Reklama

Reklama

Dla żony zmienił zdanie

Wydawało się, że ich rozwód jest już przesądzony. Tymczasem oboje nie stawili się w sądzie. Marcin uległ prośbom żony.

Z końcem kwietnia w gdańskim Sądzie Okręgowym miało dojść do rozwodu Marty Kaczyńskiej (34) i Marcina Dubienieckiego (34). Małżonkowie od ponad dwóch lat, stosując prawnicze kruczki, unikali zakończenia małżeństwa. Długo próbowali je ratować, jednak nie udało się. Ostatnio widywali się tylko przekazując sobie dzieci. Święta spędzili osobno. Rozwód wydawał się więc przesądzony.

Tymczasem żadne z nich nie stawiło się na rozprawie. Protokolantka pięć razy wywoływała ich nazwiska. Bezskutecznie. W tym czasie Marta odebrała córki Ewę (12) i Martynkę (8) ze szkoły. Razem pojechały na plac zabaw. - Sąd zawiesił postępowanie wobec niestawiennictwa stron. Nie ma nowego terminu - powiedział nam Tomasz Adamski, rzecznik Sądu.

Reklama

Skąd to zachowanie Marty i Marcina? - Wydaje się, że małżonkowie nie są zainteresowani szybkim zakończeniem procesu - mówi mecenas Michał Zieliński ze znanej warszawskiej kancelarii. - Są adwokatami. Niestawienie się w sądzie może być zabiegiem strategicznym ustalonym przez małżonków. Wynikać może z trwających rozmów ugodowych dotyczących warunków rozstania - dodaje.

Po zawieszeniu postępowanie zostanie podjęte na ich wniosek, lecz nie wcześniej niż za trzy miesiące. Ale jeśli przez rok sąd nie otrzyma wniosku, umorzy postępowanie. Dla Marty nie jest to dobry czas na rozwód. Nie w gorącym okresie, na chwilę przed prezydenckimi wyborami. Szum wokół jej rozwodu mógłby zaszkodzić wizerunkowi prawicowej partii jej stryja.

- Zależy jej na szybkim zakończeniu małżeństwa, ma już dość życia w zawieszeniu - mówi nam znajoma Kaczyńskiej. - Jednak obowiązek wobec zmarłych rodziców i stryja jest dla niej ważniejszy niż własne dobro - dodaje. Nie jest prawdą, jak sugeruje jeden z tabloidów, że w jej życiu pojawił się ktoś inny. Mężczyzna, z którym widziano ją na wyścigach konnych to znajomy, ojciec koleżanki jej córki ze szkółki jeździeckiej.

- Po lekturze ostatnich kłamliwych rewelacji na swój temat pozostaje mi chyba tylko czekać kiedy napiszą, że tak naprawdę jestem kosmitką - stwierdza Marta na Facebooku, ubolewając, że jej życie osobiste jest elementem kampanii. Pierwotnie małżonkowie mieli się spotkać w sądzie tej jesieni, jednak na wniosek Marcina termin ustalono na kwiecień.

- Dopiero po rozmowie z Martą i na jej prośbę zgodził się zaczekać z rozwodem - zdradza znajoma pary. Choć podpisali intercyzę, dzięki której nie czeka ich batalia o majątek, nie ustalili zasad opieki nad córkami. Spory między nimi nie ułatwią rozmów, dlatego doszli do porozumienia i celowo nie przyszli na rozprawę. Przecież od ich dobrych relacji zależy szczęście dziewczynek. A co do tego, że to jest najważniejsze, oboje są zgodni.

19/2015 Na Żywo

Na Żywo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy