Stefania Grodzieńska: "Te wszystkie idiotki w felietonach to ja"
Nazywano ją "pierwszą damą polskiego humoru", najlepszą polską satyryczką, humorystką. Ona sama od dziecka marzyła o balecie, ale jej droga na wielkie sceny była wyboista. Stefania Grodzieńska - optymistka, która satyrę uprawiała nawet w getcie.

Stefania Nina Grodzieńska - Jurandot urodziła się 2 września 1914 roku w Łodzi, w żydowskiej rodzinie. Jej matka, Eleonora Ney, zaszła w ciążę podczas studiów w Genewie. Ojcem Stefanii był jej wykładowca, Michel Grodensky. Para pobrała się, ale małżeństw nie przetrwało próby czasu. Grodzieńska poznała ojca dopiero w dorosłym życiu, podczas pobytu w Genewie.
Stefania Grodzieńska: Trudne początki
Stefania urodziła się w Łodzi, ale już dwa tygodnie później matka zabrała ją do Warszawy. Przez kolejne lata mieszkała z nią i ojczymem Miszą (Rosjaninem urodzonym w Wilnie) w Moskwie i Niemczech. Później wychowywana była w Łodzi przez babcię Franciszkę i jej drugiego męża, Maksa.
"Za nic nie chciałabym, aby ktokolwiek sądził, że mam choć cień żalu do mojej matki za rozłączenie ze mną. Nigdy w życiu nie znałam osoby równie czarującej, łączącej łagodność z poczuciem humoru, urodę z inteligencją, lekkomyślność z wykształceniem, radość życia w najgorszych okolicznościach z nostalgią w najlepszych" - wspominała swoją mamę na łamach książki "Już nic nie muszę".
Eleonora Ney zaginęła w czasie wojny, ostatni raz była widziana w Wilnie w 1940 roku.
Stefania kochała dziadków. Szczególnie dobry, bliski kontakt miała z Maksem, fanem dobrej literatury i przedstawicielem bardzo ważnej firmy z Liverpoolu.
"Dziadek Maks osobiście odpowiadał za zbankrutowaną angielską firmę, wszystkie transakcje zawierał na własne nazwisko, tak było przyjęte. Długi z dnia na dzień rosły do kosmicznych rozmiarów. Ich spłatę trzeba byłoby rozpisać na pokolenia. Najpierw zapieczętowano dom na poczet zaległości, potem meble, następnie zajęto środki na kontach. I gdy dziadek sprzedał wszystkie cenniejsze rzeczy osobiste, a na końcu zegarek z dewizką, i zaczęło im brakować na chleb, gdy nie miał już czym spłacać długów, postanowił w jedną z sierpniowych nocy połknąć garść tabletek" - pisze Violetta Ozminkowski w książce "Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu".
Stefania mocno przeżyła śmierć dziadka, ukojenie dawał jej tylko taniec, a gdy zasypiała, słyszała grad oklasków i widziała oczy Fryderyka Jarosego...
Stefania miała zaledwie trzy lata, gdy zakochała się w rosyjskim balecie. Szybko zaczęła więc naukę tańca, a kiedy tylko przyjechała do Polski, dziadek Maks zafundował jej lekcje baletu w szkole Ireny Prusickiej. Jako córka emigrantki, nie znająca języka polskiego nie miała tam jednak łatwo.
"Stefciu, jesteś wprawdzie Żydówką, ale nikt nie ma ci tego za złe" - mówiła jej w dobrej wierze Prusicka, wiedząc, że Stefania regularnie zbiera kuksańce od koleżanek.
"Pani Irena dobrze wie, że dziewczyna jest tytanem pracy. I gra uczciwie - nie przykleja niczego do butów konkurentkom, nie obgaduje, ma w sobie pokorę. Niestety, nie te cechy decydują o powodzeniu w tym zawodzie" - pisze Ozminkowski.
Prusicka faktycznie wierzyła w niską, ciemną dziewczynkę, odstającą wyglądem od koleżanek i miała nosa!
Gdy Stefania miała 16 lat, szkoła baletowa Prusickiej przeniosła się do Warszawy. Stefania nie wahając się ani chwili, ruszyła za swoją nauczycielką, u boku której zdobyła wykształcenie baletowe i dostała pracę jako girlsa, tancerka rewiowa. Występowała w teatrzykach "Bodega" i "Cyganeria" oraz Teatrze Kameralnym. W międzyczasie wyszła też za mąż za Adama, studenta prawa, jednak ten już w 1936 roku zmarł na gruźlicę.
W 1937 roku Grodzieńska otrzymała angaż do zespołu "Cyrulika Warszawskiego". Dyrektorem artystycznym był legendarny już wtedy węgierski konferansjer Fryderyk Járosy, o którym myślała, cierpiąc po śmierci dziadka. Nie było to jednak wcale ich pierwsze spotkanie.
Zobacz również: Mówiono o niej "malarka wybitna". Ona czuła się wykorzystana
Stefania Grodzieńska i Fryderyk Jarosy: Taka przyjaźń się nie zdarza
Stefania Grodzieńska zobaczyła Fryderyka Jarosy po raz pierwszy w 1927 roku. Miała wtedy zaledwie 13 lat i była oczarowana przystojnym dżentelmenem, kupującym kwiaty w warszawskiej kwiaciarni.
"To Jarosy" - krzyknęła jej matka, zachwycona artystą i jeszcze tego samego dnia zabrała córkę na jego występ w "Qui Pro Qui". Dźwięk oklasków został ze Stefanią na zawsze i niejednokrotnie ratował ją w trudnych chwilach.
Gdy Grodzieńska pojawiła się na przesłuchaniu do "Cyrulika Warszawskiego" czuła, że to jej ostatni akt życia. Miała nadzieję, że zatańczy i zaraz umrze, bo z emocji pęknie jej serce. Jarosy uśmiechnął się pod nosem - Stefania od razu wpadła mu w oko, choć zobaczył w niej bardziej komika niż tancerkę. Tego dnia zacznie się ich wielka przyjaźń, której przyjdzie zmierzyć się z biedą, wojną i bólem.
"Zrób zaletę ze swojej wady" - powtarzał Stefanii codziennie Jarosy i wciąż serwował jej kolejne wyzwania. W jego teatrze czuła się jak w domu.

Stefania i Jerzy: Mezalians na całe życie
Kilkanaście miesięcy później, na scenie teatru, Stefanię dostrzegł inny mężczyzna - Jerzy Jurandot, autor uznanych skeczy i tekstów piosenek. Drobna tancerka szybko wpadła mu w oko - szczuplutka, z ciemnymi włosami, ukrytymi pod blond peruką, wyróżniała się na tle innych artystek.
"Kiedy go poznałam, miał dwadzieścia parę lat, ale jako autor piosenek i tekstów kabaretowych ścigał już niedoścignionych mistrzów - Tuwima i Hemara. Ja byłam girlsą. Na girlsy mówiło się girlasy. Pamiętam dokładnie datę 15 maja 1937 roku. W tym dniu z girlasa stałam się tancerką solistką. Ale rozdział społeczny między nami był nadal bardzo wielki" - pisała Stefania Grodzieńska w swojej autobiografii.
Ludzie dawali jej odczuć społeczną przepaść między nią, a ukochanym. Po kątach szeptano "co on widzi w tym girlasie?", ale zakochani nie zwracali na to uwagi i cieszyli się swoim szczęściem. Wkrótce Jurandot poprosił Stefanię o rękę i to w dość nietypowy sposób. Gdy wydał książkę pt. "Niedobrze panie Bobrze", zadedykował ją "Żonie" i podarował Grodzieńskiej jeden egzemplarz. Tancerka była wściekła, że nie przyznał się jej, iż jest żonaty. On odparł, że nie, ale zamierza być za kilka tygodni. Pobrali się zaledwie miesiąc później, a kolejne miesiące spędzili w kawalerce przy ul. Poznańskiej 12. Stefania wciąż pracowała z Jarosym, który wyznaczył premierę nowego spektaklu na 2 września 1939 roku. Nie doszła do skutku.
Po wybuchu II wojny światowej, na początku okupacji niemieckiej, Stefania zmuszona była zmierzyć się z prozą życia. Pod zmienionym nazwiskiem (Stefania Grabowska), pracowała jako: zielarka w podwarszawskich Morach, pomoc fryzjerska, niania u państwa Rubików na Saskiej Kępie, pomoc u sołtysa wsi Dobrzyniec koło Otwocka przy moczeniu lnu oraz sprzątaczka. Robiła również na drutach i szydełku - sweterki, czapki, szale, rękawiczki i skarpety. Jesienią 1940 roku, wraz z mężem, zamieszkała w getcie warszawskim (trafili tam rodzice Jurandota i małżonkowie postanowili zaopiekować się nimi). Dołączył do nich Jarosy. Razem działali w teatrze "Femina".
"Stefania tańczy, ale Jurek chce, żeby zaczęła też śpiewać, bo jego żona ma coraz większe grono fanów. <
Wiedzieli, że takie podejście może ocalić im życie, bo "ból w oczach natychmiast budzi podejrzenia". Jedyna córka Jurandotów, Joanna, która urodziła się 28 maja 1946 roku, wspominała, że rodzice bardzo rzadko wracali do dwóch lat spędzonych za murami getta, a jeśli już, to nazywali je "wesołym miasteczkiem". Małżonkom finalnie udało się opuścić getto, ale niestety bez rodziców. Jarosy również przeżył wojnę, ale nigdy nie wrócił już do Polski. Po latach Stefania zapragnęła spotkać się z nim w Londynie, ale nie udało się jej zdobyć wizy. Pod koniec życia napisała o nim książkę, przyznając, że zawsze go kochała.
Żyła normalnym życiem
W sierpniu 1942 roku, podczas Wielkiej Akcji Deportacyjnej, Stefania i Jerzy przedostali się na tzw. aryjską stronę. Zamieszkali najpierw u Janiny Wojciechowskiej przy ul. Filtrowej, a następnie u Zofii i Gabriela Kijkowskich w podwarszawskiej miejscowości Gołąbki. Od marca 1944 roku niemal do dnia do wybuchu powstania warszawskiego ukrywali się w mieszkaniu Heleny Niemyskiej przy ulicy Filtrowej 77. W tym okresie Grodzieńska pisała wiersze pod nazwiskiem panieńskim matki (Ney), które zostały wydane w 1949 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy w zbiorze "Dzieci getta".
W latach 1944 - 1945 Stefania pracowała w Lublinie jako pierwsza po wojnie spikerka Polskiego Radia. Od 1945 roku przebywała z mężem w Łodzi, gdzie pracę rozpoczął Teatr "Syrena", który potem przeniósł się do Warszawy. Przez kilka lat pracowała w Polskim Radiu, a przez kilkanaście lat - w redakcji rozrywki Telewizji Polskiej.
W latach 50. cała rodzina zamieszkała na Starym Mokotowie, w willi przy ul. Słonecznej 40. Jak przyznawała po latach Stefania, największą inspiracją do tworzenia dowcipnych tekstów dawało jej własne, szczęśliwe i pełne humoru małżeństwo. Długie rozmowy, sprzeczki i dialogi małżonków stały się kopalnią materiałów na kolejne satyry.
Stefania i Jerzy byli małżeństwem przez 42 lata, ich związek zakończyła śmierć Jurandota, który doznał udaru i przez kolejnych sześć lat życia wymagał ciągłej opieki.
Stefania Grodzieńska była felietonistką "Szpilek", pisała monologi i skecze, a jej teksty wykonywali m.in. Hanka Bielicka, Adolf Dymsza, Alina Janowska, Kalina Jędrusik, Bogumił Kobiela i Irena Kwiatkowska.
Mimo osamotnienia po stracie męża, do końca zachowała typową dla siebie pogodę ducha i poczucie humoru. W jednej ze swoich książek pisała, że przez całe życie była zadziwiająco sprawna fizycznie - aż do 22 sierpnia 1998 roku, kiedy to poślizgnęła się we własnej kuchni i upadła.
"Żyję normalnym życiem, choć poznałam blaski i cienie niepełnosprawności" - mówiła.
Ostatnie lata spędziła w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie.
Stefania Grodzieńska - Jurandot zmarła 28 kwietnia 2010 roku. Została pochowana 4 maja 2010 roku na cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie (kwatera B37-1-7).
Te wszystkie kretynki i idiotki w felietonach to ja" - wyznała w wywiadzie dla Polskiego Radia w 1988 roku.
Zobacz również: Agnieszka Osiecka: Poetka "na zakręcie"








