Spis treści:
- Pierwsze wspólne wakacje to test związku
- "Odpoczynek" dla niego oznaczał leżak przez pół dnia
- Chamstwo, flirt i brak higieny. "Zablokowałam jego numer"
- Chrapanie było do przeżycia. To, jak zareagował, już nie
- "Ick" czy prawdziwy deal breaker? Nie każda irytująca cecha kończy związek
Pierwsze wspólne wakacje to test związku
Świeżość i zachwyt nad nowym związkiem to coś, co uskrzydla, ale tak łatwo, jak nadchodzi, równie szybko może się ulotnić. I wcale nie są do tego potrzebne diametralne różnice charakterów, wizji przyszłości, czy rozmijające się plany. Czasem wystarczy wyjechać razem na wakacje. Czy romantyczne wczasy w pięknym miejscu rzeczywiście weryfikują moc naszych uczuć? A jeśli tak - wzmacniają je czy to po prostu doskonały sposób na szybsze zdjęcie z nosa różowych okularów oczarowania?
Zapytałam kilka kobiet o pierwszy wspólny wyjazd wakacyjny po rozpoczęciu związku. Ich wspomnienia najmniej koncentrują się na wyznaniach, czułych gestach i zachwycaniu się widokami o zachodzie słońca. Soczewka skupia się na - z pozoru - błahych "deal breakerach", czyli zachowaniach, które zredefiniowały ich opinię o partnerze.
Część z nich już w trakcie pobytu podjęła decyzję o rozstaniu, inne zebrały najistotniejsze informacje, których randkując w nieskończoność nigdy by nie uzyskały, żeby w spokoju przeanalizować szanse na dalsze budowanie relacji. Zaskakujące, jakie zachowania i cechy charakteru potrafią być zakwalifikowane jako znany w internecie "ick".
"Ick", czyli grymas obrzydzenia/niepokoju/wstydu związany z zachowaniem, wydawanymi odgłosami a nawet sposobem ubierania się to popularny w rolkach instagramowych i filmikach na TikToku temat.
Szczególnie panie dzielą się swoimi "ickami" u partnerów: mlaskanie podczas jedzenia, ubieranie skarpet do klapek, zostawianie brudnej bielizny na podłodze, "dziwny" sposób stawiania kroków, niemycie rąk po skorzystaniu z toalety czy interesowanie się "dziecinnym" hobby w stylu klocków Lego.
"Ickiem" może być wszystko. Niektóre z nich są dla kobiet tak irytujące, że krótko po ich odkryciu panie potrafią ulotnić się jak kamfora. Ale to tylko jeden z aspektów, które można odkryć podczas pierwszych wspólnych wyjazdów.
"Odpoczynek" dla niego oznaczał leżak przez pół dnia

Ewa, 39-latka z Poznania zaliczyła swój pierwszy wyjazd z Krzysztofem w maju tego roku. Spotykali się już od kilku miesięcy, nocowali u siebie i wszystko szło w dobrym kierunku. Krzysztof wykupił wycieczkę do Egiptu. - Stresowałam się, bo uświadomiłam sobie, że pierwszy raz jadę z facetem za granicę. Dotąd podróżowałam z moim wieloletnim partnerem, wiedziałam, że mogę na niego liczyć, że dogada się po angielsku, ogarnie nam hotel i transport. Ja jestem z tych aktywnych osób, które po godzinie leżenia na plaży muszą iść pozwiedzać, zjeść coś z lokalnej kuchni i pochodzić po sklepach.
- Krzysiek mówił, że chce odpocząć, ale nie rozwijaliśmy tematu. Niestety na miejscu okazało się, że dla niego "odpocząć" znaczyło wyłożyć się na leżaku na pół dnia. Zwiedzanie było, ale wieczorami, nie za długo. Wyciąganie go prawie na siłę kompletnie rozwaliło mi nastrój urlopowy. Przy okazji okazało się, że śpiewa pod prysznicem i totalnie nie dba o stopy. Narzekał na kuchnię, sporo marudził na temperaturę. Było to męczące i przyznam, że zastanawiałam się, czy to facet dla mnie. Zwyczajnie mnie irytował. Na szczęście doszliśmy jakoś do porozumienia i spotykamy się dalej, choć nie wiem, czy czeka nas jakaś dalsza przyszłość. Potrzebuję kogoś aktywnego - stwierdza.
Chamstwo, flirt i brak higieny. "Zablokowałam jego numer"

Katarzyna, 35-letnia mama Emila, aktywnie randkuje w poszukiwaniu odpowiedniego materiału na męża. Kompletnie nie boi się podróży z facetami z aplikacji randkowych i chętnie korzysta z opcji wycieczek i wspólnego zwiedzania. Dwa wyjazdy szczególnie zapisały się w jej pamięci.
- Dwa lata temu dałam się namówić po kilku spotkaniach na weekendowy wyjazd do Portugalii. Najpierw żałowałam, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że cieszę się, że się zdecydowałam, bo dowiedziałam się o tym facecie rzeczy, których pewnie jeszcze długo bym nie odkryła i kto wie ile czasu bym zmarnowała. Chłopak okazał się zwyczajnym chamem. Traktował obsługę hotelu i kelnerów z góry, nie dawał napiwków, próbował naciągnąć lokale na darmowy deser. Raz specjalnie rozlał drinka bo uważał, że obrus jest brudny. Tym sposobem go wymienili i dodatkowo dostał nowy napój za darmo. Dramat. Drugi facet zaproponował mi wyjazd w góry. Dawno nie byłam, więc chętnie się zgodziłam. Górska chatka, jesień, zachód słońca, było naprawdę świetnie dopóki nie wyszliśmy na szlak. To, że oglądał się na inne kobiety to jeszcze pół biedy, ale jak w schronisku zaczął bezczelnie flirtować z jedną z nich i to w mojej obecności, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to żart, a nie początki związku. Pokłóciliśmy się o to, ale to nie koniec, bo dodał po całym dniu wędrówki, że bierze prysznic tylko raz w tygodniu "żeby nie zmywać pożytecznych bakterii". Nic więcej nie potrzebowałam, żeby po powrocie zablokować jego numer - podsumowuje.
Chrapanie było do przeżycia. To, jak zareagował, już nie

Elwira, choć od dwóch lat jest w szczęśliwym związku, dokładnie pamięta jednego z mężczyzn, z którym randkowała tuż po rozwodzie.
- Chrapanie to coś, czego ja nie mogę zdzierżyć. Mój były mąż chrapał i zabrał mi kilka lat normalnego snu. Gdy zaczęłam spotykać się z - wydawało mi się - ideałem: przystojnym, zadbanym, inteligentnym facetem poznanym przez moją przyjaciółkę, myślałam, że trafiłam szóstkę w totka. Rozmawiało się świetnie, był kreatywny w wymyślaniu pomysłów na randki, to po prostu rokowało. Aż do czasu, gdy na wspólnym wyjeździe do SPA odkryłam, że chrapie. Nie wiem, czy to jakaś trauma, czy problem leży we mnie, ale gdy po nieprzespanej nocy chciałam o tym porozmawiać na spokojnie, facet się uniósł, stwierdził, że to niemożliwe, że nikt mu nigdy wcześniej tego nie mówił i że zmyślam. Odpalił się w trzy sekundy, być może to był dla niego wrażliwy temat. Ale już nie o samo chrapanie chodziło, a właśnie o jego impulsywność. Krzyczał, wydawał się być o krok od bycia wręcz agresywnym. Z chrapaniem byśmy sobie jakoś poradzili - są na to specyfiki i gadżety, ale jeśli tak błaha sprawa wprowadza go w furię, to strach pomyśleć, jak wyglądałaby pierwsza prawdziwa kłótnia. Więcej się nie spotkaliśmy - wspomina Elwira.
"Ick" czy prawdziwy deal breaker? Nie każda irytująca cecha kończy związek

Choć z pewnością nie jest to domena tylko pań, te historie dobitnie pokazują, ile szczegółów może zaważyć o przyszłości relacji. Nawet niewielkie niedogodności mogą okazać się "deal breakers", czyli definitywnym końcem znajomości. Ostatecznie, jeśli mamy budować z kimś przyszłość i dzielić każdy dzień, warto brać pod uwagę zarówno podstawy, jak i mało komfortowe "dodatki". To one, zauważone zbyt późno, mogą skutecznie sabotować nawet najlepszy związek. I nie chodzi o skreślanie człowieka, bo "dziwnie przeżuwa", ale o wyważenie, czy to jedna z cech, której nie jesteśmy w stanie zaakceptować, czy też niewielka skaza, którą przecież każdy z nas posiada. Jeśli to drugie - jesteśmy w domu.
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.












