Polka prowadzi swój biznes w Jordanii: Zatrudniamy 30 osób o odmiennych wyznaniach
Joanna mieszka i pracuje w Jordanii. Prowadzi na Instagramie profil, na którym opowiada o życiu na Bliskim Wschodzie. Niedawno otrzymała też jordańskie obywatelstwo i wraz z mężem otworzyła firmę zatrudniającą 30 osób. W rozmowie z nami opowiedziała, jak wygląda jej codzienność i jak radzi sobie podczas ramadanu.

Karolina Wachowicz, Interia: Gdzie dorastałaś w Polsce?
Joanna Al-Jaloudi: - Pochodzę z małej miejscowości w województwie świętokrzyskim.
Kiedy i dlaczego w twojej głowie pojawił się pomysł przeprowadzki do Jodanii?
- W 2016 roku wyszłam za mąż za Jordańczyka. Rozważaliśmy do zamieszkania trzy kraje, jednak ostatecznie padło na Jordanię.
Jak długo mieszkasz w Ammanie i jak zmieniło się twoje życie od przyjazdu?
- W tym roku mija już dziesięć lat odkąd tu mieszkam. Moje życie bardzo się zmieniło. W 2020 roku oficjalnie założyliśmy własną firmę, nad której pomysłem pracowaliśmy dwa lata. W 2021 roku otrzymałam obywatelstwo jordańskie, w międzyczasie założyłam profil na Instagramie, gdzie zaczęłam się dzielić z ludźmi jordańskim życiem "od kuchni". W ciągu tych dziesięciu lat Jordania stała się moim domem, tu mam rodzinę, przyjaciółki, swoje własne miejsca, które lubię odwiedzać.
Jak wygląda twój typowy dzień w Jordanii - w pracy i w domu?
- Budzę się wcześnie rano, o szóstej. Mam pół godziny dla siebie i od 6:30 zaczynam swoją pracę. Większość dni pracuję zdalnie, mogę się wtedy bardziej skupić. Zdarza mi się jednak pojechać z moim mężem do naszego biura, jeśli wymaga tego sytuacja. W ciągu dnia lubię też przeplatać sobie pracę z normalnymi obowiązkami domowymi, sesją ćwiczeń, np. podnoszenia ciężarów, krótką wizytą w naszym ogrodzie za domem, gdzie karmię koty. Późnym popołudniem, kiedy skończę już pracę, gotuję obiado-kolację. Mój mąż przyjeżdża z biura i spędzamy czas razem z naszymi trzema domowymi kotami. Wieczorami lubię poczytać książkę albo coś obejrzeć.
Czy w twojej rodzinie czy w codziennym życiu praktykujesz jakieś lokalne zwyczaje religijne, np. podczas ramadanu?
- Mieszkamy w jednym budynku z rodziną mojego męża, więc ramadan spędzamy zawsze w gronie dużej rodziny. Moja teściowa gotuje iftar, czyli posiłek, który przerywa post, a ja i moje szwagierki odpowiadamy za przygotowanie słodkości. Po iftarze całą rodziną się modlimy, a później serwujemy kawę i deser i oglądamy tradycyjne seriale, które telewizja puszcza tylko w czasie ramadanu.
Czy przed przeprowadzką do Jordanii miałaś okazję obchodzić ramadan w Polsce? Jak to wyglądało w porównaniu?
- W Polsce miałam okazję spędzić dwa razy ramadan. To był środek lata, więc post był bardzo długi. Był też bardziej intensywny, pracowałam normalnie osiem godzin, podczas kiedy w Jordanii w czasie ramadanu w sektorze prywatnym pracuje się sześć godzin.
Jak reagują na ciebie turyści i jak pokazujesz im codzienne życie Jordanii?
- Myślę, że ludzie, którzy obserwują mój profil, reagują na mnie bardzo pozytywnie. Wiedzą, że mogą do mnie napisać z każdym zapytaniem, zawsze odpowiem i pokieruję. Sądzę, że ludziom podoba się też to, że pokazuję te aspekty Jordanii, które turysta nie będzie w stanie doświadczyć będąc tutaj. Mieszkam wśród rdzennych Jordańczyków, którzy przynależą do jednego z większych plemion, lubię pokazywać tutejszą kulturę i folklor, ale też takie codzienne życie w rodzinie jordańskiej. Do tego okraszam to zawsze dozą humoru.
Jakie zasady ubioru czy zachowania w miejscach publicznych w Jordanii uważasz za najważniejsze dla obcokrajowców?
- Myślę, że należy pamiętać, że w Jordanii strój musi być uwarunkowany tym, gdzie się idzie. Jeśli będzie to miejscowość turystyczna, wtedy szorty są na porządku dziennym. Jeśli wybieramy się do bardziej konserwatywnych, lokalnych miejsc to wtedy trzeba ubrać się skromniej. Meczet też będzie rządził się swoimi prawami, jeśli chodzi o ubiór.
Jak radzisz sobie z prowadzeniem biznesu lub pracy zdalnej w innym kraju i w odmiennym systemie kulturowym?
- O prowadzeniu firmy w Jordanii można napisać książkę. Przede wszystkim znajdziesz tu ludzi o różnych poglądach, różnych religiach i wartościach. Nasza firma jest tego idealnym przykładem. Zatrudniamy zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, konserwatywnych salafitów i zwolenników liberalnego podejścia. Mamy w swoim gronie reprezentantkę jordańskich plemion beduińskich, dziewczynę z korzeniami w Gazie, czy pół-Jordańczyka, pół-Hiszpana. Należy tak zarządzać firmą, aby dać każdemu przestrzeń i komfort do pracy, i do swobodnego wypowiadania swoich przekonań. Zatrudniamy trzydzieści osób i budowanie takiego zespołu, złożonego z bardzo różnych ludzi, musi być nawigowane też trochę inaczej.
Co w życiu w Jordanii sprawia ci największą radość, a czego najbardziej ci brakuje w porównaniu z Polską?
- Najbardziej brakuje mi mojej polskiej rodziny. Odwiedzam ich jak tylko mogę, razem z moim mężem. Jednak tęsknota to jest coś, do czego trzeba się przyzwyczaić mieszkając na emigracji. W Jordanii największą radość sprawia mi to, gdzie mieszkam. Wychodzę na balkon, widzę piękne góry. Pogoda też zawsze pozytywnie nastraja do działania, bo większość roku mamy tu słońce. Jak już wspomniałam, lubię w ciągu dnia wychodzić do ogrodu. Mamy tam dużo drzew: pomarańcze, pomelo, mandarynki, granat, cytryny, figi i oliwki. Lubię codziennie spędzić chociaż dziesięć minut wśród natury, wśród śpiewu ptaków.

Jak udaje ci się łączyć polskie korzenie i kulturę z życiem w Bliskim Wschodzie?
- Jestem dumna z tego, że jestem Polką i lubię to pokazywać w Jordanii. Mojej jordańskiej rodzinie przywożę polską ceramikę i rękodzieło, na ramadan piekę typowe polskie ciasta, zimą przygotowujemy z mężem pierogi z kiszoną kapustą i grzybami. Prowadzę polsko-jordański dom, gdzie często jednego dnia jest mansaf, a kolejnego rosół. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.
Odkryj ukryte zakątki, które zachwycą każdego podróżnika. Z dala od tłumów i utartych szlaków czekają miejsca pełne magii i lokalnego kolorytu. Przekonaj się, gdzie warto pojechać jeszcze w tym roku. Więcej w kategorii PODRÓŻE









