Reklama

Reklama

Walentynkowa Barcelona

Walentynki. Zamykam na chwilę oczy. Czuję wiatr, który delikatnie otula moje ciało, wydobywając z niego całe piękno.

Nagle słyszę zgiełk. Nie mogę jednak rozróżnić poszczególnych słów. Mój nos wyczuwa znajomy zapach. Z czymś mi się kojarzy, ale bez otwarcia oczu trudno mi połączyć go z konkretną potrawą. Nie unoszę jednak powiek. Nagle na języku czuję lekko cierpki smak. Niepokoi mnie to, więc otwieram szybko oczy. Znajduję się w Barcelonie. Siedzę w urokliwej przydrożnej knajpce, popijając wino. Przede mną stoi talerz z pesto. Rozmarzyłam się. Zielone pesto z rukoli i pestek dyni, kwieciste obrusy, nastrojowa muzyka, butelka czerwonego wina i dwa kieliszki. Ale z kim ja tu jestem? Siedzę sama. Kelner, patrząc na mnie, założył, że na pewno na kogoś czekam.

Reklama

„Taka kobieta sama? Nie przywdziałaby czegoś tak kuszącego, jeśli nie miałby do niej ktoś dołączyć. A może? Może chce rozpalać zmysły i tak już przecież gorących Hiszpanów?” - pomyślał.

Ja zaś po prostu napawam się zgiełkiem i żywiołowością ludzi przechodzących obok. Mam na sobie moje ukochane czarne szpilki. Są za wysokie, jak na zwiedzanie Barcelony. Ale w tej przytulnej knajpce nogi nie bolą. Muszę znaleźć jakiś sklep i kupić wygodniejsze buty. Chociaż z drugiej strony może dzięki tym nieziemskim szpilkom, ktoś zwróci na mnie uwagę w tym pięknym mieście i będą to niezapomniane Walentynki pełne wrażeń. Jest tak ciepło. Czarne szpilki niebotycznie wydłużają moje nogi. Uwielbiam je, więc zniosę każdy trud, byle tylko się godnie prezentować w tak wspaniałym miejscu. Popijam wino, uśmiechając się do siebie. W myślach cieszę się, że założyłam właśnie tę sukienkę. Czuję się w niej uosobieniem kobiecości. Inne kobiety jakby zupełnie nie istniały. Jestem tylko ja i Barcelona. Nagle moją uwagę przykuwa On. Przystojny ciemnooki mężczyzna. Spogląda na mnie, ale po chwili odwraca głowę w drugą stronę.

Cudownie, ale dlaczego na mnie nie patrzy. Dlaczego się nie uśmiechnął. Źle wyglądam? Może makijaż mi się rozmazał? Ehh...

Spokojnie. Odwrócił się tylko na ułamek sekundy. Już po chwili wraca do mnie spojrzeniem. Zaczyna egzaminować mnie od stóp. Uśmiecha się na widok szpilek. Prześlizguje się spojrzeniem wzdłuż zgrabnych łydek, ud. Zawiesza wzrok na sukience. Widzę, jak w tym momencie kąciki jego ust delikatnie się unoszą. Już wiem, że bardzo podoba mu się mój ubiór. Po dopieszczeniu spojrzeniem sukienki przenosi wzrok z gładkiej szyi i świetnie wykrojonych ust, jakimi obdarzyła mnie natura, na moje oczy. Patrzy w nie głęboko. Zaczynam odczuwać niesamowitą unię spojrzeń, a po plecach przebiega mi przyjemny dreszcz. Tak, wzrok tego mężczyzny przeszywa dokładnie każdą komórkę mojego ciała. Uśmiecham się i wiem już na pewno, że coś, do czego często będę wracała myślami się dziś wydarzy. Ale przecież kobieta nie okazuje zainteresowania. Odwzajemniam uśmiech i odwracam wzrok. Muszę sprawdzić jaki to typ mężczyzny. A tak w ogóle kogoś mi przypomina, ale przecież to nie może być ON.

Mam szczęście. Buzuje w nim mieszanka ognistego południowego temperamentu, zdecydowania i pożądania. Lekko onieśmiela go jednak moja sukienka. Wie doskonale, że coś takiego mogła włożyć na siebie wyłącznie kobieta świadoma swych zalet. Taka, której uznanie byłoby szczytem jego marzeń. Odgania onieśmielenie i żywym krokiem podchodzi do mojego stolika. Zauważam cień niepewności w jego spojrzeniu, kiedy dostrzega, że przede mną stoją dwa kieliszki. Jest jednak prawdziwym mężczyzną, więc walki się nie boi. Pyta, czy mógłby przyłączyć się do kontemplacji piękna. Zgadzam się. Uśmiecham się. Poznaję Go. Jednak się nie myliłam. Nie wierzyłam że kiedykolwiek Go zobaczę. Pasja, temperament. Mężczyzna idealny. Czuję jego wzrok na moich nagich ramionach i szyi. Rozmawiamy.

I tak kończy się mój walentynkowy sen sprzed roku!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy