Reklama

Reklama

Mareczek

Poznałam go w Hiszpanii. On był na wakacjach, ja kończyłąm moją sezonową pracę. Szczerze mówiąc nie miałam już ochoty na nowe znajomości...ale on pojawiał sie każdego wieczora. Zamiast szaleć w pubach i dyskotekach ze swoimi przyjaciólmi wolał pogaduszki i spacery ze mną. Myślałam sobie to jakiś całkiem nietypowy Włoch.

Po paru dniach przyszła pora na pierwszy elekryzujący pocałunek i zaczęłam zdawać sobie sprawę, że podoba mi się ten romantyczny Marco, ale ja miałam juz całkiem inne plany.

W moim sercu gościł już ktoś inny, ktoś kogo znałam już od kilku lat i po zakończeniu mojego pobytu na Costa Brava, czekał na mnie w Turynie.

Reklama

Choć wiedziałam,że złamię mu serce postanowiłam być szczera z Marco i powiedziałam mu o moim pseudo narzeczonym.

Było mu przykro,ale powiedział, że rozumie...Kiedy sie żegnalismy ocierał łzy...

Zaczęłam moje życie w Turynie.Mniej więcej dwa, trzy  razy w roku Marco kontaktował sie ze mną telefonicznie.Miał dziewczynę, studiował. Po rozmowach z nim, jego radosny głos na długo dżwięczał w mojej głowie.

Na samą myśl o nim wpadałam w dobry nastrój. Kiedy nie mogłam zasnąć, bo w moim związku po dwóch latach zaczęły sie poważne problemy, myślam o chwilach z nim spędzonych, o naszych spacerach brzegiem morza, o różach którymi mnie zasypywał...ale zdawałam sobie sprawę że były to tylko wakacyjne wspomnienia...

Kryzys postępował,a ja nie miałam odwagi zakończyć związku, który nie miał przyszłości.

Pewnego dnia, wracając z pracy zadzwonił do mnie całkiem niespodziewanie Marco i oznajmil mi,że następnego dnia będzie w Turynie na targach i że chętnie wypiłby ze mną kawę. Byłam oszołomiona-

nie widzieliśmy sie całe 4 lata.

Nigdy nie zapomnę tego cudownego spotkania. Marco jak tylko mnie zobaczył wykrztusił po polsku-

jak pięknie dziś wyglądasz , uśmiechałam się,ale serce biło mi jak szalone.

Zmienił się, zmężniał, podobał mi się bardzo,ale postanowiłam nie wspominać mu ani słowem o moich problemach.

Kiedy juz wracałam do domu dostałam sms-a ,w którym pisał, że od całkiem niedawna zostawiła go narzeczona i że ja wyglądałam tak samo jak 4 lata temu w Hiszpanii- cudownie.

Piszę te słowa w naszym domu. W moim i Marco.Wzruszam się, bo wiele mu zawdzięczam.

Dzięki niemu jestem dziś szczęśliwą, docenianą i kochaną osobą, a już całkiem niedługo świętować będziemy 3-cią  już rocznicę ślubu.

Buon San Valentino.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje