Katarzyna Drelich, Interia: Co jest sekretem związku Mariana i Heleny? Przyzwyczajenie, miłość, kredyt, czy właśnie może ich wspólny humor?
Leszek Malinowski, Koń Polski: Wydaje mi się, że przede wszystkim jest to konflikt, taki bardzo charakterystyczny dla wielu polskich rodzin. Marian i Helena są parą już od około 30 lat, a mimo to wciąż emanują energią i autentycznością, z którą widzowie łatwo się utożsamiają.
Wiele dialogów zaczerpnąłem po prostu z własnego życia. Pamiętam sytuację, kiedy żona zapytała mnie: "Ty mnie kochasz czy mnie nie kochasz?", a ja odpowiedziałem tylko: "No…". To zostało w skeczu i okazało się niezwykle rozpoznawalne dla publiczności.
A więcej? Więcej będzie można zobaczyć podczas Festiwalu Kabaretu w Koszalinie, gdzie w tym roku pokażemy premierowy skecz. Nie chcę jednak za dużo zdradzać. Mogę jedynie powiedzieć, że akcja będzie rozgrywać się w sądzie.
… czyli nie zabraknie sporów. Skoro mowa o Festiwalu - czy scena przed tysiącami widzów i kamerami wymaga zupełnie innego przygotowania, czy najważniejsza pozostaje ta sama energia i kontakt z publicznością?
Myślę, że przede wszystkim ta publiczność jest wyjątkowa, bo doskonale wie, po co przychodzi. Wie, że będzie śmiesznie i wesoło, ale też skłoni się do refleksji. Każda edycja naszego Festiwalu Kabaretu ma swój motyw przewodni i wokół niego budujemy program. W tym roku jest to "Wariatkowo", a myślę, że w obecnych czasach interpretacja tego hasła nie sprawia większych trudności.
To chyba właśnie siła kabaretu - z założenia ma bawić, ale bardzo często za śmiechem kryje się trafny, a czasem nawet gorzki komentarz do rzeczywistości i naszego społeczeństwa. Zastanawiam się więc, czy z perspektywy tylu lat komentowanie tej rzeczywistości jest dziś trudniejsze niż kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt lat temu?
Wychowaliśmy się w trochę innych realiach. Jesteśmy kabaretem starszego pokolenia i pod koniec lat 80., kiedy zdobywaliśmy nagrody na przeglądach kabaretowych, ambitnym zespołom po prostu nie wypadało nie zabierać głosu w ważnych sprawach. Wzorowaliśmy się na takich formacjach jak Kabaret TEY, Kabaret Elita czy Kabaret Salon Niezależnych. W tym duchu pozostaliśmy do dziś - wierzymy, że oprócz śmiechu warto zostawić widzów z jakąś myślą, z czymś, nad czym będą mogli się zastanowić po powrocie do domu.
Jeśli chodzi o przygotowania do festiwalu, to jest to wyjątkowe wydarzenie. Zdecydowana większość programu to premiery, a pierwszy występ przed tak liczną publicznością i jednocześnie przed telewidzami zawsze wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Dlatego zarówno my, jak i pozostałe kabarety, dokładamy wszelkich starań, żeby każdy skecz był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach.

Mam też refleksję dotyczącą współczesnego poczucia humoru. Coraz częściej słyszymy, że z pewnych tematów nie wypada żartować, bo ktoś może poczuć się urażony. Czy jako twórca odczuwa pan, że dziś widzowie mają mniejszy dystans do siebie niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu? I czy taka zmiana sprawia, że podczas pisania skeczy pojawia się dodatkowy filtr albo twórcza blokada?
My zaczynaliśmy w czasach, kiedy istniała jeszcze cenzura. Paradoksalnie miało to swoje plusy, bo wystarczyła aluzja, mrugnięcie okiem, żeby ominąć cenzurę - a publiczność bardzo doceniała takie zabiegi.
Dziś cenzury nie ma, można mówić praktycznie wszystko, ale właśnie dlatego trudniej czasem znaleźć coś naprawdę interesującego i oryginalnego. Wystarczy włączyć telewizję - tego "wariatkowa" jest mnóstwo, zarówno na świecie, jak i wokół nas. Rolą kabaretu jest więc nie tylko komentować rzeczywistość, ale znaleźć w tym chaosie własny, świeży punkt widzenia, który skłoni widza do myślenia.
Pamiętam sytuację z 2001 roku, kiedy w naszej scenografii pojawiła się ogromna dziura w scenie - była to "dziura budżetowa". W poniedziałek, tuż po festiwalu, ówczesny minister finansów ogłosił wysokość zadłużenia i deficytu, co po tygodniu zakończyło się jego odejściem ze stanowiska. Z tego, co wiem, był nawet na widowni podczas naszego występu.
Kabaret rzeczywiście potrafi wpływać na sposób, w jaki patrzymy na rzeczywistość. Dowcip jest ogromną bronią - szczególnie politycy doskonale zdają sobie sprawę, że trafienie do kabaretu może być dla nich bardzo niewygodne. Bo to jest już dla nich dość groźne.
Rzeczywiście, czasami politycy sami dostarczają materiału i wręcz wyręczają kabareciarzy. Zastanawiam się więc, czy w czasach tego wszechobecnego "wariatkowa" humor i dowcip stają się dziś szczególnie ważną bronią - sposobem na oswojenie rzeczywistości i zachowanie dystansu, żeby samemu w tym chaosie nie zwariować?
Kiedy byłem młodym człowiekiem, polityka i różne zachowania polityków często mnie denerwowały. Wyjście z tym na scenę było dla mnie formą odreagowania - takim oczyszczeniem. Kiedy wyrzucimy z siebie te emocje, łatwiej nam później spojrzeć na rzeczywistość z dystansem i uśmiechem.
Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Z jednej strony widzę ogromny rozwój - podróżując pociągiem, często nie poznaję naszych miast i wsi: zadbane domy, piękne elewacje, uporządkowane otoczenie. W dużej mierze zawdzięczamy ten postęp również obecności w Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że zamiast cieszyć się tym rozwojem, tak często wybieramy spory i konflikty.
A przecież humor ma niezwykłą moc - potrafi rozładować napięcia, przełamać podziały i sprawić, że nawet trudne tematy stają się łatwiejsze do przyjęcia. Takie skecze jak Marian i Helena czy słynne "czy ty mnie kochasz, czy ty mnie nie kochasz" zaczynają później żyć własnym życiem i wchodzą do codziennego języka, do naszej nowomowy. I właśnie to jest piękne w kabarecie.
Albo pomagają też przemycać ten dystans do codziennych sytuacji. A z perspektywy twórcy - osoby, która pisze teksty, ale też później staje z nimi na scenie - co po tylu latach pracy wciąż pana zaskakuje i daje motywację do dalszego tworzenia? Czy po tak długim doświadczeniu kabaret jest jeszcze w stanie pana czymś zaskoczyć?
Być może sam tego do końca nie rozumiem, ale ogromną radość daje mi możliwość wspólnego śmiania się z ludźmi. Czasami podczas występów, w wyniku improwizacji, powstają zupełnie niespodziewane sytuacje i wtedy śmiejemy się razem z publicznością. To jest niezwykłe uczucie.
Największą satysfakcją jest dla mnie dawanie ludziom uśmiechu, ale też zostawianie ich z jakąś refleksją. Życzę wszystkim tego uśmiechu i mam nadzieję, że nasze skecze będą nie tylko bawić, ale też skłaniać do myślenia. Serdecznie zapraszam wszystkich na Festiwal Kabaretu w Koszalinie - zarówno do amfiteatru w sobotę 25 lipca, jak i na antenę Polsatu.












