Reklama

Reklama

Niepoprawny romantyk? A jednak!

Jak to życie może być zaskakujące? Myślisz, że znasz kogoś kogo kochasz, a tak naprawdę co dzień poznajesz Go na nowo!

Wiem - jestem okrutna, ale prawdą jest, że zdarzało mi się w przypływie emocji wypowiedzieć do mojego Ukochanego słowa „Ty wcale nie jesteś romantyczny…”. Było tak na przykład dwa lata temu, gdy poprosiłam, byśmy zrobili sobie własnoręczne prezenty walentynkowe. Kręcił nosem i trochę marudził, co było przyczyną takich odważnych wniosków. W zeszłym roku, przed dniem Świętego Walentego umówiliśmy się, że nie obchodzimy w szczególny sposób Dnia Zakochanych - co najwyżej pójdziemy na spacer i to wszystko. Umówiliśmy się, że Tomek przyjedzie do mnie o siedemnastej, tak jak zwykle. Przyjechał planowo, ubrany w nową koszulę. Ja byłam ubrana w sukienkę, ponieważ chciałam wyglądać wyjątkowo ładnie tego dnia - przypadkowo. W ręku trzymał bukiet kwiatów. „Kochanie, prosiłam – miało być bez prezentów” – powiedziałam, trochę zawiedziona, że sama nie kupiłam żadnego drobiazgu. W końcu mogłam się tego spodziewać – to bardzo w Jego stylu. Włożyłam kwiaty – piękne czerwone róże, wyjątkowe w swojej prostocie - do wazonu. Powiedziałam, żeby przyszedł do kuchni, to zrobię coś na kolację (nic szczególnego i „odświętnego” - jajecznica i ładne kanapki ze szczypiorkiem). Zaskoczyło mnie jednak bardzo to, że zamiast przyjść, wręcz „kazał” mi się ubierać, bo mieliśmy wyjść. Wydało mi się to podejrzane, jednak nie chciałam dorabiać sobie teorii na ten temat, więc ubrałam płaszcz, buty i „w drogę”! Pojechaliśmy nad morze – do Władysławowa. Zdziwiłam się bardzo, gdy zatrzymał się przed hotelem. „Przecież jesteśmy studentami! Studenci nie śpią w ładnych hotelach, tylko na kwaterach prywatnych lub w pensjonatach!” – przeszło mi przez myśl. Wciąż nie byłam pewna, czy znaleźliśmy się tu przez przypadek, czy też nie. Otworzył drzwi samochodu i zaprosił mnie do pokoju hotelowego. Droga do pokoju była usłana płatkami róż, a wewnątrz przygotowana była kolacja przy świecach. Zamurowało mnie i stałam jak wryta. Kiedy doszłam do siebie i byłam w stanie jakkolwiek zareagować, zaprosił mnie do stołu. Sam po chwili podał moje ulubione kąski kurczaka w sezamie. Mało tego – kiedy po kolacji byłam pewna, że nic mnie już nie zdziwi, zaserwował przepyszny i pięknie wyglądający deser – mus czekoladowo – waniliowy! Powiedział, że to wszystko dla mnie, bo jestem dla niego wyjątkowa, tak jak dzisiejszy dzień. Oczy szkliły mi się ze wzruszenia, gdy to mówił i z trudem powstrzymywałam łzy. Niby proste słowa, dla niektórych banalne, z Jego ust były jak miód na serce. Korzystając z okazji i miejsca poszliśmy nad morze (co też potem okazało się kolejnym punktem planu). Tomek kupił wcześniej dwa lampiony szczęścia, które zamknął w bagażniku samochodu, żebym nie nabrała podejrzeń w drodze. Zapaliliśmy je i puściliśmy, by frunęły do nieba. Niestety wiatr „zepsuł” jednego z nich, ale drugi nie poddał się i po chwili „błyszczał” już na niebie. Skoro to lampiony szczęścia, uznaliśmy, że lampion nie wyleciał właśnie na szczęście, o!

Reklama

Okazało się, że cały wieczór mój wtedy Chłopak - dziś Narzeczony zaplanował i przygotował sam! Sam, sam, zupełnie sam! Przyznał mi się nawet do tego, że jedzenie zrobił samodzielnie. Nigdy bym nie wpadła na to, że tak umie! Byłam przekonana, że ktoś mu w tym pomógł. Jego siostra powiedziała mi kilka dni później w sekrecie, że podpytywał ją „z którego przepisu skorzystać, jakie dodatki dobrać” itd. Byłam w dużym szoku. Co więcej – z pomocą mamy spakował mnie na „wyjazd – niespodziankę”, zabierając moje najpotrzebniejsze rzeczy. No tak, a przed przyjściem Tomka nie mogłam znaleźć grzebienia… Wszystko stało się w jednej chwili jasne!

To nieprawda, że mój Narzeczony nie jest romantyczny! Przecież dostaję kwiaty i czekoladki bez okazji, SMSy, których pozazdrościć mu może Mickiewicz… Szczerze mówi mi o miłości do mnie, patrząc głęboko w oczy. Jest ze mną kiedy płaczę, kiedy się śmieję i gdy zdaję ważne egzaminy. Jak potykam się na chodniku, on przytrzymuje mą rękę bym nie upadła. Jest zdolny do poświęceń w każdej sytuacji. Idzie dla mnie do kina na komedie romantyczne, których nie lubi. Śmieje się z moich żartów, nawet gdy nie są śmieszne, aby nie było mi przykro. Otwiera mi drzwi, przepuszcza mnie w nich… Aaaaa! Jest romantyczny – szalenie romantyczny! Nigdy więcej nie powiedziałam tych okropnych słów, że brak w Nim romantyzmu. Niebywałe, że takie coś przyszło mi w ogóle na myśl, bardzo tego żałuję. Teraz jesteśmy zaręczeni, a w sierpniu 2014 bierzemy ślub! Historia rodem z serialu, a jednak jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu – Walentynki 2012.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy