Poślubiła Kenijczyka i przeprowadziła się do Afryki. "Najwięcej rasizmu doświadczam ze strony Polaków"
Chciała wziąć ślub w Kenii, a później wrócić z mężem do Polski. Okazało się, że życie - a może przeznaczenie, miało dla niej inny plan. Została w kraju ukochanego i obecnie organizuje wycieczki dla Polaków, którzy są ciekawi, jak naprawdę wygląda życie rdzennych mieszkańców Kenii. O tym, jak się jej mieszka i pracuje w odległym od ojczyzny kraju, Judyta opowiedziała w rozmowie z nami.

Karolina Wachowicz: Kim jesteś i co robisz na co dzień w Kenii?
- Mam na imię Judyta, pochodzę z Andrychowa w województwie małopolskim i mam 33 lata. Od trzech lat mieszkam w Kenii - kraju, który nie był nigdy moim planem, ale stał się moim życiem. Prowadzę tutaj autorskie, nieturystyczne biuro podróży Kenia Naprawdę, w którym organizuję wycieczki dla ludzi ciekawych świata, a nie tylko atrakcji.
- Moja codzienność w Kenii nie przypomina egzotycznej pocztówki. Między wycieczkami spędzam czas raczej spokojnie - regeneruję się w domu, spotykam z przyjaciółmi, także z polską społecznością w Malindi i okolicach. Żyję pomiędzy światami - trochę w kulturze, z której pochodzę, i bardzo mocno w tej, którą wybrałam. To życie "pomiędzy" nauczyło mnie uważności, pokory i tego, że nie wszystko da się zaplanować.
Jak długo już mieszkasz w Kenii i dlaczego zdecydowałaś się tam osiedlić na stałe?
- Do Kenii przyjechałam trzy lata temu z bardzo prostym założeniem: wziąć ślub i wrócić z mężem do Polski. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana. Wizy, formalności, długie procedury i koszty sprawiły, że ten plan przestał być realny. To był moment, w którym musiałam zadać sobie bardzo uczciwe pytanie: czy jesteśmy w stanie dalej funkcjonować w związku na odległość, czy musimy wybrać jedno miejsce i jedno życie - razem. Wiedziałam, że dalsze życie "na walizkach" emocjonalnie mnie wyczerpie. Zdecydowałam się zostać.
Dlaczego akurat Kenia?
- "Dlaczego Kenia?" - to pytanie słyszę bardzo często i za każdym razem odpowiadam tak samo: nie wiem. Nie potrafię podać logicznych argumentów ani racjonalnych powodów. To nie była decyzja oparta na analizie kosztów życia czy rankingu krajów do emigracji. To była intuicja.
Kiedyś przyśniła mi się Masajka – a że Masajowie żyją w Kenii i Tanzanii, być może to był jakiś symboliczny początek tej drogi. Dlaczego akurat Kenia, a nie Tanzania? Tego też nie wiem. Czasem po prostu się czuje, że to jest to miejsce.
Opowiedz o swojej miłości do Alexa. Jak się poznaliście i zakochaliście?
- Z Alexem poznaliśmy się przypadkiem. Przyjechałam do Kenii z biletem w jedną stronę, bez planu na przyszłość. Spotkaliśmy się po drodze na plażę. On zrywał zioła, a mnie uderzył intensywny zapach mięty. Zapytałam, czy to mięta. Odpowiedział, że nie. Tak zaczęła się nasza rozmowa. Można powiedzieć, że w Kenii najpierw poczułam miętę, a dopiero potem miłość. Reszta tej historii wciąż dojrzewa - być może kiedyś stanie się książką albo filmem.

Co was najbardziej łączy jako parę polsko-kenijską w codziennym życiu?
- Jako parę polsko-kenijską najbardziej łączy nas rozmowa. Nie zawsze jest łatwa, nie zawsze przychodzi naturalnie, ale potrafimy cały dzień funkcjonować osobno, a wieczorem usiąść i długo rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Łączy nas też poczucie humoru, dystans i fizyczna bliskość. Dużo się przytulamy. Dla mnie dotyk jest ważnym językiem miłości i porozumienia.
Czy spotykasz się z rasizmem w komentarzach lub w Kenii odnośnie Waszego związku?
- W Kenii nigdy nie spotkałam się z rasizmem wymierzonym we mnie czy w nasz związek. Wręcz przeciwnie - częściej z sympatią i życzliwością. Zdarza się, że Kenijczycy ustępują miejsca "białemu", co nie zawsze jest komfortowe, ale ma swoje korzenie w historii kolonialnej. Kenia jest niepodległa dopiero od 1963 roku i pewne schematy wciąż są obecne w mentalności.
Najwięcej hejtu i rasizmu doświadczam ze strony Polaków w internecie. Zauważyłam, że największe emocje budzimy wśród osób, które nas nie znają. Ci, którzy poznają nas osobiście, reagują zupełnie inaczej – z ciekawością, otwartością i zrozumieniem.
Jak Kenijczycy i Polacy reagują na twoją historię emigracji i małżeństwa?
- Kenijczycy reagują z sympatią i życzliwością, często z ciekawością wobec mieszanych par. Polacy osobiście okazują otwartość i zrozumienie, szczególnie po bliższym poznaniu historii. W internecie część Polaków reaguje hejtem i rasizmem, zwłaszcza ci, którzy nie znają nas bezpośrednio - to budzi największe emocje.
Jak powstało Wasze nieturystyczne biuro podróży - od marzenia do rzeczywistości?
- Biuro "Kenia Naprawdę" nie powstało jako realizacja biznesowego planu. Powstało z zagubienia i potrzeby. Kiedy zdecydowałam się zostać w Kenii, przez pierwsze miesiące nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Próbowałam odnaleźć się w strukturach dużych biur podróży, ale formalne wymagania, szkolenia wymagające przylotów do Polski na własny koszt i brak gwarancji zatrudnienia sprawiły, że ta droga okazała się dla mnie nierealna.
- Żyłam wtedy bardzo lokalnie - z Kenijczykami, ich rytmem, ich codziennością. I właśnie to stało się moim największym kapitałem. Przełom przyszedł przypadkiem, wraz z pierwszymi odwiedzinami znajomych z Polski i rozmowami z Polakami, którzy mówili: "Nie chcemy certyfikatów. Chcemy, żeby ktoś pokazał nam prawdziwą Kenię". Wtedy zrozumiałam, że to, co dla mnie było zwykłym życiem, dla innych jest doświadczeniem, którego nie da się kupić w folderze.

Ilu klientów już obsłużyliście i czy macie dużo chętnych na safari czy wizyty w wioskach?
- Obsłużyliśmy już setki osób. Safari jest częścią naszej oferty, ale nigdy nie było jej sercem. Przeszłam własną drogę - od buntu wobec safari, przez frustrację, aż po akceptację i szacunek. Zrozumiałam, że safari często jest pierwszym powodem, dla którego ludzie przyjeżdżają do Kenii. I jeśli dzięki niemu mogą później zobaczyć coś więcej - to ma sens. Ja pokazuję Kenię pełną kontrastów: piękną i niepiękną, głośną i wzruszającą, nie jak z katalogów, ale prawdziwą. Bardzo jasno mówię, dla kogo "Kenia Naprawdę" nie jest. Jeśli interesuje Was wyłącznie safari i drink z palemką - jesteśmy ostatnią firmą, z którą powinnaś się kontaktować. Inne biura zrobią to lepiej i szybciej. Jeśli jednak safari jest dla Was tylko początkiem, a chcecie też zobaczyć Kenię "od kuchni" - wejść do domów, szkół, kościołów, porozmawiać z ludźmi i poczuć kraj poza Instagramem - wtedy jesteście w dobrym miejscu.
Jak działa organizacja wycieczek po polsku - od rezerwacji po autentyczne przygody?
- Organizacja działa na zasadzie osobistego kontaktu - od rezerwacji przez rozmowy z klientami po autentyczne przygody oparte na lokalnym życiu. Pokazujemy Kenię "od kuchni": wejście do domów, szkół, kościołów, rozmowy z ludźmi. Skupiamy się na kontrastach i prawdziwości, nie na katalogowych atrakcjach, z polskim wsparciem językowym dla komfortu.
Jakie rady dasz Polakom myślącym o Kenii w kontekście biznesu, miłości czy przeprowadzki?
- Moja rada dla tych, którzy myślą o Kenii? Przyjedźcie i pomieszkajcie tu choć miesiąc. Jeśli nie lubicie hałasu, chaosu, gorąca, kolorów, ludzi wokół i spraw, które trwają dłużej, niż "powinny" - to nie jest miejsce dla was. Jeśli to was nie odstrasza, a wręcz ciekawi - prawdopodobnie sobie poradzicie.










