Kinowa publiczność i goście festiwalu, którzy przybywają na to wydarzenie tłumnie z pewnością tworzą część tej niezwykłej festiwalowej atmosfery. Gdy poprosiłam Grażynę Torbicką o podsumowanie tegorocznej edycji zwróciła uwagę właśnie na liczne przybycie publiczności: - 20 edycja Festiwalu Filmu i Sztuki PNB Paribas Dwa Brzegi z punktu widzenia nas, organizatorów, jest bardzo satysfakcjonująca, ponieważ mamy naprawdę bardzo wielu widzów. Frekwencja jest większa niż w ubiegłym roku. Natomiast jeśli chodzi o ocenę samych filmów i całego programu, to nie mnie to oceniać. Jednak obecność tak dużej liczby widzów jest chyba dla nas bardzo dobrą recenzją.
I rzeczywiście, festiwalowy tłumek krąży pomiędzy lokalizacjami festiwalu, wypełnia uliczki miasteczka, korzysta z całej gamy wydarzeń towarzyszących.
We Love Cinema, czyli wakacje pod namiotem
We Love Cinema, czyli ogromny klimatyzowany namiot służy za główną salę kinową. Nieopodal w budynku szkolnym działa Małe Kino a w Złotej Sali obywają się spotkania z twórcami. To prawdziwe epicentrum festiwalu znajduje się niecałe 15 minut od Rynku.

Widownia pokonuje ten odcinek spacerując Nadrzeczną i Lubelską. Tu zanurzamy się nie tylko w ducha festiwalu, ale i samego miasteczka. Możemy poczuć charakterystyczny dla Kazimierza zapach starego drewna i smołowanych studni. Festiwalowe plakaty sprawiają, że jesteśmy niemal zanurzeni w wydarzeniu: repertuar filmów, program Międzynarodowego Konkursu Filmów Krótkometrażowych, harmonogram wydarzeń towarzyszących, a dzieje się sporo koncerty, wystawy, warsztaty. Na Lubelskiej odbywa się 5. Edycja Małego Festiwalu Sztuki. Liczne galerie sztuki zapraszają w swoje progi. Pani Ilona z Galerii Vis a Vis podkreśla, że w czasie festiwalu wystawy przyciągają znacznie więcej odwiedzających.

X muza nie przez przypadek splata się tu z innymi dziedzinami sztuki. Kazimierz Dolny swoją sławę zawdzięcza w znacznej mierze właśnie artystom.
Kolonia artystyczna. Jak Kazimierz Dolny zaczął oddychać sztuką
Już w XIX wieku malownicze ruiny górujące nad Rynkiem, leniwe rozlewiska Wisły, specyficzne światło rozproszone nad renesansowymi kamieniczkami z czasów handlowej prosperity zaczęły przyciągać malarzy, którzy organizowali tu plenery i wystawy, chętnie odwiedzali miasto, a nawet osiedlali się w nim. Spotkania w kawiarniach, mnożące się jak grzyby po deszczu galerie sztuki i domy pracy twórczej zmieniły miasto, co jest widoczne do dziś i co wspaniale rezonuje z Festiwalem Filmowym. Zapytałam reżysera Łukasza Rondudę, czym jest dla niego prezentowanie filmu właśnie w Kazimierzu Dolnym: - Dla mnie to bardzo miłe i ważne wydarzenie, ponieważ wychowałem się w Ostrowcu Świętokrzyskim i jako nastolatek przyjeżdżałem z tego robotniczego miasta do Kazimierza, który zawsze się kojarzył z artystowskim życiem, artystycznym jakościami. - opowiada reżyser i dodaje: - Ja i moi koledzy wiedzieliśmy, że tutaj artyści mieszkają, tutaj przyjeżdżają i my też chcieliśmy być artystami. To marzenie dla takich chłopaków z prowincji, na której nie było żadnych odniesień artystycznych, było bardzo ważne. I o takim właśnie chłopaku jest film "Powiedz mi co czujesz" - pochodzącym z bardzo biednej rodziny, który postanawia zostać artystą i walczy o to.
Pospacerujmy zatem po Kazimierzu, oddychając jego artystyczną i festiwalową atmosferą.
Rynek jak z obrazka
Nad rynkiem góruje Fara, czyli Kościół Farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja, za nim w tle na wzniesieniu ruiny zamku i baszta zamkowa tworzą "pocztówkowy" obrazek. Renesansowy kościół warto obejrzeć również od środka, gdyż znajdują się tam najstarsze w pełni zachowane organy w Polsce. Nieopodal Fary pomnik psa Werniksa obrasta w legendy. Była to ponoć wielka psia osobowość miasteczka, przyjaciel artystów i chwacki kundel, którego ostatecznie przygarnął malarz Zbigniew Szczepek, i który do dzisiaj przynosi "szczęście" każdemu, kto pogłaska jego nos.

Turyści chętnie fotografują się przy zabytkowej studni. Oko przyciągają renesansowo-manierystyczne Kamienice Przybyłów z XVII wieku, czyli czasu największego rozkwitu miasta, które wzbogaciło się na handlu zbożem. Bogato zdobione fasady z fikuśnymi attykami, to przykład tzw. renesansu kaźmierskiego.
Na straganach i w sklepikach z pamiątkami króluje kogut, symbol miasta, z którym wiąże się oczywiście legenda. Ponoć niegdyś w ruinach zamku zagnieździł się diabeł, który pasjami porywał kaźmierskie koguty. Kiedy w mieście został już tylko jeden, mieszkańcy ukryli go w murach klasztoru Franciszkanów, diabła zaś załatwili, rozsypując na jego ścieżce ziarno nasączone wodą święconą.

Wieczorami na Rynku rozbrzmiewają koncerty towarzyszące festiwalowi, a w Kawiarni u Radka goście do późna dzielą się wrażeniami z seansów.
Czy na Zamku mieszka diabeł?
Droga na Zamek rozpoczyna się za kościołem Farnym, i można tam dojść w zaledwie kilka minut, a warto, bo jest to doskonały punkt widokowy, jedno z miejsc festiwalowych i ciekawy zabytek. Nic dziwnego, że ludowa wyobraźnia osiedliła tu siłę nieczystą (są też pogłoski o skarbach ukrytych w podziemiach). Zamek zbudowany za czasów Kazimierza Wielkiego w ruinę zaczął popadać już w XVII wieku, kiedy to został zniszczony w czasie potopu szwedzkiego. Górująca nad nim baszta jest jeszcze starsza niż zamek i wpisuje się w malowniczą panoramę, która od dziesięcioleci przyciągała tu artystów.

Klasztor Franciszkanów i ul. Krakowska
Na północ Fara, z ruinami Zamku i basztą, a po drugiej stronie Rynku, od południowego-zachodu na górze Plebaniej wznosi się klasztor Ojców Franciszkanów. Ogromny kompleks z XVII wieku ujmuje dostojnością i surowością architektury. Sanktuarium Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny z cudownym obrazem Matki Bożej Zwiastowania i bogatym barokowym zdobieniem przyciąga pielgrzymów, ale też i turystów. Niektórzy jak Pani Edyta powracają tu wielokrotnie: - Uwielbiam nastrój, który panuje tu jesienią, regularnie odwiedzam też Kazimierz Dolny w czasie świąt Wielkanocnych ze względu na spektakularne uroczystości. Obchody są przepiękne, a w lany poniedziałek strażacy polewają wodą kamieniczki w Rynku. Latem jestem tu po raz pierwszy, właśnie ze względu na festiwal filmowy i jestem zachwycona repertuarem. To, co zobaczyłam do tej pory, było ucztą dla ducha.

Po tej stronie miasta spokojna brukowana ulica Krakowska z uwielbianą przez turystów herbaciarnią "U Dziwisza" i klimatycznym knajpkami również przyciąga spacerowiczów.
Dwa Brzegi i dwie rzeki
Kazimierz Dolny kojarzy się przed wszystkim z Wisłą, ale miasteczko przecina niewielka rzeczka Grodarz. Dziś to właściwie suche koryto, kiedyś to przy niej powstawały młyny i pierwsze osiedla. Wzdłuż niej ulica Nadrzeczna z kilkoma obiektami wpisanymi na listę zabytków, ale też ważnymi punktami na gastronomicznej mapie miasta.

Zajrzyjcie do Piekarni Sarzyński, gdzie można kupić kaźmierskie koguty wypiekane na maśle, cebularze i inne tradycyjne wypieki. Działa tu także przyjemna kawiarnia i Muzeum Koguta i Kazimierskich Tradycji Kulinarnych. Przepysznie i zupełnie nietradycyjnie zjecie w libańskiej restauracji Kaslik, przy tej samej ulicy. To świetna trasa spacerowa łącząca centrum z obiektami festiwalowymi. Na pyszne gęsie pipki i holiszki wpadnijcie restauracji "U fryzjera".

W kierunku Wisły biegnie jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Kazimierza, Senatorska, z Urzędem gminy i kolejnymi ikonicznymi kazimierskimi kamieniczkami takimi jak Kamienica Biała, Górskich, czy ta najpiękniejsza, Celejowska. Kamienica w stylu manieryzmu mieszczańskiego zbudowana została przez kupca Bartłomieja Celeja, który wzbogacił się na handlu zbożem, by podkreślać jego status i do dziś robi wrażenie dzięki wysokiej attyce i fantazyjnym zdobieniom. Po wojnie mieściła pracownię architekta Karola Sicińskiego, a obecnie jest siedzibą oddziału Muzeum Nadwiślańskiego, związanego m.in. z historią artystyczną Kazimierza.

Bulwary wiślane, spichlerze
Są różne sposoby korzystania z dobrodziejstw festiwalu. Część publiczności biega z seansu na seans, wiele osób ceni sobie dyskusje, które odbywają się po niemal każdej projekcji, jeszcze inni potrzebują chwili wyciszenia, by przetrawić ogromny ładunek emocjonalny jaki niesie wiele z filmów festiwalowych. Dla tych ostatnich spacer bulwarami wiślanymi może okazać się chwilą ukojenia, a także okazją do obejrzenia kolejnych przykładów renesansu kazimierskiego, czyli spichlerzy, z których najsłynniejsze to Spichlerz Ulanowskich (obecnie Muzeum Przyrodnicze), Spichlerz Feuersteina (od strony ulicy Puławskiej) i Spichlerz Kobiałki (od strony ul. Krakowskiej).

Tydzień w świecie, do którego chce się wracać
Festiwalowy tydzień jest intensywny, ale szybko się kończy. Na ekranie festiwalowego kina biegną napisy końcowe - wymieniono wszystkie osoby zaangażowane w powstanie tego ogromnego przedsięwzięcia: od sponsorów tytularnych po kierowców i wolontariuszy. Publiczność rozchodzi się, ale wielu już bukuje miejsca na przyszły rok. Chcą wracać, bo urzekł ich festiwal i urzekło ich miasteczko. Bo kino ma swoją moc i swoją magię, a także leczniczą moc. Jak pięknie ujął to reżyser Łukasz Ronduda: - Oglądając film, spotykamy się sami ze sobą, z naszymi emocjami. Przeglądamy się w historiach bohaterów filmowych, empatyzujemy z nimi. Na pewno się stajemy bardziej ludzcy, bardziej się czujemy częścią jakiejś wspólnoty, łączymy się przez te filmy z szerszym ludzkim doświadczeniem. One pozwalają nam coś przeżyć, przepracować i mają rolę leczącą. Kino w ogóle ma rolę leczącą.











