Grażyna Hase urodziła się 12 stycznia 1939 roku w Warszawie. Tak naprawdę ma na imię Maria, ale jej ojciec, Karol, nigdy nie lubił tego imienia i wołał na córkę Grażynka - tak miała na drugie.
"Ojciec, Karol Hase, miał pochodzenie niemieckie i do tego był ewangelikiem, co by bardzo Niemcom pasowało w czasie okupacji, ale nie chciał być Niemcem, odmówił podpisania folkslisty i od razu zabrali go do Buchenwaldu, potem do Mauthausen. Mama miała krew węgierską, bo babunia Katarzyna była w połowie Węgierką. Zawsze miała artystyczny bałagan. To się jakoś we mnie odzywa, jednak wygrywa porządek. Poza tym w czasie wojny myśmy wszystko stracili. Do zera. Pozostał rulon tasiemki z wzorem i nadpaloną metką. Mama poszła w gruzy szukać, znalazła tylko to" - wspominała w wywiadzie dla magazynu "Zwierciadło".
W czasie wojny Grażyna, wraz z mamą i siostrą, trafiła do austriackiego obozu pracy niedaleko Wiednia. Była za mała, by pracować, ale mama i siostra codziennie odrabiały swoją szychtę w fabryce. Po wojnie nie chcieli wracać do Warszawy - gdy tylko Karol otrzymał propozycję objęcia posady dyrektora w Państwowej Wytwórni Optycznej w Jeleniej Górze, natychmiast z niej skorzystali. Finalnie wrócili jednak do stolicy.
Zobacz również: Małgorzata Niemen: Twarz lat 70. i muza swojego męża
Grażyna Hase: Kultowe kolekcje "szkockiej królowej"
Moda była Grażynie pisana - od dziecka eksperymentowała ze swoim wyglądem i nie bała się mocnych stylizacji. Ze studniówki wyproszono ją za przyjście w bluzce bez rękawów, a na lekcji przysposobienia wojskowego pojawiła się w wąskiej spódnicy z rozcięciem. Zawsze zwracała na siebie uwagę.
W październiku 1957 roku po raz pierwszy pojawiła się na okładce "Przekroju" (autorem zdjęć był Wojciech Plewiński). Kilka miesięcy później z Grażyną skontaktowała się koleżanka i poinformowała ją, że jej ciotka, Zofia Kozicka, szefowa w Odzieżowym Laboratorium Spółdzielczości Pracy, szuka modelki na Targi Poznańskie. Hase skorzystała z zaproszenia i wypadła tak dobrze, że zaproponowano jej wyjazd na międzynarodowy pokaz mody w Budapeszcie. W tym samym roku dostała etat w Odzieżowym Laboratorium Spółdzielczości Pracy Kozickiej. Radziła sobie świetnie, więc dość szybko posypały się propozycje od kolejnych przedsiębiorstw: Telimeny, Ledy czy Warszawskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego imienia Obrońców Pokoju. Regularnie brała też udział w sesjach dla takich czasopism jak: "Przyjaciółka", "Kobieta i Życie" czy "Express Wieczorny".
Grażyna Hase mocniej związała się też z "Przekrojem", od którego wszystko się zaczęło. Rubrykę o modzie prowadziła w nim wtedy Barbara Hoff, która zachwyciła się Grażyną. Podpisywała ją nawet z imienia i nazwiska, co nie było wcześniej powszechną praktyką. Otrzymała również pracę na pół etatu w Modzie Polskiej, w której dyrektorką artystyczną była Jadwiga Grabowska, nazywana "polską Coco Chanel".
Grażyna Hase uczestniczyła w wielu polskich i zagranicznych pokazach mody m.in. w Berlinie, Moskwie i Budapeszcie. W tym czasie rozpoczęła studia na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, najpierw na Wydziale Architektury, a potem Grafiki.
Z pobytu w ZSRR, w sierpniu 1967 roku, przywiozła oryginalne rosyjskie czapki i zastanawiała się, jak może je wystylizować.
"Usiądź i narysuj, a nuż coś ci wyjdzie" - powiedział jej poślubiony kilka miesięcy wcześniej mąż, Włodzimierz Bielicki, reżyser i scenograf. Postanowiła spróbować.
Pierwsze projekty Grażyna rysowała na serwetkach podczas obiadu. Pokazała je Józefowi Syroce, dyrektorowi Warszawskich Zakładów Przemysłu Odzieżowego, które wówczas przemieniano w Zakłady Przemysłu Odzieżowego Cora. Docenił on pomysły Hase i zgodził się, aby w ramach zbliżającej się pięćdziesiątej rocznicy rewolucji październikowej zorganizować pokaz mody.
Hase miała tylko dwa tygodnie na przygotowanie pokazu - pracowała więc dzień i noc, pomagał jej mąż i koleżanki - modelki. Ambicje były ogromne - chcieli stworzyć coś, czego w Polsce jeszcze nie było. Pokaz odbył się 7 listopada 1967 roku w warszawskim klubie Dziekanka. Modelki chodziły po wybiegu w rytm rosyjskich utworów ludowych w bigbitowym rytmie czy coverów The Beatles i prezentowały stroje, nawiązujące do historii i kultury rosyjskiej i inspirowane postaciami Anny Kareniny, komisarza Siemiona Budionnego oraz Włodzimierza Lenina.
Kolekcja zatytułowana "Kozak Look" zyskała bardzo przychylne recenzje. O wydarzeniu pisały nie tylko krajowe pisma, lecz także zagraniczne, w tym angielski "The Sunday Telegraph". O Hase zrobiło się głośno.
Podczas pokazu projektantka wystąpiła w stroju à la Lenin - zamiast spodni miała na sobie mini. Mogło skończyć się skandalem.
"Gdyby ktoś uznał, że kpię sobie z Lenina straciłabym wszystko. Balansowałam na krawędzi skandalu, ale cały czas różne rzeczy uchodziły mi na sucho" - wspominała w wywiadzie dla "Vivy".
Rok później modelka i pełnoprawna już projektantka stworzyła kolejną, kultową dziś kolekcję. Zainspirowała się Defiladą Tysiąclecia, zorganizowaną w ramach uczczenia milenium polskiej państwowości i dwudziestopięciolecia Ludowego Wojska Polskiego. Tak powstała, uszyta przez warszawskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego Cora kolekcja "militarna", która obejmowała płaszcze, buty z wysokimi cholewkami i nakrycia głowy, np. konfederatki. Dominowały barwy kojarzone z militariami, ale także granat, żółć i czerwień. Gdy kolekcja trafiła do sklepów, została wyprzedana w godzinę.
W 1969 roku Hase nawiązała współpracę z Cepelią. Początkowo tworzyła kożuchy (sprzedawano je nawet w salonie Cepelii w Nowym Jorku przy słynnej Piątej Alei), później aksamitne sukienki zdobione kaszubskim haftem, spódniczki mini szyte z tradycyjnych materiałów ludowych, sukienki zszywane z żakardowych taśm - krajek, wykorzystywanych w ludowym stroju krakowskim.
W 1975 roku zaprojektowała "Błękitną strzałę" - kolekcję z niebieskiej dzianiny. Była ona niejako odpowiedzią na ogromnie zapotrzebowanie na dżins - materiał, który w latach 70. był, niespełnionym często marzeniem polskich nastolatków. Hase zaprojektowała więc sportowe ubrania dla dziewcząt i chłopców z błękitnej dzianiny - sukienki, szorty i spodnie dzwony szybko zyskały status kultowych. Projektantka chętnie sięgała także po kratę, a ponieważ w latach 80. i 90. wzór ten zdominował jej kolekcje, zaczęto ją nazywać "szkocką królową".

Grażyna Hase - ta, która ubrała polskie stewardessy, sportowców i największe gwiazdy
Ważnym momentem w karierze Grażyny Hase była praca dla Polskich Linii Lotniczych LOT w 1978 roku. Stworzyła wtedy autorskie uniformy dla personelu polskich samolotów. Stewardesom zaproponowała dwie spódnice - wąską oraz z kontrafałdami i trzy bluzki - białą, w błękitne prążki oraz w groszki. Dla każdej z nich przygotowała także płaszcz z kapturem i czapkę przypominająca dżokejkę. Piloci otrzymali klasyczne płaszcze i "kapitańskie czapki".

Hase nie bała się wyzwań. Ubierała pracowników hotelu Forum, hotelu Victoria, zaprojektowała kombinezony dla pracowników Zakładów Mleczarskich Wola, dla polskiej sportowej reprezentacji na zimowe igrzyska olimpijskie w Salt Lake City, rajdowców czy pielęgniarek z Jeleniej Góry. Projektowała stroje do filmów i przedstawień teatralnych, choćby do kultowego "Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka" w reżyserii Jerzego Gruzy w 1976 roku. To ona jest autorką słynnej sukni w kształcie motyla, którą nosiła w filmie Irena Jarocka. Ubierała też Annę Jantar, Halinę Frąckowiak, Krzysztofa Krawczyka czy zespół 2 plus 1.
Zaproszono ją z projektami do Szwajcarii. W latach 70. odbyły się jej pokazy w Toronto, Berlinie, Wiedniu, Nowym Jorku, Mediolanie i Moskwie.

Nie wszyscy wiedzą, że to właśnie Hase "odkryła" dla świata mody Małgorzatę Niemen oraz Katarzynę Butowtt. W latach 80. była dyrektorem artystycznym spółdzielni odzieżowej Moda i Styl, a pod koniec lat 70. prowadziła w "Sztandarze Młodych" rubrykę "Boutique Grażyny Hase".
Stworzyła i prowadziła sklep Bawełniany Świat Grażyny Hase przy ulicy Grójeckiej oraz (od 1980) autorską galerię mody Galeria Grażyny Hase w kamienicy Panczakiewicza przy ul. Marszałkowskiej 6, uznaną zresztą później za warszawską historyczną pracownię artystyczną.
W 2022 roku Muzeum Warszawy zaprezentowało ekspozycję pod tytułem "Grażyna Hase. Zawsze w modzie". Wydarzeniu towarzyszyło stworzenie obszernej publikacji pod redakcją Agnieszki Dąbrowskiej. W Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu od września do grudnia 2024 roku trwała wystawa "Grażyna Hase. Rewolucjonistka mody".
Grażyna Hase wciąż projektuje, choć raczej "do szuflady".
Gdy podczas wywiadu dla "Zwierciadła" Remigiusz Grzela zapytał ją, czy Polska jeszcze ją pamięta, odpowiedziała: "Nie. Ludzie odkrywają mnie przy okazji, po głosie. Nie jestem zgorzkniała. Tak po prostu jest".
Zobacz również: Maria Probosz: Marzyła o Hollywood, została polską "dziewczyną z Alabamy"
Inspiracje, które naprawdę chce się nosić. Zajrzyj do świata trendów, gdzie elegancja spotyka wygodę, a klasyka przeplata się z nowoczesnością. Więcej na styl.interia.pl/trendy













