Reklama

Reklama

Nauczyłam się marzyć

Nowy Jork to jej ukochane miasto. Tam, jak mówi, nauczyła się marzyć. Jednym z tych spełnionych były studia aktorskie. Teraz zobaczymy ją na planie „Na dobre i na złe”.

Zagrasz Annę, dziewczynę znanego piłkarza, który z objawami zakrzepicy trafi do Leśnej Góry. Jak zachowa się twoja bohaterka? Będzie wspierać ukochanego?

Natalia Lesz: - Oczywiście! Ania jest bardzo zakochana w swoim chłopaku, uważa go za bóstwo. Dla niego gotowa jest zrobić wszystko.

Dużymi krokami zbliża się EURO 2012. Czy będziesz śledziła, co dzieje się na stadionach Polski i Ukrainy?

- Nie jestem fanką piłki nożnej. Oczywiście, jeśli gra nasza reprezentacja, zerknę od czasu do czasu na telewizor. Lubię boks, biegi, skoki narciarskie, a najbardziej łyżwiarstwo figurowe. Jako mała dziewczynka uprawiałam zawodowo ten sport, byłam nawet wicemistrzynią Polski w swojej grupie wiekowej.

Reklama

Wcześniej mogliśmy cię oglądać w "Tancerzach", "Plebanii", "Pierwszej miłości" i "Ojcu Mateuszu". Czym dla ciebie jest aktorstwo? Kaprysem znanej piosenkarki?

- To nie kaprys (śmiech). To mój zawód. Skończyłam 4-letnie studia aktorskie na Uniwersytecie Nowojorskim.

Studiowałaś w Tisch School of The Arts i w Lee Strasberg Institute. Co dały ci te szkoły?

- W Lee Strasberg uczyłam się tylko w czasie wakacji. Natomiast moje studia to już zupełnie inna historia. Musiałam w czasie egzaminów pokonać 70 kandydatów, bo tylu było chętnych na jedno miejsce. Mój wydział aktorski to jeden z najbardziej obleganych wydziałów w USA.

- Nie znając perfekcyjnie języka musiałam przygotować dwa monologi ze sztuk klasycznych, fragment prozy współczesnej i piosenkę. Pamiętam swoje szczęście, radość i niedowierzanie, gdy przeczytałam swoje nazwisko na liście przyjętych. To była jedna z piękniejszych chwil w życiu, bo te studia były od dawna moim marzeniem.

Nadal często bywasz w Stanach. Czym kusi cię ten kraj? Chciałabyś zamieszkać tam na stałe?

- W USA mieszkałam ponad 10 lat. To ważne dla mnie miejsce i zawsze takim pozostanie, zwłaszcza Nowy Jork. Tam nauczyłam się marzyć.

Ostatnio mówiło się o twojej miłości do Gruzji. To uczucie wciąż trwa?

- Jak najbardziej! To bardzo silne uczucie. Od niedawna jestem obywatelką tego kraju i planuję kolejną wyprawę. To byłby mój siódmy raz w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy.

Pojedziesz tam w wakacje?

- Działam spontanicznie, więc może będzie to Gruzja, a może Zalew Zegrzyński, gdzie nasza rodzina ma działkę? Tam odpoczywam najchętniej.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

Tele Tydzień 20/2012

Reklama

Reklama

Reklama