Izabela Grelowska: Poproszę cię na początek, żebyś się troszkę wytłumaczył z tytułu "Bogowie Polski". Piszesz o czasach, gdy Polski jeszcze nie było.
Szymon Zdziebłowski: - Starałem się znaleźć przejawy duchowości i religijności na terenach objętych obecnymi granicami Polski. Chodziło o zarysowanie zakresu geograficznego tych poszukiwań.
Zacznijmy od wieści sensacyjnych. O figurkach kobiet, takich jak Wenus z Willendorfu, słyszały nawet osoby mało obeznane z archeologią. Okazuje się, że w Polsce też znaleziono figurki Wenus. Czy mógłbyś o nich opowiedzieć?
- Te najstarsze polskie Wenus nie są tak atrakcyjne, to bardzo schematyczne przedstawienia. Kobieta ukazana jest z boku, widać zarys pokaźnych pośladków, nie ma mowy o rysach twarzy. Figurki mają kilkanaście tysięcy lat i formę plakietek. Są płaskie i niewielkie, około 4-6 cm długości, czyli są mniejsze od karty bankomatowej. Ówcześni łowcy i zbieracze, którzy z pewnością sporo się przemieszczali, mogli taką plakietkę bez trudu umieścić za pazuchą. W miejscowości Wilczyce odkryto skupisko około 50 takich figurek wykonanych z krzemienia, które walały się po obozowisku.
Trwają dyskusje, do czego mogły służyć. Wiemy z badań, że nie były narzędziami. Archeolodzy mają metody, które umożliwiają sprawdzenie, czy coś za pomocą danego artefaktu robiono np. ciosano. Te nie noszą śladów używania, niektóre są niedokończone. Ewidentnie były to przedmioty wyjątkowe.
Czy mogły być wykorzystywane w kultach płodności, przedstawiać Boginię Matkę?
- Archeolodzy są dosyć ostrożni w kwestiach interpretacji. Lubią klasyfikować i porównać te figurki, np. jak to wyglądało w Niemczech, jak u nas, które są wcześniejsze, które późniejsze. Mam wrażenie, że trochę obawiają się śmieszności w wyciąganiu wniosków będących próbą wejścia w umysł pradziejowych ludzi. W publikacjach archeologów spotkałem się z teorią, że to mogła to być "fotografia" wybranki, którą łowca zabierał, gdy udawał się na kilka dni na łowy z dala od obozowiska. Istnieje teoria, że była to Bogini Matka związana z kultem płodności. Pojawiają się koncepcje, że te figurki były wykonywane przez kobiety, albo że to są po prostu zabawki.
Obecnie archeolodzy wolą podać kilka możliwych wersji, niż obstawać przy jednej teorii.
Piszesz, że jeżeli archeologowie znajdują coś, czego zastosowania nie potrafią wytłumaczyć, to lubią określać to jako przedmiot kultu. Czy są takie cechy, które mówią nam, że przedmiot na pewno był związany z wierzeniami?
- W późniejszych okresach, kiedy mamy więcej danych, można stwierdzić z większym prawdopodobieństwem, że chodzi o kult. Na przykład tak zwane "polskie piramidy", czyli grobowce kujawskie z czwartego tysiąclecia p.n.e., ewidentnie są związane z kultem pogrzebowym.
Przy tych monumentalnych konstrukcjach, które czasem mają nawet ponad 100 m długości, znajdują się place ceremonialne, zarysy dawnych ognisk, kości zwierzęce, jest ceramika. To z całą pewnością nie była osada, a miejsce oddawania czci zmarłym.
Obrzędy nie kończyły się na pogrzebie. Przy niektórych z tych grobowców były kaplice i wiemy, że przez dziesiątki lat ludzie przychodzili tam, aby w naczyniach ceramicznych składać jakieś dary. Tu wyraźnie mamy do czynienia z rytuałami religijnymi.
Oprócz "polskich piramid" mamy też "polskie Stonehenge". Jeszcze starsze od grobów kujawskich i mocno pobudzające wyobraźnię, bo kręgi w zbożu kojarzą się wielu z lądowaniem kosmitów. Czy tzw. rondele były związane z wierzeniami religijnymi?
- To faktycznie sensacyjne znaleziska ostatnich dekad. Pod koniec lat 90. z lotu ptaka zauważono na polach w województwie lubuskim zarys okrągłej konstrukcji. Zboże w tych miejscach miało inny kolor i wysokość. Odkryto dzięki temu budowle sprzed 7 tys. lat składające się z koncentrycznych kręgów, które tworzyły palisady i rowy. Na terenie Polski udało się namierzyć około 20 takich konstrukcji, ale przebadać wykopaliskowo zaledwie trzy, a jedna z nich okazała się czymś innym.
Rondele zostały wzniesione przez pierwszych rolników, którzy dotarli tu z terenów Anatolii, i są to budowle nawet bardziej zagadkowe niż grobowce kujawskie z czwartego tysiąclecia p.n.e. Trwa wielka dyskusja nad ich funkcją. Wyglądają na ufortyfikowane osady, ale place w środku są puste. Raczej nie są to też refugia, do których można było uciekać z pobliskich wiosek w razie zagrożenia, bo brak umocnionych bram, śladów ataków np. grocików.
Najlepiej przebadany rondel z Nowego Objezierza w zachodniopomorskim jest olbrzymi, ma ponad 100 m średnicy. W rowach, w pobliżu jednego z wejść znaleziono bardzo dużą ilość szczątków kostnych. Były to czaszki bydła, zapewne byków. W Anatolii głowy byków zdobiły domostwa i uważa się, że w neolicie oddawano tam cześć jakiemuś bóstwu pod postacią tego zwierzęcia. Tu mamy nawiązanie do tej symboliki, być może w rowach składano ofiary z byczych łbów. Jeden z archeologów twierdzi, że mogły odbywać się tam rytuały o niemal teatralnym charakterze.
Według innej koncepcji rowy związane są z przywództwem. Wykopywano je, kiedy pojawiał się nowy wódz. Wiemy, że rowy wykopywane były co kilkadziesiąt lat, potem je odkopywano, by po jakimś czasie znów zakopać. Działy się tu rzeczy trudne do prostej interpretacji.

Rzuca się w oczy, że odkryć archeologicznych w tym bardzo sensacyjnych jest w ostatnich latach jest bardzo wiele. Dlaczego tak się dzieje?
W pewnym momencie nastąpiła eksplozja nowoczesnych metod naukowych. Mówimy o genetyce, badaniach lotniczych, i to nie tylko takich, że spoglądamy z pokładu samolotu i robimy zdjęcia, ale mamy obrazowanie satelitarne i skanowanie laserowe.
Na przykład w Polsce dzięki skanowaniu laserowemu wykryto dziesiątki obiektów megalitycznych, również na terenach, gdzie się ich nie spodziewano.
Przeskoczmy o kilka tysięcy lat do czasów tuż przed chrztem Polski. Tu chyba wiemy sporo? W księgarniach można bez problemu kupić różne mitologie słowiańskie.
- To prawda, słowiańskie mity i słowiańszczyzna stały się bardzo modne, a publikacje zalały rynek wydawniczy. A jednak ostatni rozdział książki zabrał mi najwięcej czasu i był najtrudniejszy, mimo że można by pomyśleć, że jest najwięcej źródeł i rekonstrukcja panteonu słowiańskiego powinna pójść bez problemu. Ale Słowianie sprzed nastania chrześcijaństwa na naszych terenach nie znali pisma, więc wszelkie informacje, które mamy, dotarły do nas za pośrednictwem ludzi, którzy obserwowali Słowian. To są strzępki wiadomości. Ktoś wspomniał o Ślęży, świętej górze, ale nic więcej nie dodał, ktoś inny opisał jakieś sanktuarium, ale na Połabiu. Całkiem sporo wiemy o wierzeniach Słowian właśnie z terenów Połabia, czyli północnych Niemiec, trochę źródeł oświetla nam słowiańszczyznę wschodnią, w rejonie Rusi Kijowskiej.
Posiłkujemy się tymi informacjami, próbując zrekonstruować wierzenia Słowian naszych terenów. Oczywiście kiedyś tych granic nie było, więc można by uznać, że z grubsza wierzenia Słowian wyglądały tak, jak na Połabiu, czy w rejonie Rusi Kijowskiej. Problem w tym, że w obu tych miejscach nieco się one od siebie różniły.
Jak zatem rekonstruować to, co się działo nad Wisłą czy Odrą? Czy mamy wyciągnąć średnią?
To wygląda na spore trudności.
- Ich najlepszym przykładem jest posąg tzw. Światowida ze Zbrucza. Obecnie, można go zobaczyć w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Ma 2,5 metra wysokości, a z górnej części spoglądają na cztery strony świata zasępione postaci bóstw. Został wydobyty w XIX wieku z rzeki Zbrucz, na terenie obecnej Ukrainy, i nazwany Światowidem. Jednak bóg Światowid na Rusi Kijowskiej nie występował, był znany z terenów Połabia. Niektórzy twierdzą, że odpowiednikiem Światowida na Rusi Kijowskiej był Perun, mielibyśmy więc Peruna ze Zbrucza. Poza tym wysunięto teorię, że ten zabytek jest XIX-wiecznym fałszerstwem. Jest tu mnóstwo pułapek.
Jednak wierzenia Słowian chyba łatwiej odtworzyć niż te sprzed kilku tysięcy lat. Naukowcy zapewne mają na to metody?
- Religioznawcy próbują posiłkować się folklorem i analizują zapiski etnografów z XIX wieku i zestawiają je z danymi archeologicznymi oraz pisanymi źródłami
średniowiecznymi, które też są z reguły dosyć późne. Mamy na przykład Jana Długosza, który dość szczegółowo opisał bogów słowiańskich, ale zrobił to dopiero w XV wieku. Nie wiemy na czym się opierał, ale zrobił to przez porównanie do panteonu rzymskich bogów, dlatego naukowcy są bardzo sceptyczni, czy można w ogóle wierzyć takiej wizji pogańskich bogów Słowian.
Na podstawie tych trzech filarów - folkloru, etnografii i źródłem pisanych - próbuje się dokonywać rekonstrukcji panteonu słowiańskiego, ale nie można tu wszystkiego powiedzieć na pewno. Wiemy, że bogów słowiańskich było przynajmniej kilkoro, ich świat był złożony i ciekawy, ale z pewnością urozmaicony i niejednorodny - różny w zależności od rejonu słowiańszczyzny.










