Reklama

Reklama

Miłość o smaku pamięci.

Ludzie przychodzą, odchodzą. Walentynki, to dla mnie okazja do wspominania najpiękniejszych chwil mojego życia, które odeszły.

   Mam dwójkę dzieci, męża, kota, kilka drzew w ogrodzie i wymarzony dom. Pracuję, uśmiecham się do ludzi, robię pyszne kanapki. Ale od dziesięciu lat czuję się rozcięta na pół. Kocham moje współczesne życie. Kocham je, a tak bardzo tęsknię do tego, które przeszło mi tuż obok nosa.

  Walentynki świętuję podwójnie. Świętuję swą obecną miłość z mężem, świętuję w ciszy, w zakamarkach  umysłu mojego pierwszego męża. Nie da się o tym napisać w sposób niebanalny. Każdego dnia widzę go w oczkach naszej córki. I choć kocham teraz 3 pary oczu, czuję się winna, że te są mi bliższe, wiążą mnie z czymś nieobecnym, są dla mnie rodzajem sacrum.

Reklama

   Nie da się żyć przeszłością, prawda? Trzeba układać życie od nowa, klocek, za klockiem. Budować nowe relacje, zacieśniać więzi. Ale moja ułomność polega na ciągłej miłości do zmarłego męża. Oceniam więc występki obecnego, kupuję mu koszule w stylu Franka, oczywiście nikt o tym nie wie. Mogę być w swej miłości zupełnie anonimowa.

   Najgorsza jest tęsknota. Czasem czuję dziwny ból, gdzieś między żebrami- w końcu to mój pierwszy mąż, pierwsza i jedyna taka miłość stworzyła ze mnie kobietę. Uczyniła mnie nią, po raz pierwszy, na zawsze. Jak Ewę do raju, tak mnie przywołała do życia.

  Potem był już tylko żal i tęsknota. Płacz dziecka, kiedy zaniedbane przeczekiwało depresję matki. Moje łzy w rosole, w pościeli, na tapicerce naszego samochodu. Szybko minęło, zleciał czas, klepsydra przechyliła się w tę lepszą stronę i poznałam Tomasza. I mimo, że kocham go nad życie, to miłości mej brakuje jednego puzzla, który zaplątał się między niebem, a ziemią. Kocham więc na wyrost, kocham za wiele serc.

   Szczęśliwych Walentynek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama