Reklama

Reklama

Kłopoty z tatą ze Skype'a

Zapracowany aktor nie ma czasu dla synka. Alicja liczy na to, że Colin nie będzie tylko niedzielnym ojcem, który nieznośnie rozpieszcza swoje dziecko.

Gospodarze amerykańskich programów rozrywkowych uwielbiają zapraszać go do siebie. Bo Colin Farrell (35) opowiada barwnie i z zapałem nie tylko o swoich filmach, ale także o dwóch synach, 7-letnim Jamesie ze związku z modelką Kim Bordenave i prawie 2-letnim Henrym Tadeuszu, którego mamą jest nasza polska gwiazda Alicja Bachleda-Curuś (28).

– Moje życie to moi chłopcy – stwierdził aktor u Davida Lettermana. Choć wzruszonym widzom wydał się ucieleśnieniem idealnego ojca, Alicja pewnie czuła irytację. Bo tak naprawdę gwiazdor więcej czasu spędza na planie filmowym niż z ich małym Henrym.

Reklama

Irlandzki przystojniak jest ostatnio wyjątkowo zapracowany. Kręci w Toronto remake filmu sciencefiction „Total Recall”, promuje też horror „Fright Night”. Z synkami, którzy mieszkają na stałe w Los Angeles, widuje się rzadko.

Aktor ciągle kursuje między USA a Kanadą, więc komunikuje się z chłopcami przez Skype’a. – Jestem taki tatuś Skype – żartuje beztrosko gwiazdor w gazecie „USA Today”. – James nie jest tym jednak za bardzo zainteresowany, a Henry wydaje się znudzony...

Niedawno aktor zabrał Henia na plan filmu „Total Recall”, ale smyk nie był pod wrażeniem i płakał, kiedy tata musiał stawić się przed kamerą. – Może gdybym miał doczepiane skrzydła i przezroczystą bańkę na głowie, a na imię Buzz, to wtedy Henry byłby wniebowzięty – śmiał się Colin. Na zdjęciach paparazzi widać jednak, że chłopczyk jest wpatrzony w ojca jak w obraz...

– Kiedy Alicja zobaczyła te fotografie, długo rozmawiała z Colinem przez telefon – wyznaje nam jej znajoma. – Sugerowała mu, że powinien znaleźć więcej czasu dla Henry’ego. Chciała mu także uświadomić, że plan filmowy to niezbyt odpowiednie miejsce dla małego chłopca, a takie wyjazdy burzą uporządkowany tryb jego życia...

Źródłem nieporozumień między byłymi kochankami są ich metody wychowawcze. Alicja, pochodząca z tradycyjnej góralskiej rodziny, stara się być rozsądną matką. Czyta wiele książek dla rodziców, wierzy w konsekwentne stawianie granic. Dlatego nie pochwala postępowania Colina, który rekompensuje nieobecność w życiu Henry’ego prezentami i słodyczami. Ich synek to wrażliwe dziecko, przyzwyczajone do codziennej rutyny.

Alicja uważa, że spontaniczne wizyty Colina, który wpada do nich obładowany jak święty Mikołaj, dezorientują chłopca. Na dodatek będąc z ojcem, malec zapomina, co znaczy słowo „nie”... Wiele wskazuje na to, że aktor próbuje zmienić swoje życie. Zapewnia, że najlepszym zastrzykiem szczęścia jest dla niego teraz czas z Jamesem i Henrym.

– Nie potrzebuję już alkoholu i narkotyków, by poczuć, jak serotonina uderza mi do głowy! – ekscytował się ostatnio w piśmie „In Style”. Alicja wierzy w jego deklaracje i cieszy się z tej przemiany, bo nic nie wzrusza jej tak, jak widok synka radosnego w ramionach taty. Ale chciałaby, by były partner, odurzony ojcowskim szczęściem, zachował odrobinę rozsądku...

Patrycja Lupa

Na żywo 34/2011

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy