Anglik ożenił się z Polką: Wielka Brytania straciła tożsamość. Nie dziwię się, że emigrujemy
Darren, Brytyjczyk, który poślubił Polkę, dzieli życie między dwa kraje. Na Instagramie śledzimy jego (naprawdę imponujące!) próby radzenia sobie z językiem polskim. W rozmowie opowiedział nam, co najbardziej ceni w kraju swojej żony i jego mieszkańcach oraz jak ocenia współczesne trendy migracyjne. Czy rodacy faktycznie rzadziej wyjeżdżają do Anglii za pracą? O tym i wielu innych kwestiach rozmawiamy z Darrenem.

Karolina Wachowicz, Interia: Jak poznałeś swoją żonę i co sprawiło, że zdecydowałeś się na związek międzykulturowy?
Darren Pascoe: Poznaliśmy się dzięki wspólnemu znajomemu. Umówiliśmy się na "szybką kawę", która przeciągnęła się aż do zamknięcia lokalu - to był pierwszy znak, że wydarzy się coś ważnego. Rozmawialiśmy bez przerwy i szybko staliśmy się sobie bliscy. Spotykaliśmy się jeszcze przez kilka lat, ale już wtedy czułem, że Gosia jest tą jedyną. Pobraliśmy się w 2024 roku nad jeziorem, w wyjątkowej scenerii.
Na ślub do Polski przyjechała liczna brytyjska ekipa - nikt z nich wcześniej nie był na takim weselu. Pod koniec nocy wszyscy byli zachwyceni i lekko oszołomieni. To spotkanie kultur wypadło naprawdę pięknie. Pochodzę z Kornwalii, regionu o silnych celtyckich tradycjach, dlatego ja i moi drużbowie wystąpiliśmy w tartanowych kiltach symbolizujących nasze korzenie. Kiedy tata Gosi zapytał, czy też może taki założyć, poczułem ogromne wzruszenie - to był najpiękniejszy znak połączenia naszych rodzin.
Jak ktoś żyjący między polską a angielską kulturą postrzega Polskę ogólnie - co najbardziej cię zaskakuje?
Uwielbiam Polskę! Otworzyła przede mną cały nowy świat. Polacy są bardzo gościnni i opiekuńczy - nigdy nie wyszedłem z polskiego domu głodny. Polska gościnność jest nie do pobicia. Za każdym razem, gdy tutaj jestem i nadchodzi czas powrotu do Anglii, czuję się smutny. Zdecydowanie widzę nas w Polsce na stałe w niedalekiej przyszłości.
Jaki jest twój codzienne życie, balansując polskie i angielskie wpływy - czujesz się bardziej jak w domu w jednej kulturze?
Dzięki żonie poznałem wspaniałych przyjaciół z jej kraju. Mamy też szczęście, bo niedaleko znajduje się sklep z polskimi produktami, do którego regularnie zaglądamy, więc w naszej kuchni nigdy ich nie brakuje. Nawet mieszkając w Wielkiej Brytanii, pielęgnujemy tradycje znad Wisły - w wigilię przygotowujemy klasyczną kolację (choć bez karpia w wannie), a następnego dnia świętujemy już po brytyjsku. To wymaga więcej przygotowań, ale zdecydowanie jest tego warte.
Moja rodzina z Anglii uwielbia przychodzić na wigilijny wieczór, żeby przeżyć coś nowego. Coraz częściej mam też poczucie, że mentalnie bliżej mi do kultury mojej żony, bo odnoszę wrażenie, że współczesna Wielka Brytania w pewnym stopniu zatraciła własną tożsamość.

Co najbardziej lubisz w Polsce?
Polska dała mi moją piękną żonę! To numer jeden. Jest tyle rzeczy w tym kraju, które uwielbiam - na przykład jedzenie jest niesamowite. Piwo jest nie do pobicia w porównaniu z tym, co mamy w Anglii. Uwielbiam odwiedzać różne miejsca w Polsce. Lubię uczyć się o historii i kulturze. Polska ma mnóstwo niesamowitych budynków, a ulice zawsze są czyste.
No dobrze, a co z angielskiej kultury bardziej ci odpowiada?
Chociaż uwielbiam polskie jedzenie, trudno mi sobie odmówić typowego, angielskiego grilla w niedzielę.
Czy twoja żona jest szefem w związku (my Polki lubimy rządzić!), czy dzielicie się rolą lidera?
Ja noszę spodnie w naszym związku… ale Gosia wybiera, które.
Czuję bliskość z Anglikami, bo studiowałam w twojej ojczyźnie. Uważam, że Polacy i Brytyjczycy dobrze się dogadują i mają podobne poczucie humoru. Co o tym myślisz?
Rzeczywiście, zgadzam się. Zawsze czułem się swobodnie w towarzystwie Polaków. Pracowałem z kilkoma i szybko zauważyłem, że mamy bardzo podobne poczucie humoru. Lekko ironiczne, zwłaszcza po bliższym poznaniu.
Czy doświadczyłeś (a właściwie doświadczyliście) rasizmu w Wielkiej Brytanii z powodu małżeństwa lub pochodzenia?
Szczerze mówiąc, nie - nie doświadczyliśmy rasizmu z powodu naszego małżeństwa czy pochodzenia. Nasze doświadczenia w Wielkiej Brytanii są bardzo pozytywne. Jeśli już, to ludzie są zwykle ciekawi i zainteresowani. To nie ma negatywnego wydźwięku. Myślę, że prawdziwe życie jest często dużo spokojniejsze niż to, co czasem widzisz online czy w nagłówkach.
Jakie stereotypy o Polakach słyszałeś w Anglii i które są całkowicie nietrafione?
W Anglii czasem słyszysz stereotypy, że Polacy przyjeżdżają tylko do pracy fizycznej albo że są zamknięci społecznie, ale z mojego doświadczenia to zupełnie nietrafione. Okazało się, że Polacy są niesamowicie pracowici, rodzinni i często bardzo dobrze wykształceni. Gdy naprawdę poznasz ludzi, te stereotypy szybko "znikają".

Kiedyś Polacy, niemal masowo, wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii do pracy. Teraz wydaje się, że jest odwrotnie - Brytyjczycy opuszczają kraj. Jak oceniasz obecne trendy migracyjne?
To ciekawe, jak bardzo zmieniły się realia. Kiedyś wielu Polaków wyjeżdżało do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pracy i szans. Dziś coraz częściej to Brytyjczycy rozglądają się za lepszą jakością życia poza krajem. Polska mocno się rozwinęła i przyciąga stylem życia, kulturą oraz silnym naciskiem na rodzinę.
Wielu ludzi na Wyspach nie postrzega już swojego kraju jako najlepszego miejsca do wychowywania dzieci. Coraz częściej patrzą na Polskę z uznaniem - czasem nawet z nutą życzliwej zazdrości - i chcieliby widzieć u siebie podobne zmiany. Dlatego rosnące zainteresowanie przeprowadzką wcale mnie nie dziwi.
Czy przydarzyły ci się śmieszne sytuacje wynikające z różnic kulturowych w rodzinie?
Mój tata odwiedził nas kiedyś w Polsce. Nigdy nie był wielkim amatorem alkoholu. W restauracji poprosił o wodę, ale słowa "woda" i "wódka" brzmią dla obcokrajowca bardzo podobnie, więc kelner przyniósł mu sporą szklankę wódki. Wziął duży łyk - jego mina była bezcenna.
Kiedy prosiłem tatę Gosi o jej rękę, musiałem posłużyć się tłumaczem Google, który nie zawsze działa idealnie. Słuchanie, jak komunikat jest odczytywany po drugiej stronie, dłużyło się niemiłosiernie. Nigdy wcześniej tak się nie stresowałem. Mogłem tylko mieć nadzieję, że sens został zachowany. Ojciec Gosi uśmiechnął się i podał mi rękę, więc uznałem, że się zgadza. Chwilę później szwagierka wyjaśniła, że zgoda będzie ostateczna dopiero wtedy, gdy wypiję z nim whisky.
Wyciągnął dziesięcioletnią butelkę, trzymaną na specjalne okazje. Tego dnia zrozumiałem jedno - wspólne picie z polskim teściem powinno mieć własne ostrzeżenie zdrowotne.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże











