, bez względu na rozmiar, jaki nosi. I powinna mieć możliwość aby wyeksponować swoją kobiecość. Z udziałem pastelowych kolorów również.

Bardzo często sylwetka przeciętnej kobiety pozostawia wiele do życzenia. Z różnych przyczyn, często i zdrowotnych. Diety, jakimi się katują, działają albo i nie. Zazwyczaj najskuteczniej odchudzają one ich portfele. Czasem pozwalają na pozbycie się kilku kilogramów po to, by później oddać je z "gratisem".

Nigdy nie byłam na diecie, ale myślę, że bycie na niej szczęścia nie daje a wręcz przeciwnie. Zamiast drakońskich diet lepiej zastosować rozsądne i zbilansowane kaloryznie posiłki oraz sport, z wykluczeniem nordic walking, od kanapy do lodówki w tę i z powrotem. 

Wysiłek fizyczny może przynieść efekty, dać satysfakcję i podnieść poziom endorfin. Bo coś powinno je podnosić, gdy nie można jeść czekolady ;). Oczywiście może to być również boski, cudowny seks ;). Jednak chyba łatwiej sobie pobiegać czy też pogibać się razem z towarzyszkami niedoli na jakimś aerobiku...

Złudzeń nie ma, na ładną sylwetkę trzeba najczęściej ciężko zapracować. Photoshop jest najlepszym przyjacielem kobiety, tyle tylko, że sprawdza się jedynie na wszelkich portalach społecznościowych oraz do złudnego kreowania zafałszowanego obrazu własnej osoby. Na krótko, nieobiektywnie, obłudnie i bez sensu. Potem trzeba powrócić do rzeczywistości i wyjść z domu.

W każdym razie piękna kobieta, to szczęśliwa kobieta. Nawet jeśli nie kwalifikuje się do konkursu miss polonia czy świata.

Kobiety pamiętać powinny, że po to są stroje, aby dodać sobie wdzięku i uroku, a nie pogrążać się jeszcze bardziej i dobijać. Właściwie dobrany ubiór może wiele zatuszować i ukryć... Bez przesady oczywiście ;). Nie chodzi mi o to, aby wciskać na wdechu wszelakie wyszczuplające gacie i pasy, przedłużać włosy, wysolariować całe ciało i dokleić tipsy... Chodzi o to aby czuć się dobrze z sobą i w swoim ciele. Niektóre kobiety to naprawdę potrafią! Zdarza mi się odwrócić za gustownie ubraną kobietą, która nosi rozmiar co najmniej taki jak Merlin Monroe :). Uwielbiam patrzeć na panie i dziewczyny, które pomimo jakiejś nadwyżki kilogramów potrafią tak skomponować strój, że wyglądają pięknie, kobieco i modnie. I to jest prawdziwa sztuka.

Chapeau bas.

W każdym razie myślę, że nie tylko małe jest piękne. Trzeba mieć jednak odrobinę samokrytycyzmu i akceptować siebie. Bo to pierwszy krok do dobrze rozumianej miłości własnej!

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy