Jest wart 100 mln dolarów, jego odnalezienie byłoby sensacją. Gdzie zniknął "Portret młodzieńca"?
Przepadł bez śladu? Został zniszczony czy przywłaszczony? "Portret młodzieńca" Rafaela Santi - dzieło sztuki, które do dziś rozpala wyobraźnię. Symbol grabieży nazistów i polskich strat wojennych. Śledztwo trwa, a pytanie pozostaje niezmienne: czy Rafael kiedykolwiek wróci do domu? - Sprawdzamy wszystkie sygnały. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy pewnego dnia jeden z nich nie będzie tym, na który wszyscy czekamy - mówi w rozmowie z Interią dr Katarzyna Płonka-Bałus, historyczka sztuki i kurator Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Tekst jest częścią akcji "Polska Niezwykła" - cyklu, realizowanego przez redakcję Lifestyle portalu Interia, w ramach którego przybliżamy najróżniejsze miejsca, zjawiska i fenomeny naszego kraju.
Spis treści:
- Dzieło Rafaela w bankowym sejfie? Sensacja, której nie było
- Wielka trójka kolekcji Czartoryskich
- "Portret młodzieńca": symbol polskich strat wojennych
- Zawiłe losy
- Tajemnicza data
- Nowa nadzieja
- List o kosztownościach i cennych obrazach. Nowy wątek w sprawie Rafaela?
- "Wielka trójka" kiedyś spotka się w Krakowie?
- Ile wart jest "Portret młodzieńca"?
- Trudne pytanie i dobre pytanie. Trudno wycenić coś, co zaginęło, nie powróciło.
- A jeśli powróci?
- Są obrazy, które nie mają ceny. Nie powiedziałabym z przekonaniem, ile jest warta "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci. Wartość rynkowa, wartość historyczna, wartość sentymentalna - to różne oblicza tej samej sprawy. W przypadku "Portretu młodzieńca" mamy do czynienia ze stratą wojenną - dziełem zaginionym. Nie wiemy czy bezpowrotnie. Ma więc dla nas wzmożoną wartość sentymentalną, odzwierciedla dzieje naszego muzealnictwa i kolekcji Czartoryskich. Do tego dochodzą ceny aukcyjne dyktowane przez warunki rynku.
Obraz jest więc wart nie mniej niż 100 mln dolarów.
- Na przestrzeni lat pojawiały się głosy, że dzieło nie wyszło spod pędzla Rafaela Santi.
- Mówimy o autorstwie domniemanym. Nie jestem więc pewna, czy "wyceniamy" obraz Rafaela Santi czy "Portret młodzieńca" autorstwa weneckiego malarza z początków XVI wieku. Autorstwo dzieła od początku poddawano w wątpliwość. Jeśli wykreślilibyśmy nazwisko Rafaela, to i cena wyglądałaby inaczej. Proponuję pozostać przy podwójnej wartości: nieobecny i piękny XVI-wieczny obraz. Jest bezcenny, a musiał mieć ogromną siłę przyciągania - bez względu na to, kto go namalował. Wybierając wśród wielu określeń tematu obrazu, ostatecznie pozostajemy z hipotezą Janusza Wałka, który stwierdził, że obraz przedstawia idealne piękno.
- Pytanie, gdzie obraz może się znajdować, jeśli istnieje.
- "Portret młodzieńca", jeśli przetrwał, może być wszędzie, wędruje do prywatnych sejfów, może być obiektem transakcji. Rok temu otrzymaliśmy drogą mailową niesprawdzalną informację, że znajduje się u bardzo bogatego człowieka w Pakistanie. Możliwe? Niemożliwe?
Dzieło Rafaela w bankowym sejfie? Sensacja, której nie było
"Zaginiony obraz Rafaela czeka bezpiecznie w jednym z bankowych sejfów, odnaleziono Portret młodzieńca!". Taka wiadomość zelektryzowała świat sztuki w 2012 roku. Polskie media podawały, że dzieło Rafaela Santi znajduje się w jednym z bankowych sejfów. Resort dyplomacji zdecydowanie zaprzeczył jednak tym doniesieniom.
Chociaż ślad po obrazie zaginął zimą 1945 roku, nie oznacza to, że nic się w jego sprawie nie dzieje. W ciągu ostatnich dziesięcioleci sprawdzano tropy prowadzące do ZSRR, Australii, Stanów Zjednoczonych czy Szwajcarii. Wyobraźnię rozbudzały również pogłoski o zniszczeniu dzieła. Poszukiwania trwają, a stawka jest wysoka: powrót Rafaela do Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

Wielka trójka kolekcji Czartoryskich
"Portret Rafaela, przez niego samego malowany. Kupiony od familii Justynianów przez XX. Adama i Konstantego Czartoryskich" - taką notatkę umieściła Izabela Czartoryska w spisie obiektów eksponowanych w Domu Gotyckim. Obraz trafił do Puław około 1800 roku od weneckiego rodu Giustinianich.
"Portret młodzieńca" wraz z "Damą z gronostajem" Leonarda da Vinci i "Krajobrazem z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta van Rijn tworzył "wielką trójkę", czyli perłę kolekcji Czartoryskich.
Badania obrazu prowadzone od XIX wieku koncentrowały się na dwóch wątkach. Niektórzy badacze kwestionowali, że dzieło namalował Rafael. Jednym z ostatnich był Józef Grabski - historyk sztuki uważał, że obraz namalował malarz działający w latach 20. XVI wieku - najprawdopodobniej uczeń lub naśladowca Sebastiano del Piombo i Parmigianina. Drugim punktem dyskusyjnym była tożsamość przedstawionego młodzieńca.
"Portret młodzieńca": symbol polskich strat wojennych
Najsłynniejszy "symbol strat wojennych" posyła subtelny uśmiech i pewnie spogląda w oczy widzów. Wydaje się w tym wszystkim nieco nonszalancki i zadowolony z siebie. Sportretowany młody mężczyzna ma na sobie luźną, białą koszulę, cętkowane futro, a z lekko pofalowanych włosów zsuwa się czarny beret. W tle rozpościera się pejzaż, w którym dostrzec można zielone drzewa, baszty, mury obronne, kościół, budynki i góry we mgle.
"Nawet przy pobieżnym wertowaniu albumu z reprodukcjami dzieł Rafaela obraz ten przyciąga uwagę czystością kompozycji, precyzją rysunku, naznaczonym srebrzystą, pogodną aurą kolorytem. Urzeka doskonałą, klasyczną harmonią, która charakteryzuje największe kreacje dojrzałego renesansu" - pisał Janusz Wałek w tekście "Rafaela Portret młodzieńca ze zbiorów Czartoryskich".
Kim zatem jest młodzieniec z obrazu? Teorii było wiele. Początkowo uznawano, że to autoportret artysty. Jednym z dowodów miał być wizerunek Rafaela znajdujący się w Galerii Uffizi we Florencji. Do złudzenia przypomina namalowanego młodzieńca. XIX i XX wiek przyniósł kolejne spekulacje. Jedni twierdzili, że na obrazie widnieje włoski arystokrata. Inni zastanawiali się, czy artysta nie uwiecznił swojej kochanki, pozującej do obrazu La Fornarina. Pojawiły się też sugestie, że portret nie przedstawia żadnej z żyjących postaci, lecz ma ukazywać analizowany w kulturze renesansowej obraz idealnego piękna.

Zawiłe losy
Po przyjeździe do Polski "Portret młodzieńca" - podobnie jak inne cenne dzieła z kolekcji Czartoryskich - spokojem cieszył się dość krótko. W 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe, a zbiory zostały ukryte przed wojskami rosyjskimi w Sieniawie. Kolejnym celem podróży stał się Paryż, gdzie wyemigrował Adam Czartoryski. Dzieło ponownie wróciło do Polski pod koniec stulecia i trafiło na ekspozycję w powstałym Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.
Muzeum było bezpieczną przystanią tylko na jakiś czas. Nad Europę nadciągała wojenna zawierucha. Z tego powodu w 1914 roku niektóre obrazy z kolekcji Czartoryskich wysłano do Galerii Drezdeńskiej. Do Krakowa wróciły dopiero sześć lat później. W sierpniu 1939 roku "wielka trójka" ponownie wyruszyła do Sieniawy, zapakowana w metalowej skrzyni z literami "LRR" (skrót pochodził od inicjałów artystów). Niestety, dzieła padły łupem Niemców. Jeszcze jesienią zostały wysłane do Rzeszy - miały uzupełnić kolekcję "Führermuseum" Adolfa Hitlera w Linzu. W 1940 roku nastąpił zwrot akcji i wróciły do Krakowa.
Tym razem stały się ozdobą na Wawelu, gdzie znajdowała się siedziba gubernatora Hansa Franka. W 1945 roku ewakuował się przed zbliżającą się do Polski Armią Czerwoną, a zrabowane dzieła zabrał ze sobą. I tu ślad się urywa, a zaczynają mnożyć hipotezy.
Tajemnicza data
- Po perypetiach sieniawskich obraz stał się przedmiotem pożądania Adolfa Hitlera i Hermanna Göringa. Rywalizowali o niego między sobą. To wprost niesamowite, jak dzieło sztuki może stać się punktem zapalnym. Po zrabowaniu dzieła z Sieniawy, obraz trafił do Jarosławia, a następnie do Krakowa. Następnie do Berlina wywiózł go Kajetan Mühlmann - zarezerwował "Portret młodzieńca" dla Hitlera. Ostatecznie dzieło zdobył Hans Frank. W 1945 roku, w trakcie ewakuacji z Krakowa do skrzyni trafiły najpierw wspólnie trzy arcydzieła z kolekcji Czartoryskich. Transport dotarł do Sichowa, a następnie do zamku w Morawie koło Strzegonia. Obrazy pozostawały w tym miejscu do 25 stycznia 1945 roku. Jednak w dalszej podróży Rafael, który na swoje nieszczęście miał niewygodne wymiary - 59 x 75 cm - nie zmieścił się do skrzyni. Został prowizorycznie zabezpieczony i oddzielony od "Damy z gronostajem" i "Krajobrazu z miłosiernym Samarytaninem" - opowiada dr Katarzyna Płonka-Bałus.
I tutaj ślad "Portretu młodzieńca" się urywa.
- Pomiędzy 25 a 29 stycznia 1945 naziści chcieli ewakuować kolekcję do Neuhaus w Bawarii. Przystankiem był Pałac Schaffgotschów w Cieplicach. 30 stycznia 1945 po rozpakowaniu skrzyń okazało się, że obrazu Rafaela nie ma. Dzieło zaginęło pomiędzy 25 a 29 stycznia 1945 roku. Co się z nim działo? Wydarzenia do dziś są owiane tajemnicą - mówi Płonka-Bałus.

Nowa nadzieja
Przez cały czas pojawiają się jednak różne tropy w sprawie. Kuratorka Muzeum Czartoryskich przyznaje, że należy sprawdzać każdy, nawet najmniejszy. Muzeum przekazuje wszystkie otrzymywane sygnały do Wydziału Restytucji Dóbr Kultury.
- Na portalu Academia.edu jakiś czas temu ukazał się tekst Kirka Clarka, doświadczonego poszukiwacza w zakresie muzealnictwa i historii. Zaginione dzieło Rafaela opatrzył on podtytułem "New hope", czyli "nowa nadzieja". Zatem, chociaż pozornie nic się nie dzieje, stale pojawiają się informacje, sugestie czy wspomnienia, które nie układają się może w dzieje wojenne i powojenne obrazu, ale świadczą o tym, że nie zginął - istnieje w świadomości różnych osób, nie tylko Polaków.
To dziwne "życie po życiu” słynnego portretu jest dla mnie fascynujące
- podkreśla.
List o kosztownościach i cennych obrazach. Nowy wątek w sprawie Rafaela?
Katarzyna Płonka-Bałus przyznaje, że dwa lata temu do Muzeum Czartoryskich przyszedł mail z informacją o pewnym odnalezionym w Niemczech liście. Zdaniem informatorów mógł stanowić ważną informację ,co do losów obrazu wiosną 1945 roku.
- Odkryto list datowany na 2 lub 5 maja 1945 roku. Napisał go młody człowiek, którego zidentyfikowano jako nazistowskiego funkcjonariusza. Został wysłany z farmy pod Dreznem. Mężczyzna relacjonował, że widział trzy paki, w których znajdowały się liczne kosztowności i cenne obrazy z Europy Środkowej.
Mężczyzna napisał, kontynuuje Płonka-Bałus, że jednym z obrazów był "Portret młodzieńca" Rafaela. Miał posiadać liczne pieczątki na odwrociu i pieczęć z numerem 1514. Widniało na nim też zastrzeżenie, że pochodzi z kolekcji Flemingów.

Niestety, nadal trudno ustalić, że to w ogóle był obraz Rafaela z kolekcji Czartoryskich.
- Widziałam reprodukcję fragmentu listu. Oczywiście mogła to być wzmianka o naszym portrecie. Jednak obraz nigdy nie był datowany konkretnie na 1514 rok, nie był też związany z kolekcją Flemingów. Nie ma tu nawet znaczenia, że Izabela Czartoryska pochodziła z tego rodu. Obraz przez nazistów był opisywany zawsze jako własność Muzeum Książąt Czartoryskich. Jego numer katalogowy na liście dzieł zagrabionych z Europy Środkowej wynosił 141. Albo więc list pisał ktoś, kto mógł pomieszać historię i kolekcję, albo chodzi o zupełnie inny obraz. Nie można oczywiście wykluczyć, że było to dzieło Rafaela, ale nie mamy fotografii jego odwrocia. Nie możemy ustalić co widniało na pieczątkach i jakie były oznaczenia. List został upubliczniony, jest też znany polskiemu rządowi i brany pod uwagę. Nie można jednoznacznie potwierdzić, że właśnie dzieło Rafaela widział ów młody człowiek - wyjaśnia Płonka-Bałus.
"Wielka trójka" kiedyś spotka się w Krakowie?
A gdyby okazało się, że jakiś sygnał jednak prowadzi do Rafaela?
- Straty wojenne nie ulegają przedawnieniu. Najpierw trzeba udowodnić, identyczność z dziełem zaginionym i zgłosić do niego prawa. Tu zaczyna się praca wielu ekspertów z różnych dziedzin. Wykorzystuje się różne źródła, sprawdza charakterystyczne cechy, uszkodzenia. Tak, nawet ślady po zniszczeniu przez mole - w przypadku tkaniny - mogą identyfikować przedmiot jako ten właściwy. Potem wszczyna się procedury przewidziane przez prawo i rozpoczyna się proces zwrotu - mówi Płonka-Bałus.
Odnalezienie Rafaela byłoby nie lada sensacją. Jednak jak przyznaje ekspertka, na razie trzeba stąpać twardo po ziemi.
- Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy pewnego dnia jeden z sygnałów nie będzie tym, na który wszyscy czekamy. Moja radość z odzyskania "Portretu młodzieńca" byłaby nie do opisania: oto w naszym skomplikowanym świecie udaje się coś ocalić! Obraz doczekałby się wnikliwych badań, w świecie sztuki znowu by zawrzało: Rafael czy nie Rafael? Pozostawiam sobie miejsce dla radości z każdego odzyskanego obrazu, z powrotu każdego dzieła sztuki. Bo one podzielają w pewnym sensie los ludzi. Obyśmy nie musieli już nigdy więcej przeżywać w przyszłości takich historii, jakie spotkały te obrazy - podsumowuje dr Katarzyna Płonka-Bałus.

Zobacz również:
***
O akcji "Polska Niezwykła"
Czy tylko w wakacje można odkrywać kraj? W żadnym wypadku! Zapraszamy was do "Polski Niezwykłej", krajoznawczego cyklu redakcji Lifestyle portalu Interia. W publikowanych co dwa tygodnie artykułach pokażemy Wam zakątki i atrakcje, o których słyszeli nieliczni, przedstawimy postacie pasjonatów i ludzi o niezwykłych umiejętnościach, skosztujemy specjałów z regionalnych kuchni i sprawdzimy, jak małe, lokalne inicjatywy, potrafią wywoływać wielkie zmiany. Zobacz, jak niezwykła może być Polska.
Jeśli lubisz być na bieżąco z trendami i tematami, które naprawdę mają znaczenie, Styl Interia to dobre miejsce na dalszą lekturę. Zajrzyj po więcej artykułów i wybierz coś dla siebie.










