Reklama

Reklama

Nie o wszystkim należy mówić

Swoje miejsce szczęśliwe odnalazł z dala od Hollywood, na Hawajach.

Mówi, że ludzie często zadają mu pytanie: - Czy jest pan szczęśliwy? Zawsze wtedy ma problem. - Powinienem być, bo dostałem od losu więcej, niż mogłem się spodziewać, ale moje szczęście okupione jest traumą. Przez całe prawie życie zmagałem się z bólem, bo długo nie potrafiłem powiedzieć głośno: - Tak, jestem gejem. Przez to czułem, że w jakiś sposób wszystkich oszukuję. Z drugiej strony buntowałem się: dlaczego muszę tłumaczyć się ze swojego życia? - wyznaje Richard Chamberlain.

Kobiety go kochały, on cierpiał

Świat, a szczególnie piękniejsza jego odsłona, zakochał się w nim, gdy pojawił się w 1961 roku w pierwszym na świecie serialu medycznym "Dr Kildare" (190 odcinków). Richard Chamberlain miał wtedy 27 lat i był piękny jak z obrazka. Po kilku odcinkach stał się jednym z najpopularniejszych i uwielbianych aktorów.

Reklama

- To było zabawne, gdy ludzie na ulicy zwracali się do mnie imieniem i nazwiskiem mojego bohatera. Ale rozumiem ich. Sam bym tak reagował - mówił. Prawdę mówiąc, sławę mógł zdobyć dużo wcześniej. Na początku lat 50. miał okazję podpisania kontraktu z Paramount Pictures. Pierwsza szansa zaistnienia w show-biznesie przepadła, bo Chamberlain 16 miesięcy spędził na wojnie w Korei, w ten sposób służył ojczyźnie i tak odbył służbę wojskową.

Czy w rodzinie były tradycje aktorskie? Ojciec Charles był fabrykantem. Przez lata zmagał się z uzależnieniem alkoholowym, ale był świadomym swej choroby człowiekiem, bo regularnie uczęszczał na spotkania klubu AA. Matka - Elsa Matthews - śpiewaczką operową, zajmowała się synami. Richard miał starszego o 8 lat brata Billa. Tak więc wrażliwość i zdolności aktorskie odziedziczył po matce. W 1952 roku ukończył szkołę średnią w Beverly Hills, potem uczęszczał do Pomona College w Clermont w stanie Kalifornia, gdzie występował w przedstawieniach studenckich. W 1958 roku skończył kurs aktorski u Jeffa Coreya.

Na coming out zdecydował się w 2003 roku

Wielbiciele Chamberlaina bezbłędnie potrafią wymienić jego sztandarowe seriale: "Ptaki ciernistych krzewów", "Szogun", i filmy: "Trzej muszkieterowie", "Czterej muszkieterowie", "Płonący wieżowiec", "Kopalnie króla Salomona", "Casanovę", "Tożsamość Bourne’a". Nieliczni natomiast wiedzą, że Chamberlain odnosił spektakularne sukcesy na scenach Broadwayu. Można go było oglądać w spektaklach: "Noc Iguany", "Seans", "My Fair Lady" - w roli profesora Higginsa. Aktor obdarzony jest ciekawym głosem i świetnie tańczy, nic dziwnego, że sprawdzał się w musicalach: "West Side Story", "Śniadanie u Tiffany’ego".

Jedyną sprawą, która spędzała mu sen z powiek, była jego orientacja seksualna. Długo to ukrywał. O swoich rozterkach, bólu i cierpieniu, kłopotach z tożsamością pisze w książce "Shattered Love". I choć swojego partnera Martina Rabbetta, poznanego w latach 70., nie ukrywał, to na wyznanie zdecydował się dopiero w 2003 roku. Powiedział o tym w wywiadzie telewizyjnym.

Myśli o sprawach ostatecznych, ale je odsuwa

Dziś przyznaje, że choć wtedy kamień spadł mu z serca, to jednak nie radzi aktorom grającym romantycznych kochanków, żeby przyznawali się do homoseksualizmu. Na pewno wiele ról przejdzie im wtedy koło nosa. Nawet dziś, w dobie poprawności politycznej. - Nie o wszystkim należy mówić - stwierdza.

Jest spokojny, zrelaksowany. Na pewno nie wygląda na 78 lat. Pytany o operacje plastyczne, zdecydowanie zaprzecza. Twierdzi, że dobry wygląd zawdzięcza trybowi życia. Od lat dzieli czas między Los Angeles i jedną z wysp na Hawajach! Z tym, że na wyspie jest przez większą część roku.

Ostatnio był bardziej zajęty. Można go oglądać w filmie "The Perfect Family", na premierę czeka "Forbidden Love", gdzie gra główną rolę. Mówi, że ma wiele planów. Na tym się skupia. Wyznał też, że czasem jego myśli biegną ku sprawom ostatecznym. Natychmiast je odsuwa. Ale chce, by jego prochy były rozsypane nad oceanem na ukochanych Hawajach. 

IJ

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy