Ela Romanowska i Darek Wardziak: Wystarczy impuls, a ludzie zaczynają pomagać
Program "Nasz Nowy Dom" od lat odmienia życia rodzin, które znalazły się w trudnej sytuacji, dając im nie tylko wyremontowany dom, ale i nowy start. Ela Romanowska i Darek Wardziak opowiadają o kulisach pracy przy metamorfozach, wyzwaniach, jakie przyniesie nowy sezon programu, oraz o tym, czym jest dla nich pomaganie przed i poza kamerami.

Katarzyna Drelich: Spotykamy się jeszcze w zimowej aurze, więc myślę o tym, że przecież remontowanie domu przy takich temperaturach to ogromne wyzwanie. Jakie warunki były dla was najtrudniejsze podczas nagrań - nie tylko w tym, ale też w poprzednich sezonach "Nasz Nowy Dom"?
Ela Romanowska: Teraz rzeczywiście jest ekstremalnie, bo temperatury bardzo utrudniają pracę. Zdarza się, że ekipa pracuje nawet przy minus 20 stopniach. To jest ogromne wyzwanie, zwłaszcza gdy trzeba na przykład pomalować elewację. Ostatnio mierzyliśmy się z taką sytuacją, że chłopaki musieli pomalować elewację, ale farba po prostu nie zasychała. Temperatura była zbyt niska albo wilgotność zbyt wysoka. Trzeba było specjalnie zabezpieczyć dom i wstawić nagrzewnice, żeby w ogóle dało się pracować. Innym razem temperatury zaczęły być dodatnie i była odwilż, przez co wszędzie była wilgoć i ogromne ilości błota, co też bardzo utrudniało pracę . Zimą również dużym problemem jest remont dachu. Trzeba go zrobić, a pada śnieg. To nie tylko kwestia dyskomfortu, ale, co najważniejsze, kwestia bezpieczeństwa osób na nim pracujących. Jest ślisko, cały czas sypie, jest przenikliwie zimno. Chłopaki marzną i przemakają, to naprawdę ciężkie warunki.
Darek Wardziak: Ja się wtrącę, bo kiedyś rozmawiałem z chłopakami na ten temat i powiedzieli mi coś takiego: Darek, jak jest gorąco, to już bardziej się nie rozbierzesz. A jak jest zimno, to zawsze można się cieplej ubrać.
Ale można się też poślizgnąć.
Darek: To jest trochę żart, ale coś w tym jest. Pada deszcz, a my naprawiamy dach. Jaki jest plus tej sytuacji? Możemy od razu sprawdzić, czy dach jest szczelny. Zawsze staramy się znaleźć jakiś plus w danej sytuacji. Choć wiadomo, że mróz nie jest dobrym towarzyszem pracy. Metabolizm człowieka na zimnie zwalnia, ruchy stają się wolniejsze, wszystko idzie ciężej. Ale szczerze mówiąc, chyba jeszcze nigdy pogoda nie sprawiła, żeby coś nam się nie udało.
Ela: Choć czasami musieliśmy zmieniać plany, bo w takich warunkach jak teraz praca była po prostu bardzo trudna i na przykład pomalowanie całego domu z zewnątrz było po prostu niemożliwe.
A czy w sytuacjach awaryjnych zdarza się, że przedłużacie realizację i projekt trwa dłużej niż planowane pięć dni?
Ela: Nie, odkąd jestem w programie, nie przypominam sobie takiej sytuacji.
Darek: Ja też nigdy nie o tym słyszałem. Tutaj duży ukłon dla Przemka, Wieśka i ich ekipy. To oni mają największy ogrom pracy, a ich wiedza sprawia, że prace nie tylko są wykonane w wyznaczonym czasie, ale też udzielają na nie gwarancji. Widzowie powinni wiedzieć, że to nie jest robione tylko pod kamerę i żeby ładnie wyglądało - to musi po prostu działać.
Ela: No i ty też bierzesz odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak. Każdy tutaj odpowiada za swoją część pracy.
Darek: Trochę jest tak, że ludzie myślą: to tylko program telewizyjny, przyjechali, zrobili swoje i poszli, a potem wszyscy o tym zapominają. A to tak nie działa. Kiedy mówimy, że robimy dobro, to naprawdę je robimy. Zostawiamy tych ludzi z wyremontowanym, sprawnym domem, który ma im służyć na lata. Naprawdę rzadko zdarzają się sytuacje, że musimy gdzieś wracać i coś poprawiać. Wynika to częściowo z naszego doświadczenia i pracy w określonym czasie, a częściowo z zaangażowania chłopaków od Wieśka i Przemka. Oni zawsze wszystko dokładnie przemyślą. Architekci planują, gdzie kupić wszystkie meble, tak żeby całość była funkcjonalna.

Ela: Czasami oczywiście coś zawodzi. Na przykład pogoda może pokrzyżować plany, coś nie dojedzie, bo droga jest zasypana. Ale tak jak mówimy, wszystko dzieje się w te pięć dni, więc nie ma opcji, żeby było inaczej i żeby wszystko było idealne. W takich sytuacjach pozostaje czas na improwizację.
Darek: Trzeba też nadmienić, że hasło "Robimy dla programu Nasz nowy dom" działa w niektórych sklepach jak magiczne zaklęcie. Tak naprawdę potrafimy dzięki temu wyciągnąć rzeczy "spod ziemi", żeby wszystko było dostępne. To na pewno ułatwia pracę. Mam też takie sytuacje, że brakuje np. konkretnej płyty w hurtowni.
Wystarczy powiedzieć „to do programu Nasz nowy dom” i nagle wszystko się załatwia - płyta jest gotowa do odbioru już następnego dnia. Trochę to działa jak magia. I naprawdę ułatwia nam logistykę i transport, bo to hasło potrafi sprawić cuda w spedycji.
Ela: Wspólnie robimy dobro, a nawet takie rzeczy jak przyspieszenie czy załatwienie czegoś "spod ziemi", jak to pięknie określił Darek, też są formą pomocy.
I się udaje. Jesteście w tym duecie już prawie półtora roku. Chciałam zapytać o Waszą współpracę - co was w sobie nawzajem irytuje, a co podziwiacie i z czego wzajemnie czerpiecie?
Ela: Mnie na przykład wkurza, że z Darkiem mam tak mało wspólnego.
Darek: Tak, ale od początku chcieliśmy mieć też wspólne sceny, nie tylko łączenia telefoniczne. Chcieliśmy pokazać, że na planie jesteśmy jak starzy, dobrzy znajomi, którzy razem mogą zrobić wszystko. Trochę nam tego oczywiście brakuje, że nie zawsze jesteśmy razem. Ja natomiast naprawdę podziwiam Elę za empatię do naszych bohaterów. Przechodzi z nimi przez wszystkie problemy, wysłuchuje ich, kiedy wchodzimy z remontem.
Ona zawsze jest na pierwszej linii, ale przy tym ma ogromne pokłady cierpliwości i wsparcia. I za to ją podziwiam.
Ela: Ale ty też tego doświadczałeś. Były momenty, kiedy Darek razem z ekipą podchodził do domu czy mieszkania, które pokazywałam. Pamiętam mieszkanie pod Wrocławiem. Widziałeś wtedy, w jakich warunkach mieszka rodzina, zobaczyłeś pokój dziewczynki. Darek ma niesamowite poczucie humoru, które nas ciągnie - oboje mamy podobne podejście, szklanka dla nas jest raczej do połowy pełna niż pusta.
Po raz pierwszy jednak widziałam Darka naprawdę wzruszonego. Pamiętam, co wtedy powiedział: chciał zrobić mebel dla tej dziewczynki. "Cokolwiek sobie wymyślicie, zrobię, ale proszę, pozwólcie mi zrobić mebel dla niej". I tak powstała komoda, którą sam wykonał.
Darek: Aż mam ciarki, jak to wspominasz. Ale wiesz, Ela, możemy się czasem kłócić, ja mam duże poczucie humoru, ale bywają momenty, kiedy trzeba spojrzeć na to z drugiej strony, z tej tragicznej, że naprawdę ludzie tak żyją.

Od dawna przeżywam to, że żyjemy w XXI wieku, a sposób, w jaki niektórzy ludzie mieszkają i funkcjonują, jest dla mnie niewyobrażalny. Siedzimy w ciepłych mieszkaniach w dużych miastach, a oni… ja widzę, jak mieszkają, a ty dodatkowo słuchasz ich historii i widzisz łzy w ich oczach. Nie wiem, czy byłbym w stanie to udźwignąć. Te łzy… ja chyba płakałbym razem z nimi.
Ela: Ale zdarza się, że ja też płaczę. Płaczą też nasi widzowie przed telewizorami bo trudno przejść obojętnie obok tak bolesnych historii naszych rodzin .
Darek: W sumie dziś facet nie powinien mówić, że boi się łez.
Ela: Darek, no to jest dzisiaj właśnie bardzo atrakcyjna cecha! To świadczy o wrażliwości, kobiety to kochają.
Darek: Chodzi o to, że ten projekt naprawdę niesie ze sobą wiele - nie tylko dobro, ale też ogrom pracy i bagaż emocjonalny. Wszystko to wraca do nas w momencie, kiedy jako ekipa oglądamy odcinek w telewizji. Czasem patrzymy i przypominamy sobie trudne momenty, tragedie, z którymi się mierzyliśmy. Ale przede wszystkim widzimy efekt końcowy - łzy ludzi, radość dzieciaków w nowych pokojach, moment, w którym ich życie nabiera nowego sensu.
My przy tym pracujemy, ale dopiero jako widzowie możemy w pełni docenić efekt końcowy. I to jest niesamowite doświadczenie.
Czego was ten program nauczył - zarówno o ludziach, którzy żyją w zupełnie innych warunkach niż te wielkomiejskie, jak i o was samych? Czego dowiedzieliście się o sobie, dołączając do tego programu?
Darek: Mnie ten program na pewno nauczył tego, że nie można oceniać osoby, zanim nie poznamy jej historii. Nie znamy przecież wszystkich wydarzeń w jej życiu. Dopiero kiedy wysłuchamy, co się działo, możemy zrozumieć, jak ktoś żyje. Program nauczył mnie patrzeć na ludzi szerzej, nie tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i wyobrażeń.
Ela: Absolutnie się z tobą zgadzam, nie ocenia się książki po okładce. Mnie ten program przede wszystkim nauczył doceniać to, co mam. Teraz doceniam to jeszcze bardziej. Moim największym problemem jest to, gdzie pojadę na wakacje albo kiedy w ogóle znajdę na nie czas, a nie czy będę w stanie kupić leki dla siebie czy dla taty. To są rzeczy, które naprawdę ściskają serce. Nikt nie powinien być w sytuacji, w której musi wybierać między lekami, które ratują życie jego lub bliskiej osoby.
Wiele historii utwierdza mnie w przekonaniu, że najważniejsza jest rodzina. Straszne rzeczy mogą nas spotkać, ale ze wsparciem bliskich da się je przetrwać, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe.
Widziałam wiele osób, które same by sobie nie poradziły. Ja na ich miejscu na pewno bym nie dała rady. Dlatego warto doceniać ludzi wokół siebie. Dla mnie rodzina to nie tylko więzy krwi, ale też przyjaciele.
Mam cudowną rodzinę i wspaniałych ludzi, którzy są moją rodziną z wyboru. To ważne, żeby o tym przypominać.

Program jest już 13 lat na antenie. Co waszym zdaniem sprawia, że widzowie cały czas wracają, kochają go i wciąż oglądają?
Ela: To, że niesiemy dobro. Moim zdaniem to jest najważniejsze - ludzie chcą pomagać. W życiu mamy mało historii z happy endem, a tu przynajmniej w tej jednej dziedzinie jest on możliwy. Oczywiście nie sprawimy, że znikną wszystkie problemy, które dręczą rodzinę, ani że bliscy, którzy odeszli, powrócą. Ale mamy moc, żeby zmienić ten jeden aspekt, który najbardziej ich dotyka - brak odpowiednich warunków i własnego miejsca. To nasz happy end, który przyciąga widzów.
Darek: Też mi się tak się wydaje. Ja dzielę widzów "Naszego Nowego Domu" na trzy grupy. Pierwsza to osoby pełne empatii, które chcą poznać historie ludzi, którym pomagamy. Druga grupa chce zobaczyć, jak powstaje remont i jak przebiega cała praca. Trzecia grupa interesuje się ekipą, energią, poczuciem humoru, a także tym, że wciąż są dobrzy ludzie na świecie.
W programie coraz częściej spotykamy się też z rodzinami osobiście. Wtedy okazuje się, że nawet rodzina, która wydawałaby się samotna, nagle zyskuje wsparcie od innych. Wystarczy impuls, a ludzie zaczynają pomagać.
***
Jeśli mieszkasz w trudnych warunkach i potrzebujesz realnej pomocy - nie zwlekaj. A może znasz kogoś, kto każdego dnia zmaga się z brakiem podstawowych warunków do życia? Nasz nowy dom to szansa na zmianę, konkretne wsparcie i nowy start. Czasem jeden krok wystarczy, by odmienić naprawdę wiele. Zgłoszenia do programu przyjmowane są pod adresem: nnd@nnd.com.pl












