"Wszyscy mówili, że będzie trudno". Zakonnik zdradził, jak wyglądają święta
Statystyki mówią, że w Polsce żyje ich około 30 tysięcy. Mowa o osobach konsekrowanych, które należą do wielu zgromadzeń zakonnych. Świeckim wydaje się, że ich codzienność jest obwarowana licznymi regułami, żyją z daleka od rodziny i świadomie dążą do bliskiej relacji z Bogiem. Czy zakonnice i zakonnicy za murami klasztorów spędzają Boże Narodzenie w inny, niezrozumiały dla nas sposób? - Jesteśmy ludźmi funkcjonującymi we współczesnych realiach. Nie jesteśmy zakonem odgrodzonym od świata - przekonuje franciszkanin, członek Zakonu Braci Mniejszych.

Spis treści:
- Adwent w zakonie. "Każdy klasztor jest inny"
- Tradycje w zakonie? "Dzieciątko" otaczamy dyskretną opieką
- Wielkie konstrukcje w klasztorach
- Wigilia to czas dla braci i sióstr. "To typowe dania"
- Dzielenie się opłatkiem. "Życzenia są naprawdę z sensem"
- "Czasami życie w klasztorze nagle zamiera"
Boże Narodzenie spędzamy zazwyczaj w gronie najbliższych, a tradycje i zwyczaje przeplatane są licznymi spotkaniami rodzinnymi. Osoby konsekrowane spędzają święta we wspólnocie, ale świeccy niewiele wiedzą na temat realiów panujących w zgromadzeniach zakonnych. Czy Boże Narodzenie za murami klasztoru wygląda inaczej? O to zapytałem członkinię Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety (elżbietankę) oraz członka Zakonu Braci Mniejszych (franciszkanina).
- Wszyscy mówili, że będzie trudno, bo poza rodziną święta wyglądają inaczej - wspomina swoje pierwsze Boże Narodzenie w zgromadzeniu zakonnym franciszkanin. - Było wręcz przeciwnie: wspominam je jako rodzinne, wspólnotowe, familijne - dodaje.
- Przyszłam do klasztoru w pierwszą niedzielę adwentu - wspomina z kolei elżbietanka.
- Szczęka mi opadła z wrażenia i byłam pozytywnie zaskoczona. Adwent w zgromadzeniu jest bardzo głęboki i w sposób szczególny skupiamy się na oczekiwaniu Chrystusa. To proces, który wyjątkowo i duchowo przygotowuje nas do Bożego Narodzenia - dodaje.
Adwent w zakonie. "Każdy klasztor jest inny"

Przez cztery tygodnie poprzedzające Boże Narodzenia, katolicy przygotowują się na ponowne narodzenie Chrystusa. Rokrocznie parafie organizują rekolekcje albo dni skupienia, które mają przygotować wiernych do radosnego świętowania. Czasami trudno jednak o skupienie się i zwrócenie uwagi na istotę Świąt oraz duchowe przygotowania. Dlaczego? - W świecie, w którym adwent i Boże Narodzenie mieszają się ze sobą praktycznie od listopada, w święta ludzie są już po prostu zmęczeni całą tą otoczką i nie potrafią przeżyć ich osobiście - mówi ojciec zakonny.
Choć zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że to osoby duchowne przygotowują wiernych do przeżywania Bożego Narodzenia, sami również aktywnie uczestniczą w radosnym oczekiwaniu i duchowych przygotowaniach.
- Każdy klasztor jest inny - zaznacza elżbietanka. - U nas przygotowania duchowe do adwentu to odmawianie przeznaczonej na ten czas liturgii godzin. Są również czytania, śpiewy liturgiczne, modlitwy brewiarzowe - wylicza. - Widać większe skupienie wśród sióstr, zwracamy uwagę na istotę adwentu, a nie na symbolikę. W zakonie panuje wtedy spokój - dodaje.
- Ojcowie w adwencie podejmują dużo inicjatyw duchownych, szczególnie dla parafian - zaznacza franciszkanin. - Również osoby ze zgromadzenia uczestniczą w różnego rodzaju skupieniach - dodaje. - Sam szukam czasu na indywidualne przygotowania do Świąt. Nie tylko jest do moment oczekiwania, ale również zmierzenia się z moimi niedoskonałościami oraz słabościami - wyjaśnia.
Tradycje w zakonie? "Dzieciątko" otaczamy dyskretną opieką
Moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że w każdym domu zakonnym panują inne zwyczaje, nawet jeśli należą do tego samego Zgromadzenia. Dlaczego? Ponieważ do wspólnoty przyjmowani są ludzie, którzy pochodzą z różnych regionów Polski. To widać np. wtedy, kiedy wszyscy zasiadają do wspólnego stołu i niektóre potrawy mogą wyglądać inaczej niż te, do których przyzwyczajeni są w domach rodzinnych. Elżbietanka i franciszkanin przyznają, że przed samym Bożym Narodzeniem zarządzane są generalne porządki. Ten aspekt jednak nie jest najważniejszy, ponieważ adwent to czas na "sprzątanie duszy" i duchowe przygotowanie się na święta.
Jak czas adwentu wykorzystują jeszcze siostry zakonne? To także zacieśnianie więzi we wspólnocie. - Na początku adwentu każda z nas losuje sobie tzw. dzieciątko - mówi. Chodzi o jedną z sióstr z naszego domu, za którą będzie duchowo odpowiedzialna -Oczywiście przez cały adwent modlimy się tę osobę, ale nie tylko. "Dzieciątko" otaczamy dyskretną opieką, ale tak, aby się nigdy nie zorientowała. Może być to dobre słowo, pomoc w obowiązkach albo np. wyręczenie w codziennej pracy. Trzeba to zrobić tak, aby ta osoba nie wiedziała, kto jest jej "opiekunką". Dopiero w trakcie dzielenia się opłatkiem, wyjawiamy, kto kogo wylosował - wyjaśnia.
Wielkie konstrukcje w klasztorach

Oprócz duchowego wymiaru przygotowań do Bożego Narodzenia, równie ważne są prace w świątyniach. Piękne dekoracje pomagają w radosnym przeżywaniu narodzenia Chrystusa, a w wielu kościołach ustawiane są szopki. Tę tradycję zapoczątkował św. Franciszek, ponieważ chciał w ten sposób przybliżyć tajemnicę narodzenia ludziom prostym. Choć w każdym kościele zwyczaj ustawiania szopek szybko się przyjął i jest kultywowany do dziś, to w kościołach klasztornych franciszkanów są one monumentalne.
- Już w połowie adwentu stawiane są w naszych klasztorach wielkie konstrukcje - mówi franciszkanin. - Wypełniają one szczelnie prezbiterium naszego kościoła, które oddzielone jest wielkim tłem. Na niej ustawiamy ogromne figury, zdobienia oraz iluminacje - dodaje. Zakonnik zaznacza, że w niektórych parafiach franciszkańskich co roku zmienia się nie tylko aranżacja stajenki, ale dodawane są różne, nowe elementy, które są odniesieniem do tego, co akurat dzieje się na świecie. - Punktem kulminacyjnym jest uroczyste przyniesienie w trakcie pasterki figurki Jezusa do żłobka, któremu towarzyszy śpiewanie kolędy - mówi franciszkanin. - To wyjątkowy i bardzo podniosły moment, który ma na celu nie tylko podtrzymywanie tradycji, ale także uwielbienia Boga, bo to jemu należy się chwała.
Wigilia to czas dla braci i sióstr. "To typowe dania"

Jak wygląda wieczerza wigilijna w zakonie? Tutaj nie ma wielkiego zaskoczenia, ponieważ nie różni się znacząco od tego, jak celebrują ją osoby świeckie. Siostra przyznaje, że wieczerza jest prawie taka sama, jak w milionach polskich domów. - Mamy typowe dania wigilijne - przyznaje. Jak jednak mówi, wigilia rozpoczyna się w kapitularzu, czyli w pomieszczeniu, w którym obywają się zebrania zakonne. Tam następuje wprowadzenie, któremu przewodniczy siostra przełożona. Czasami wystawiane jest również jakieś przedstawienie, organizowane przez młodsze siostry. To również miejsce łamania się opłatkiem. - Istnieje w naszym zgromadzeniu zwyczaj, że nie zasiądziemy od wigilijnej wieczerzy, dopóki nie nakarmimy potrzebujących, którzy żyją wokół nas. Dlatego rokrocznie, 24 grudnia, organizujemy spotkanie świąteczne dla wszystkich ludzi samotnych w trudnej sytuacji materialnej, aby oni otrzymali chociaż namiastkę rodzinnych świąt - wyjaśnia elżbietanka.
U franciszkanów wigilia nie jest zaskakująca, ale czasami zdarzają się wyjątki. - W klasztorze spotykają się osoby, które wywodzą się z różnych kultur. Niekiedy członkowie zgromadzenia pochodzą z różnych zakątków Polski, ale zdarzają się także bracia z zagranicy. Od pewnego czasu w naszym domu Boże Narodzenie spędzamy z dwoma rodzinami z Ukrainy, ale obecni są także wolontariusze z Ameryki Południowej: Argentyny i Brazylii. Co ciekawe, pomimo tego, że to katolickie kraje, ich kultura jest uboga, jeśli chodzi o tradycję bożonarodzeniową - zauważa zakonnik. - To dla nich takie większe święto, bardziej uroczyste, jednak nie jest tak bogate, jak w Polsce - mówi.
Dzielenie się opłatkiem. "Życzenia są naprawdę z sensem"

Symboliczne dzielenie się opłatkiem rozpoczyna wieczerzę wigilijną. Połączone jest także ze składaniem sobie życzeń w gronie rodzinnym. Dla niektórych może być to moment krępujący, zwłaszcza wtedy, kiedy nie wiemy, co życzyć najbliższym. Zapewne nieraz usłyszymy: "zdrowia", "szczęścia", "bogactwa". Niekiedy łamanie się opłatkiem to moment przebaczenia, wdzięczności, ale także i skruchy za wypowiedziane przez cały rok słowa. Dzielenie się opłatkiem to także tradycja, która istnieje w zakonach.
Czego życzą sobie elżbietanki? - Słowa są bardzo indywidualne. Składanie życzeń to moment, kiedy mówi się dużo o duchowości. To, co usłyszałam od sióstr, jest zawsze wyjątkowe. Nigdy wcześniej takich dobrych słów nie usłyszałam przed wstąpieniem do klasztoru. Życzenia są naprawdę z sensem i mówiące o istocie tego, co jest dla chrześcijan ważne - mówi siostra.
Czego życzą sobie franciszkanie? - Trzeba pytać każdego brata indywidualnie. Jednak to dobry moment na pojednanie, na przeproszenie za jakieś momenty, które nie zawsze były odpowiednie. Ja zawsze staram się podziękować za posługę, za działanie w naszej wspólnocie. Zawsze wyrażam wdzięczność moim współbraciom. Dla mnie istotne w życzeniach jest to, żeby te święta były bardzo duchowo i głęboko przeżyte. Oby to było konkretne spotkanie z Bogiem.
"Czasami życie w klasztorze nagle zamiera"
Święta w zakonie to nie tylko czas na pogłębiania więzi z Bogiem. Zarówno franciszkanie, jak i elżbietanki, są zgromadzeniami otwartymi. Mogą sobie pozwolić na krótkie odwiedziny swoich rodzin, jednak w Boże Narodzenie to dzielenie czasu ze swoimi współbraćmi i współsiostrami. - Są klasztory, w których jest więcej czasu na spędzanie czasu razem - wyjaśnia franciszkanin. - Zazwyczaj jesteśmy bardzo aktywni przed Bożym Narodzeniem i w święta, dlatego trzeba odpocząć i zwolnić - dodaje. - Czasami życie w klasztorze nagle zamiera i panuje wtedy uroczysta cisza - opowiada zakonnik.











