Karolina Wachowicz, Interia: Opowiedz nam o sobie. Skąd pochodzisz i co sprowadziło Cię do Polski?
- Mam na imię Kris. Pochodzę z Nigerii. Jestem człowiekiem, który żyje jedzeniem, zapachami i emocjami, jakie 'rodzą' się przy stole. Gotowanie to dla mnie coś więcej niż praca - to sposób okazywania miłości. Największą radość daje mi moment, gdy widzę uśmiech na twarzy drugiego człowieka. Moja wiara również odgrywa ogromną rolę w moim życiu - jestem katolikiem i bardzo kocham Chrystusa. To On daje mi siłę w trudnych momentach.
Dlaczego wybrałeś akurat Polskę na studia i życie - co cię tu przyciągnęło?
- Przyjechałem do Polski na studia magisterskie, ale ten wybór był czymś znacznie głębszym niż tylko decyzją edukacyjną. Polska to kraj o chrześcijańskich korzeniach, z wartościami, które są mi bardzo bliskie. Do tego wysoki poziom edukacji i - nie ukrywam - inspiracja postacią Roberta Lewandowskiego. Wszystko to sprawiło, że poczułem, że właśnie tutaj mogę zacząć nowy rozdział życia.
Jak trafiłeś na Politechnikę Śląską w Gliwicach i dlaczego to miasto stało się twoim domem?
- Po rocznym kursie językowym we Wrocławiu trafiłem na Politechnikę Śląską. Śląsk od razu mnie poruszył - to region, w którym tradycja i tożsamość są wciąż żywe. Studiowanie tutaj pomogło mi nie tylko lepiej poznać język, ale przede wszystkim zbliżyć się do ludzi. Gliwice stały się moim domem, bo poczułem, że jestem częścią tej społeczności.
Jak odbierasz Polskę po latach już spędzonych tutaj- co ci się w niej najbardziej podoba, a co zaskakuje?
- Polska to kraj o niezwykle trudnej, ale pięknej historii. Im dłużej tu żyję, tym bardziej doceniam kulturę, siłę i wrażliwość ludzi. To, co wciąż mnie porusza, to gotowość do pomocy - często bezinteresownej, cichej, szczerej. To nie jest coś, co spotyka się wszędzie.
Co myślisz o Polakach - jakie cechy narodu najbardziej doceniasz w codziennym życiu?
- Polacy nauczyli mnie, czym jest wspólnota. Są pomocni, lojalni i bardzo przywiązani do swoich korzeni. Mieszkając wśród nich, szybciej nauczyłem się języka i lepiej zrozumiałem mentalność. To naród, który pielęgnuje tradycję i jednocześnie potrafi być otwarty - i to bardzo cenię.
Czy miałeś styczność z rasizmem w Polsce i jak sobie z tym radzisz?
- Tak, doświadczyłem rasizmu. Głównie ze względu na moją widoczność w mediach społecznościowych i charakter pracy. Nie było to łatwe i bywało bolesne. Ale nauczyłem się wybierać światło zamiast ciemności. Zdecydowana większość Polaków okazała mi ogromne wsparcie i życzliwość - i to na tym buduję swoją codzienność.
Otworzyłeś restaurację z pierwszym afrykańskim kebabem w Polsce. Skąd pomysł na połączenie nigeryjskiego Jollof rice z kebabem?
- Pomysł na Jollof Kebab narodził się z tęsknoty za smakami dzieciństwa i z potrzeby dzielenia się kulturą. Chciałem, aby Polska mogła spróbować Afryki nie przez stereotypy, ale przez jedzenie. To był most między światami. Bez wsparcia mojej żony - od pierwszego pomysłu po realizację - ten projekt nigdy by nie powstał.
Jak wygląda przepis na twój 'signature' kebab i co w nim jest unikalnego z Afryki?
- To danie jest sercem mojej historii. Jollof rice, tradycyjna potrawa Afryki Zachodniej, spotyka się tu z klasycznymi płatami wołowiny znanymi w Polsce. Ryż gotowany jest w aromatycznym sosie pomidorowym z imbirem, czosnkiem, papryką i przyprawami, które pamiętam z domu. Do tego autorski, tajny sos kebabowy - zupełnie inny niż wszystko, co znacie. To smak, który opowiada historię.
Z mediów społecznościowych wiem, że zostałeś oszukany na 500 złotych, ale… inni klienci pomogli. Opowiesz o tym?
- Jednym z najtrudniejszych momentów był incydent z fałszywym zamówieniem na ponad 500 zł. Mieliśmy ogromną kolejkę, pracowaliśmy na pełnych obrotach. Gdy klient nie odebrał jedzenia, a później zaprzeczył, że w ogóle je zamawiał, serce mi się złamało. To była strata nie tylko pieniędzy, ale i energii. Wtedy jednak zobaczyłem prawdziwą siłę Gliwic - ludzie przyszli, wsparli nas, kupili jedzenie, okazali solidarność. Tego się nie zapomina.
Jak social media pomogły ci rozkręcić biznes i co planujesz dalej?
- Media społecznościowe całkowicie odmieniły los Orange Pot. Przez TikToka zapraszałem ludzi do spróbowania mojego świata zamkniętego w kebabie. Gdy jeden z influencerów nas odwiedził, wszystko eksplodowało. Przyszły kolejki, przyszła popularność - ale ja postawiłem na jedno: jakość. Zainwestowałem w najlepsze, kraftowe płaty wołowiny, bo zaufanie ludzi to świętość.
Co byś powiedział młodym imigrantom, którzy chcą robić biznes w Polsce. Twoje top 3 rady?
- Młodym imigrantom powiedziałbym trzy rzeczy. Po pierwsze: naucz się języka - to klucz do serc ludzi. Po drugie: szanuj kulturę i tradycję kraju, w którym żyjesz - wtedy naprawdę zostaniesz przyjęty. Po trzecie: miej pasję. Bez niej poddasz się przy pierwszej porażce. Z nią przetrwasz straty, ból i zwątpienie - aż do momentu, w którym przyjdzie sukces.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże













