Reklama

Reklama

Nie można mieć wszystkiego

Wyniosła wzorzec - ojciec zarabia na dom, ale też uczestniczy w wychowaniu dzieci.

Jakiś czas temu w środowisku związanym ze stołecznym Teatrem Studio zawrzało. Nowa dyrektor teatru Agnieszka Glińska nie widziała w swoim zespole kilku z dotychczasowych gwiazd. Między innymi Joanny Trzepiecińskiej, która z teatrem była związana 24 lata. Aktorka musiała przełknąć gorzką pigułkę.

Rodzice mieli nietypowe metody wychowawcze

Urodziła się w Tomaszowie Mazowieckim. Wielopokoleniowa rodzina. Babcie i dziadkowie w komplecie, liczne ciotki, kuzynki. Spotkania, biesiady, opowieści z dawnych lat. Z domu wyniosła tradycję wspólnych rodzinno- towarzyskich spotkań przy stole. Dorośli dużo czasu poświęcali dzieciom. Świat ustalonych reguł pozwalał czuć się bezpiecznie. Ojciec - z wykształcenia inżynier, mama - farmaceutka. Nie pracowała zawodowo. Ojciec zarabiał na dom, ale też intensywnie uczestniczył w życiu rodziny.

Reklama

Rodzice mieli nietypowe metody wychowawcze. Z jednej strony Joanna aż do ukończenia liceum nie mogła oglądać telewizji, z drugiej rodzice nie protestowali, gdy z przyjaciółmi wyjeżdżała na wakacje pod namiot. - Ufali mi - mówi pani Joanna. Prowadziła drużynę harcerską, żeglowała, brała udział w konkursach recytatorskich, kółku teatralnym. Pochłaniała tysiące książek. Kiedyś ojciec podarował jej pierwsze wydanie encyklopedii. Godzinami studiowała hasła. W szkole muzycznej zaczęła się uczyć mając 5 lat. Najpierw był fortepian, później - już w szkole średniej - flet. Z nostalgią wspomina swój występ z okazji imienin dyrektora, pana Tadeusza Drabińskiego. On pierwszy dostrzegł w niej gwiazdę. - Kiedy będziesz już wielką artystką, pamiętaj, że pierwsze kwiaty dostałaś ode mnie. Nie zapomniała.

O aktorstwie myśli bez damskiego chichotu

W szkole teatralnej uchodziła za zdolną i... krnąbrną. Krążyła legenda, że kiedy jedna z profesorek, chcąc zrobić jej przykrość, powiedziała: - Do końca życia będziesz grała panienki z dworków - Joanna zripostowała, że wcale jej to nie martwi, ponieważ te, które mogą to zagrać, należą już do wymierającej rasy.

Złamała niejedno serce, poznała smak porażki

Była na drugim roku studiów, gdy reżyser Jan Łomnicki powierzył jej główną rolę w telewizyjnym serialu "Rzeka kłamstwa". Posypały się propozycje. Po filmie "Papierowe małżeństwo" na pół roku wyjechała do Anglii. Tam dwa razy wygrała casting do filmu fabularnego, dwukrotnie odmówiono jej pozwolenia na pracę. Wróciła. Jan Nowicki powiedział, że Joanna o aktorstwie myśli po męsku, bez damskiego chichotu.

W młodości zdarzyło jej się złamać niejedno serce. Krążyły plotki o miłości do niej Jana Englerta, Gustawa Holoubka, Bogusława Lindy, Piotra Fronczewskiego, Jana Nowickiego. - Mężczyźni? Lubię ich. Szóstego dnia Pan Bóg wykazał naprawdę wiele pomysłowości. To całkiem udany gatunek - żartuje. Poznała też smak porażki. Rozpadł się jej związek z reżyserem Jarosławem Żamojdą. Podobnie jak małżeństwo ze starszym od niej o 16 lat pisarzem Januszem Andermanem. Poznali się w 1992 roku w pociągu, w drodze na ślub Olafa Lubaszenki. Zakochali się w sobie od drugiego wejrzenia. Przy pierwszym pomylił ją z Adrianną Biedrzyńską.

Gdy spotkali się ponownie zadeklarowała: - To będzie mój mąż. Kilka tygodni później dostała pierścionek zaręczynowy. Pobrali się po 3 latach. Czym ją zauroczył? - Po prostu ładny był - żartowała. I mądry. To już mówiła poważnie. Częstymi gośćmi w ich domu byli: Adam Michnik, Tadeusz Konwicki i wielu innych ludzi pióra. Przy Januszu uspokoiła się, wyciszyła. Nawet aktorstwo zeszło na dalszy plan. - Jestem świetnym materiałem na kurę domową. Utrzymać żar jest większą sztuką, niż rozpalić ognisko - mówiła. Na świat przyszły dzieci: Wiktor (10,5) i Karol (8,5). - Co daje macierzyństwo? Inną jakość życia. Ustawia na nowo hierarchię wartości. Redukuje indywidualne pragnienia. To bywa trudne - zwierzała się.

Nie można być mamą i tatą jednocześnie

Związek nie przetrwał próby czasu. On zainteresował się Kamilą Drecką, ona w odruchu urażonej dumy pokazała mu drzwi. Podobno liczyła na skruchę. On wystąpił o rozwód. - Uważam, że dla dobra dzieci należy utrzymywać poprawne kontakty z osobą, z którą się rozstaliśmy. Dzieci tak samo kochają oboje rodziców. Przez kilka lat usiłowała być i mamą, i tatą. Okazało się to niemożliwe. Zrozumiała, że nie można mieć wszystkiego. Nie uda się też bez bólu połączyć dwóch ról: aktorki i matki. Remedium na rodzinne problemy stało się zatrudnienie nauczyciela, który przejął na siebie część obowiązków wychowawczych: odrabia z chłopcami lekcje, uczy ich systematyczności i odpowiedzialności.

KK

Życie na gorąco
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Trzepiecińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy