Reklama

Reklama

Najskrytsze sny lubią się spełniać

Wie, że marzenia są w życiu bardzo ważne. Uczy więc marzyć swoją córeczkę Sonię.

Kiedy był małym chłopcem i oglądał amerykańskie filmy, marzył o tym, by kiedyś żyć tak, jak ich bohaterowie. Borys Szyc (32) był jedynakiem, oczkiem w głowie mamy i ukochanego dziadka. To oni zawsze dbali o to, by małemu Boryskowi niczego nie brakowało. Starali się, ale nie zawsze to było możliwe. Ale on nigdy nie narzekał, nie marudził, tylko... marzył sobie o luksusowym życiu. Wiedział, że aby móc takie wieść, potrzebne są pieniądze. A on był bardzo zaradny i nie bał się pracy.

Obok domu jego dziadka była stacja benzynowa. Pracownicy pozwalali mu nalewać benzynę. Dostawał napiwki od kierowców, a po pracy mógł sobie jeszcze wziąć za darmo loda z lodówki. Dzisiaj aktor już nie musi już martwić się o pieniądze. Spełniły się jego marzenia.

Reklama

Jest gwiazdą polskiego kina i wiedzie życie dokładnie takie, jakiego pragnął. Niczego nie musi sobie odmawiać. - Ostatnio zakupiłem głośniki z diamentową membraną. Na tego typu głośnikach nagrywali Beatlesi. Zawsze chciałem usiąść w prawdziwym kinie domowym. Ogromna kanapa, ekran na strychu. Urządzanie czegoś takiego udało mi się doprowadzić do końca - opowiada.

Aktor nie ukrywa, że jest hedonistą, lubi sprawiać sobie przyjemności. Ale nigdy nie zapomina o swojej córeczce Soni (5). To ona jest jego oczkiem głowie i tak jak kiedyś mama spełniała jego zachcianki, tak dzisiaj on spełnia marzenia Soni. Ale przede wszystkim uczy ją marzyć i przekonuje, że warto mieć marzenia. Sam dobrze o tym wie.

IL

Świat i Ludzie 36/2010

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy