Reklama

Reklama

Wystarczyła jedna szczera rozmowa

Znów z mamą nie mają przed sobą tajemnic. Często tak bywa, że wspólnie przeżywane nieszczęście zbliża...

Minęło wiele lat, zanim obie dojrzały do poważnej rozmowy, no i wyjaśnienia zadawnionych spraw. Wreszcie w tym roku Iwona Pavlović (47) i jej ukochana mama Zenobia Szymańska mogą spokojnie świętować Dzień Matki.

Gdy kilka miesięcy temu jurorka stała na ślubnym kobiercu z ukochanym Wojciechem Oświęcimskim (47), nie miała pojęcia, że ten dzień tak bardzo wpłynie na jej relacje z mamą. Iwona Pavlović (47) była prawdziwą gwiazdą tego wieczoru. A jej mamę dosłownie rozpierała duma. Cieszyła się szczęściem córki i wraz z resztą gości bawiła się do białego rana.

Reklama

- To stało się koło szóstej nad ranem - wspomina jurorka "Tańca z gwiazdami". - Mama nagle potknęła się i upadła. Natychmiast pomogliśmy jej wstać. Powiedziała, że nic jej nie jest, ale następnego dnia zaczęła trochę narzekać na biodro. Uspokajała mnie, że to stłuczenie i że z pewnością wkrótce minie. Ból jednak zamiast ustępować, nasilał się. Pani Zenobia nie mogła się już poruszać.

- Nie mogłam patrzeć jak mama cierpi i, nie zważając na jej protesty, zawiozłam ją do lekarza. Diagnoza nas zmroziła. Usłyszałyśmy, że konieczna jest operacja biodra - opowiada pani Iwona.

Pani Zenobia nie chciała zostać w szpitalu. Po długiej rozmowie z córką i lekarzami zrozumiała jednak, że jeśli chce chodzić i być równie sprawna jak przed upadkiem, to nie ma innego wyjścia.

Wtedy pojawiły się komplikacje. Lekarze uprzedzili, że z powodu problemów, jakie pani Zenobia ma z sercem, trwająca kilka godzin operacja może stanowić poważne zagrożenie dla jej życia.

- Dla Iwony to był prawdziwy koszmar. Obawiała się najgorszego. Przecież zaledwie trzy lata wcześniej straciła ukochanego tatę... - opowiada nam jej przyjaciółka. Pani Iwona cały czas była przy mamie, pielęgnowała ją i pocieszała, że wszystko będzie dobrze.

- Regularnie jeździła też na cmentarz, by opowiedzieć mojemu świętej pamięci mężowi jak się czuję - wspomina wzruszona pani Zenobia.

Wprawdzie Czarna Mamba jest silną kobietą, ale w najtrudniejszych chwilach także i ona potrzebowała wsparcia. Na szczęście zawsze mogła liczyć na ukochanego męża i swoich starszych braci. - Po wizytach w szpitalu często potrafili siedzieć do świtu i wspominać stare czasy - mówi jej przyjaciółka. Wypadek bardzo zbliżył do siebie matkę i córkę. Spędzając ze sobą całe dnie, mogły wreszcie porozmawiać od serca i wyjaśnić sobie wszystkie niedomówienia z przeszłości. Pani Iwona po latach wyznała w końcu mamie, że ma do niej żal o to, że faworyzowała jej braci.

- Mama zawsze miała jakieś zastrzeżenia - wspomina. - Najpierw mnie chwaliła, a potem dodawała: ale... i wysłuchiwałam pod swoim adresem całej litanii. Dziś to już przeszłość. Pani Zenobia wróciła do zdrowia, a Czarna Mamba cieszy się, że po latach mama znów jest jej najlepszą przyjaciółką.

IP

Świat i ludzie nr 21/2010

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje