Reklama

Reklama

To tylko zabawa

Piękny dzień, słońce, plaża. Czegóż chcieć więcej. Cały rok o tym marzymy. Podczas codziennej pracy, rutyny, wykonywaniu codziennych obowiązków, chcielibyśmy zamknąć oczy i choć na chwilę znaleźć się na piaszczystej plaży, słyszeć szum morza, powiew świeżej morskiej bryzy.

Piękny dzień, słońce, plaża. Czegóż chcieć więcej. Cały rok o tym marzymy. Podczas codziennej pracy, rutyny, wykonywaniu codziennych obowiązków, chcielibyśmy zamknąć oczy i choć na chwilę znaleźć się na piaszczystej plaży, słyszeć szum morza, powiew świeżej morskiej bryzy.

To tylko zabawa

&1

 

-Powiedz coś

-„coś”

-cokolwiek

-„cokolwiek”

Chyba nie zrozumiałam, ale jednak słuch mnie nie myli. On sobie kpi. Po miłych chwilach w łóżku, odpoczywamy, w czystej białej pościeli. Chciałoby się usłyszeć jakieś proste miłe słowa, ale nie tylko echo. Pytam więc:

-na ogół jesteś taki niemiły, czy tylko teraz wobec mnie starasz się taki być?

Dłuższa chwila milczenia …………

-czy pogniewasz się jeśli dzisiaj wyjadę? To chyba nie był dobry czas na spotkanie.

Reklama

Dlaczego? Przecież miałeś być do jutra, mieliśmy razem zjeść śniadanie. Sam mnie o to prosiłeś.

- nie znasz mnie, gdy przyjdzie mi taka myśl aby jechać, to choćbym był we Włoszech, to wsiadam w auto i jadę.

Nie jedź, możemy spać, rozśmieszę cię, będzie fajnie……

-nie

Już więcej Cię nie poproszę…

-wiem

Jeśli dzisiaj pojedziesz, nie będę chciała się z tobą więcej spotykać….

-to jest szantaż?

Tak

-mnie się nie szantażuje

 

&2

Piękny dzień, słońce, plaża. Czegóż chcieć więcej. Cały rok o tym marzymy. Podczas codziennej pracy, rutyny, wykonywaniu codziennych obowiązków, chcielibyśmy zamknąć oczy i choć na chwilę znaleźć się na piaszczystej plaży, słyszeć szum morza, powiew świeżej morskiej bryzy.

No więc jesteśmy, włoskie wybrzeże.

Och jak będzie cudnie. Każde z nas ma własne marzenia, oczekiwania, ale wszystkie zmierzają ku jednemu- chcemy wypocząć, wygrzać się w słońcu, zarumienić ciało, pić wino, tańczyć Latino i mieć wszystko gdzieś daleko za sobą. Ambitny plan? Może nie za bardzo, ale czy nie o to chodzi aby mieć chwilę wytchnienia i nie myśleć, co będzie jutro?

Po pierwszych perypetiach z zakwaterowaniem, idziemy na rekonesans po okolicy. Wszystko wskazuje na to, ze jest wszystko czego nam potrzeba. A że potrzeby nie ma my zbyt wygórowane, więc zaczynamy nasz aktywny wypoczynek.

Jeść dają? Dają. Może nie najlepiej, ale co tam, nie po to tu przyjechaliśmy, a może zrzucimy ze 2 zbędne kilogramy? Plaża? Jest, kamieniem rzucić, co z tego że jesteśmy drugą kategorią i nie pozwalają nam się rozłożyć z kocykiem i parasolem tam gdzie chcemy? Nieważne, po krótkiej wymianie zdań z pilnującym, grzecznie kładziemy się tam, gdzie nie zasłaniamy morza tym co są ważniejsi na tym świecie, czyli bogatym. Poza tym, jest naprawdę jest ok! Mamy jeszcze dodatkowe atrakcje, bo przed nami rozwija się niespotykany nigdzie wcześniej precedens, a mianowicie handel, wprost na plaży, kartony i kartoniarze, artykuły z „najwyższej półki” :Armani, Gucci, Dolce&Gabana i co tylko dusza zapragnie. A ceny jak w Biedronce. Niezły kabaret, mamy na co popatrzeć, mamy co oglądać, a nawet snuć opowiastki na gorąco, aby umilić sobie kąpiel słoneczną. 

Mamy niezły team, dobrany naprawdę wzorcowo, możemy być wszyscy razem lub bawić się w podgrupach. Czy dobrze liczę? 6 osób, zawsze dwie z nich świetnie się dogadują lub piją alkohol. Jest nam bardzo dobrze. Oprócz plaży i kąpieli w cudnie ciepłym morzu, mamy do wyboru- wycieczki, spacery oraz shopping w niekończącym się paśmie bazaru.

Nasz dzień powszedni może nie był jakiś super ciekawy ale jakże spokojny, kojący duszę i ciało. A to masaż prostej dziewczyny z Chin, a to winko w dowolnych ilościach, a najweselej było w czasie walki z dużą falą na sfatygowanym materacu. Popołudnia poświęcaliśmy na zwiedzanie miasta, ciekawych zakątków, oraz przesiadywanie w knajpkach bo to w końcu święto piłki nożnej. Był to też dobry czas na drzemkę i regeneracją sił po intensywnym plażowaniu.

Wieczory, ach to był piękny czas, spacery, oglądanie, przymierzanie i te trudne decyzje: ta torebka czy ta, a może ta apaszka od Luis Viton? He he, pięknie. Ale gwoździem programu, było miejsce gdzie wszyscy tańczyli, młodzi i starzy, piękni i brzydcy. Magiczne miejsce, wszyscy poruszali się w jednym kierunku, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Znali kroki wszystkich standardowych tańców. Najpiękniejsze były pary starszych ludzi, którzy tak pięknie w tańcu się rozumieli. Muzyka na żywo, prowadzący tryskający pozytywną energią. Taki fitness to rozumiem, wszyscy wibrują w jeden takt, powiew świeżego powietrza od morza. Pokaz sztucznych ogni, piękne fajerwerki porobiły na naszych twarzach niezłe banany.

Tak mijały dni, a my coraz bardziej zrelaksowani, gdyby nie pewien drobny incydent. Pytanie za 100 punktów, co by było gdyby nie jeden mały znak, gdy jeden bardzo przystojny mężczyzna daje znak kobiecie aby ta weszła do wody? Mężczyzna jest z rodziną, żoną i dwoma synami. Kobieta też nie jest sama,  jest rodzina, znajomi oraz przyjaciółka, która jest wtajemniczona w każdą sytuację, nie tylko związaną z wyborem bransoletki czy torebki.

Co za znak? Zwykły ruch oczami, pokazujący- idź do wody.

Pewnie, że nie od razu poleciała do wody, ale jak to bywa, nadarzy się okazja aby pójść na spacer, wzdłuż plaży. I tak się też stało.

Pewnego dnia przyszła odwiedzić nas koleżanka, organizatorka całego przedsięwzięcia, miła osoba, uwikłana w sieć niezadowolenia ludzkiego. Szukała naszego zrozumienia i wsparcia. Jeden ma zbyt mało bułeczek, drugiemu doskwiera ciasnota w pokoju a jeszcze inny ma problem, choć do końca nie wie jaki. No cóż, my w swojej beztrosce nie widzimy, jaki inni mają dyskomfort. Trzeba więc dziewczynę pocieszyć i dać jej wsparcie. Idziemy więc z nią wzdłuż plaży, tłumacząc co ma zrobić i jak się zachować wobec wyżej wspomnianych niewdzięcznych. Tą samą trasa podąża nasz przystojny, od tej chwili nazywany Mario. Mario ma na sobie czerwone kąpielówki, nienaganne wysportowane ciało, jest wysoki, budzi grzeszne myśli i niepojące wyobrażenia. Ale to przecież nasze plażowe zabawy, bawimy się w opowiadanie historyjek, na temat tego co widzimy, jak oceniamy ludzi.

„ Idzie sobie biedny chłopina, przygarbiony, smutny, baba obok duża, przysadzista, nadaje bez chwili odpoczynku, więc my już mamy gotową love-story z całym bagażem ich przeżyć, jej całkowitą dominacją i nawet z najskrytszymi myślami owego pana, jakby to z przyjemnością zamordował ową panią.”

Nasz przystojniak Mario też doczekał się swojej własnej historii, zbudowanej na krótkich wywiadach, które moja przyjaciółka czasami robiła z jego rodziną. Żona naszego bohatera budziła w nas kontrowersyjne opinie, bo jakoby nie bardzo pasowała do Mario, obok niego widziałyśmy śliczną blond Wenus, a tymczasem żona była jakby nie do pary. Za to starszy syn był jak ciasteczko, którego można schrupać i chcieć jeszcze więcej, młodszy syn, wieczny buntownik, któremu nigdy nic nie pasuje, najlepiej siedzieć pod kocem i grac, grać i jeszcze raz grać, do upadłego.

No więc Mario podąża śladem dziewczyn, a ja za nimi. Tu muszelka, tu fala obmywa mi kolana i tak kilometr a może dwa idziemy i zastanawiamy się czy to gra czy zabawa. W końcu ON zwolnił a ona zrównała krok.

-Skąd wiedziałaś, że chciałem abyś za mną poszła?

Nie wiedziałam, ale tak sobie pomyślałam, że może uda się zamienić dwa zdania. Ten znak oczami, te twoje spojrzenia w moją stronę. Nie było to nie zauważone.

Konwersacja nie trwała zbyt długo, bo chyba nie o interwiew tu chodziło. Dziwna zniewalająca chemia, co to kurwa jest ta chemia? Niech mi ktoś wytłumaczy co to jest? Nie znasz człowieka, nic o nim nie wiesz, a ten dotyk, to muśnięcie warg – każe o sobie jeszcze długo myśleć. Ja pierdole, niech ktoś to zdefiniuje, a będziemy gotowi to sobie kupować, albo sprzedawać z dużym zyskiem. Po co to komu, czy to jest przyjemniejsze od tańców albo olbrzymich porcji lodów które wsuwałyśmy bez oporów i liczenia kalorii?

&3

A było tak pięknie. Żadnych trosk, plaża, morze, wino, a teraz wkrada się ten niepokój, ukradkowe spojrzenia, uczenie się numeru telefonu na pamięć. Czy moja zbyt duża wyobraźnia zaczyna żyć, przybrała postać cielesną. To jest nierealne, to nie dzieje się naprawdę.

Prawdą jest, że jeżeli złodziej chce ukraść, to ukradnie i nikt go nie upilnuje. Jeżeli dwoje ludzi chce być razem, to będzie i nikt im nie przeszkodzi, znajdą sposób. I znaleźli, spotkali się ponownie, może nie było już tak pięknie, Mario zachowywał się jakby ktoś go śledził, był podenerwowany. Czy można jednak oceniać coś, co ocenie nie podlega. Byli razem, połączeni niebywałym związkiem, nigdzie nie opisanym, nie zdefiniowanym. To nie miłość, to nie fascynacja, przecież się nie znali, zamienili zaledwie parę zdań. Co to więc było, pożądanie? Bez przesady, jakie tam pożądanie? Ciciolina, taka cycata baba na plaży zaspokajała pożądanie gości za kasę. Więc co to było?

Chyba się nie dowiemy, było i się skończyło. „Wakacyjna przygoda, ona była młoda i on był młody, jak to w piosence”. Fajnie, ze coś się dzieje, przynajmniej jest co wspominać. Game is ower.

&3

Po wakacjach, każdy wraca do swych zajęć. Trzeba zapomnieć, choć to dość trudne. Może jednak się odezwie.

Podobało ci się chociaż troszeczkę?  Pyta ona nieśmiało w smsie, cytując jego słowa w pierwszym mailu, jeszcze tam na wakacjach.

-Tak, to było ciekawe przeżycie, odpowiada on zdawkowo, tak raczej na odczep się. Nie chce urazić, i nie powoduje kontynuacji konwersacji.

Poza tym- pustka, wielkie NIC, takie dziwne uczucie przepaści, nic, po prostu nic, zero. Czemu nic nie cieszy, czemu uciekamy do środka swojej głowy i przerabiamy coś nieuchwytnego. Ludzkie uczucia są takie nieokiełzane, nie potrafimy ich ani zakwalifikować ani ocenić. Każdy ma jakiś bagaż, dźwiga go, walczy z nim, a jak przegrywa to musi nauczyć się z nim żyć. Nie nam oceniać postawy innych, ich zachowanie czy też słowa. Czasami wypowiadamy je aby zranić, czasem aby zranić mniej, albo kogoś oszczędzić. Jak było tym razem, któż to wie. Ale ona cierpiała, troszkę, niezbyt długo. Praca, obowiązki pozwoliły zapomnieć.

Co cię nie złamie to cię wzmocni – stare powiedzenie.

&4

Minęło 8 miesięcy. Po wakacyjnej przygodzie ani śladu, pozostały tylko jakieś zapisy w telefonie, dawno nie używane.

-Pamiętasz mnie jeszcze? Masz kogoś? Sms, ni stąd, ni zowąd. Ona patrzy w telefon i przeciera oczy ze zdziwienia

-Mario? To niemożliwe, co chce, po co pisze? Wszystko powraca do życia, budzą się wspomnienia, każdy szczegół. Czy na pewno tego chcę?

Ale czy on daje mi wybór, konwersacja trwa bez mała miesiąc. Uruchamia wyobraźnię, zaskakuje, jest śmiały i niewybredny. Jednocześnie szorstki, na pewno nie próbuje być miły. Nigdy nie zwraca się po imieniu. Najmilsze określenie to „słońce” choć i tak jakieś bezosobowe.

Po co to wszystko, gra, czy zabawa?  Raczej to drugie, zagrać na uczuciach drugiej osoby a na koniec powiedzieć szach mat, nie żyjesz, nie masz żadnego ruchu. Po co? Dla satysfakcji, że ta druga strona dała się wydymać. Teraz nie odezwę się do niej ani jednym słowem i niech sobie duma, co to było?

Nie miłość, nic wspólnego z uczuciami, nie kurestwo, nie przyjaźń, nie koleżeństwo, nie zwykła znajomość. Więc co? NIC, po prostu NIC. To tylko zabawa.

-Powiedz coś

-COŚ

-Cokolwiek

-COKOLWIEK

&5

Świat jest pełen dziwnych ludzi, każdy coś chce, do czegoś dąży. Ścieżki niektórych z nich przecinają się, spotkają się spojrzenia, zagadają do siebie w kolejce do kasy na stacji Orlenu. Czasami chcą czegoś więcej, idą więc na kawę, gadają, obserwują, oceniają.

Dlaczego tak się dzieje? Bo każdy z nas chce być otoczony tymi, przy których czujemy się dobrze, spokojnie, bezpiecznie. Mamy też swoje preferencje, jedni wybierają sporty ekstremalne a niektórzy spacer z kijami. Z ludźmi jest podobnie, albo bezpieczna przystań i flaki z olejem, gruba żona, ciepły obiadek, piwko i mecz w telewizorze, bo już na stadionie zbyt niebezpiecznie. Inni, wciąż coś chcą, prą naprzód jak czołgi. Weekend – w góry, tam gdzie jeszcze nie byliśmy, jak na mecz to może do Kataru? Musimy umieć odnaleźć w sobie to co nas uskrzydla, chce się rano wstać, zakręcić pupą do porannej muzyczki płynącej z radia, pomyśleć co dziś ciekawego nas spotka, a może mamy już fajne plany i tylko je realizować?

Powiemy – ba, fajnie, wiśta wio łatwo powiedzieć. Jasne, że to nie jest proste, ale jak nie zaczniemy z tym coś robić, to nie możemy oczekiwać żadnych rezultatów.

Płynie sobie z komputera cudna muzyczka Kate Melua, czy słuchanie jej sprawia przyjemność? Jasne, relaksuje, odpręża, zaczynamy myśleć pozytywnie. Oglądamy mecz siatkówki, serce bije nam szybciej, cóż to za chłopaki, kochamy ich. Za co? Za te emocje, za radość jaką nam dają. Co to za radość, przecież to są ich umiejętności, my siedzimy w fotelu, brzuszek rośnie, to oni dostają gażę, popularność. W naszym życiu nic się nie zmienia, czy to spowoduje, że pójdziemy choćby na siłownię, a może umówimy ze znajomym na tenisa, jeśli w ogóle gramy w tenisa. Więc czemu to jest takie miłe. Odpowiedź jest dość prosta, bo to są fajni ludzie, lubimy ich słuchać, patrzeć na nich, na ich umiejętności.

Kiedy spotkamy kogoś, kto wydaje nam się fajny, no może nie tak jak nasi idole, ale troszkę fajny to chcemy z nim przebywać, spotykać się. Gadać, śmiać się, robić razem różne rzeczy- pójść na spacer, zjeść lody, przymierzać sukienki, śmiać się, spędzić razem urlop, pojechać na narty. Eliminujemy tych co spijają z nas energię, sieją smutek i beznadzieję.

Gdy tymi napotkanymi ludźmi są kobieta i mężczyzna to bajka jest jeszcze piękniejsza. Zaczynamy stroszyć piórka, feromony każą nam być wabiącymi, jak te kwiatuszki na wiosnę, które wcale nie dla nas kwitną i nie dla nas pachną. Dla kogo więc? Dla owadów, pszczółek i motyli, …..Po co? Aby je zapyliły, aby się rozmnażać. Ludzie niekoniecznie chcą się rozmnażać, bo albo się już rozmnożyli, albo chcą tylko tej przyjemności, bez skutków ubocznych.

Do czego więc doszliśmy? Które przyjemności chcemy? Obejrzeć mecz, posłuchać muzyki czy popatrzeć na piękny krajobraz. Wszystko, wszystko chcemy, a jeszcze lepiej z tą fajną osobą przy boku.

Dlaczego więc sami to psujemy? Dlaczego ubieramy się w jakieś destrukcje, odpychamy dar od losu. Nie pozwolimy sobie nawet na szansę bycia szczęśliwym. Ludzie mówią że chcą, ale czy naprawdę chcą. Kto spróbuje to szczęście zdefiniować? Kilka miłych chwil, w pięknym otoczeniu, raz na jakiś czas nie wystarczy? Czy lody jemy codziennie, czy mecz jest codziennie? Czy z przyjaciółmi spotykamy się codziennie? Nie, ale wiemy że są, że możemy zadzwonić, pogadać, umówić się na spotkanie.

Ważne że są, daleko, blisko, ale są.

Czy powiesz COŚ, tak powiedziałam COŚ, może niedorzeczne, może nudnie. Ale czy taki incydent może pozostać bez echa, pójść w zapomnienie. Nie jest to ani nauka, ani nauczka, ani przestroga. Jest to zwykła zaduma nad życiem, na jego biegiem, celem, priorytetami. Szkoda, że niektórzy ludzie są tacy sztywni, nie potrafią wyjść ze swoich okopów, popadają w jakąś swoją dziurę i nie potrafią się z niej wygrzebać. Czasem mają jakieś przebłyski, zaczepią spojrzeniem, zaintrygują smsem lub ich całą lawiną. Potem, gdy zaczyna się coś dziać szybciutko uciekają do swojej norki. Jak się wtedy czują, mają kaca? Może niesmak, może żałują. Albo śmieją się, są dumni, że ktoś, gdzieś, myśli, zastanawia się, może nawet przeżywa, cierpi.

C’est la vie, czas zostawić to za sobą i popatrzeć do przodu, poszukać czegoś fajnego, czegoś co nas znowu uskrzydli, zmusi do uśmiechu albo wręcz rechotu zadowolenia.

Może na początek zarezerwuje kort, i małe mistrzostwa z synem? Potem grillowanie w długi weekend majowy, spotkanie w gronie przyjaciół?

Sądzę, że wiele osób po prostu nie chce być szczęśliwymi, wolą stan umartwiania się i szukania współczucia. Są też tacy, którzy muszą pokazać światu kto tu rządzi, muszą być górą, a przyjemność sprawia im jak sobie mogą pogrywać, szczególnie gdy wcześniej przygotują sobie grunt. Myślę, że Mario to klasyczny przykład mężczyzny, który pokazywał, pokazuje i będzie pokazywał gdzie jest jego miejsce, czyli na piedestale, a pozostała część świata to mu może co najwyżej buciki wyczyścić. Wprosić się do potencjalnej ofiary, strzelić focha. Zaprosić na kawę, drinka to już zbyteczny luksus. Szybko i  na temat i „żegnaj Gienia do widzenia”. Czy jesteśmy w stanie ustrzec się takich rozczarowań, nie sądzę, są zbyt wprawieni w boju i pierwsze wrażenie czyni co ma czynić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy