Reklama

Reklama

Wrażliwe serce groźnego jurora

Choć prowadzi światowe życie, jak każdy z nas tęskni za prawdziwym uczuciem. Samotny wrażliwiec.

Tak naprawdę o Robercie Kozyrze (43), jurorze Mam talent, wiemy tyle, ile sam ma ochotę o sobie powiedzieć. A wiele nie mówi.

Kolorowe pisma za to chętnie się rozpisują o jego zamiłowaniu do luksusu. Że garnitury na miarę szyje w Londynie, koszule kupuje w Mediolanie a ekskluzywne zegarki i męską biżuterię we Florencji. Piszą też, że kraby na musie z awokado jada tylko na swojej ulubionej wyspie St. Barths na Karaibach.

– W dbaniu o szczegóły wydaje się wręcz doskonały. Zawsze elegancki, z odrobiną nonszalancji, może służyć za przykład dobrego gustu w męskim stylu – mówi o nim Justyna Steczkowska. – Nie czytam tego, co o mnie wypisują. Szkoda mi na to czasu – mówi o sobie Robert Kozyra.

Reklama

Przebył długą drogę z Koszalina do Warszawy. Z wykształcenia polonista. Typ prymusa. Uczył się świetnie, ale był niepokorny. Żył w swoim świecie, pochłaniała go literatura. Zamiast imprezowania, wolał czytać rosyjskich klasyków. Wśród rówieśników uchodził za dziwaka.

Miał 26 lat, kiedy został szefem ogólnopolskiego radia Zet. – Zasypiałem o piątej, wstawałem o siódmej – mówi o tamtym okresie. Nawet kiedy uległ wypadkowi i poważnie uszkodził kręgosłup, kierował firmą z łóżka kliniki. Pół roku przeleżał w gorsecie, groził mu paraliż. A potem usłyszał, że ma... raka. – Okazało się, że lekarz się pomylił – wspomina Kozyra. Jak ognia unikał wchodzenia w emocjonalne relacje.

Jego głośny związek z Edytą Górniak (39) nie przetrwał. A wyglądali razem pięknie! Kozyra zabrał piosenkarkę na swoją ukochaną karaibską wysepkę. Zakochani, pozowali do okładkowej sesji. To jedyna kobieta, z którą oficjalnie się pokazywał...

Niedawno zapytany o to, z kim dzieli życie, zaskoczył wyznaniem: – Najważniejszy dla mnie związek skończył się nie z mojej winy. Bóg zabrał moją drugą połowę. Do dziś nie mogę się z tym pogodzić, choć minęło kilka lat. Moje życie prywatne nie ułożyło się tak, jakbym tego chciał – ucina Robert Kozyra.

Praca w radiu tak go pochłonęła, że zanim się spostrzegł, miał 40 lat i nadal był w życiu sam. Po jego odejściu z radia plotkowano, że się załamał, stracił motywację, że nie ma już przed sobą nowych wyzwań. A on uciekł na dwa miesiące na swoją karaibską wysepkę. I zamiast ukochanej kobiety zabrał... masę książek.

Dojrzał, wyciszył się, uwolnił od radia. Siwizna dodała mu atrakcyjności, rysy nabrały szlachetności. Ciężka choroba zmieniła jego podejście do życia. – Już do niczego się nie zmuszam – wyznał niedawno Robert Kozyra. – Teraz widzę, że pewne rzeczy nie mają znaczenia.

Od kilku tygodni zasiada w jury programu "Mam talent". I nadal mieszka samotnie w urządzonym na biało apartamencie na warszawskim Żoliborzu. – W jego ogromnym mieszkaniu nie ma przestrzeni dla drugiej osoby – zdradza Rewii znajomy Roberta Kozyry.

Złośliwi twierdzą, że życiem w luksusie rekompensuje sobie dzieciństwo bez ojca. Drogimi gadżetami, wyrafinowanymi niespodziankami dla ukochanej mamy, zagłusza samotność i tęsknotę za uczuciem. Jego ojciec odszedł z domu, gdy on miał 15 lat. Przez 17 lat nie mieli ze sobą kontaktu. Kozyra spotkał się z nim tuż przed jego śmiercią...

Bez wątpienia to mama jest najważniejszą kobietą w życiu pana Roberta. Choć mieszka w Koszalinie, wie o synu wszystko. – Codziennie do niej dzwonię, troszczę się o nią. Nie miała łatwego życia – wyznaje Kozyra. Znajomi twierdzą, że byłby świetnym ojcem, bo to ciepły i wrażliwy człowiek. – Życia lepiej nie planować. A przeżyć je szczęśliwie jest niesłychanie trudno – uśmiecha się juror.

JA

Rewia 43/2011

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: Robert Kozyra

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy