W skrócie
- Chilijczyk Cristhian Martínez był wcześniej mechanikiem silników F-16, a dziś pracuje jako tatuator i muralista w Warszawie.
- Do Polski przeprowadził się między innymi ze względu na żonę, która jest Polką, a decyzję o zamieszkaniu tutaj podjął po wcześniejszych doświadczeniach w Berlinie.
- Rozpoczęcie publikowania prac w internecie przyczyniło się do rozwoju jego kariery artystycznej, a dzięki mediom społecznościowym realizuje darmowe murale i angażuje się w społeczność.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz, Inyteria: Jak przeszedłeś drogę od mechanika F-16 w Chile do tatuatora i muralisty w Warszawie?
Cristhian Martínez: Rysowanie i malowanie były obecne w moim życiu od zawsze. Pochodzę z Chile i to właśnie tam pracowałem jako mechanik silników przy F-16, zanim na dobre zająłem się sztuką. To moment wyjazdu z kraju i życie na emigracji sprawiły, że zacząłem traktować ją poważniej i próbować na niej zarabiać.
W 2018 roku pracowałem w call center w Polsce i wtedy zacząłem sprzedawać swoje rysunki współpracownikom oraz przyjmować pierwsze zlecenia na portrety. Później wyjechałem do Berlina, gdzie spędziłem cztery lata. Tam zacząłem intensywnie malować, tatuować i ćwiczyć technikę sprayu, między innymi na fragmencie Muru Berlińskiego w Mauerpark. To właśnie tam znalazłem swoje pierwsze studio tatuażu i stworzyłem pierwsze murale. Po powrocie do Polski zacząłem publikować swoje prace w internecie, a jeden z moich filmów na TikToku stał się viralem. Od tego momentu mogę powiedzieć, że jestem pełnoetatowym artystą. To, co zaczęło się w Polsce w 2018 roku, po siedmiu latach wróciło do punktu wyjścia i tutaj się ugruntowało.
Dlaczego wybrałeś Polskę i co sprawiło, że się tu przeniosłeś?
- Wybrałem Polskę przede wszystkim ze względu na moją żonę, która jest Polką, i jej rodzinę. Miałem już wcześniej z tym krajem pewne doświadczenia, nie wszystkie łatwe. Za pierwszym razem moja karta pobytu została odrzucona, co zostawiło we mnie sporo frustracji i dystansu wobec Polski. To odbijało się też na mojej relacji z rodziną żony. Kiedy jednak wzięliśmy ślub i mieszkaliśmy w Berlinie, wspólnie zdecydowaliśmy, że damy Polsce jeszcze jedną szansę. Chciałem spróbować ułożyć tu swoje życie na nowo i jednocześnie zamknąć pewien trudny rozdział. Dziś, po prawie dwóch latach, wiem, że to była bardzo dobra decyzja. Czuję się tu jak w domu, lepiej rozumiem ludzi i kulturę, mam bliższą relację z rodziną żony i potrafię się swobodniej komunikować.
Jaki był twój pierwszy mural w Berlinie i jaka historia się za nim kryje?
- Mój pierwszy mural przedstawiał portret mojej babci, która w tamtym czasie zaczęła tracić pamięć, kiedy ja byłem już w Europie. Namalowałem go w opuszczonym budynku w Berlinie. W całym tym procesie bardzo pomógł mi mój przyjaciel Robert, który mnie wspierał i wprowadzał w świat street artu.

Skąd bierzesz inspirację do spontanicznych murali ulicznych?
- Najczęściej z codzienności i z tego, co aktualnie mnie otacza. Lubię spędzać czas na zewnątrz i malować postaci albo motywy, które w danym momencie mnie fascynują. Zawsze staram się znaleźć legalne miejsce do pracy, sprawdzam w internecie, co oferuje dane miasto, albo pytam właścicieli ścian o zgodę. Inspiracje czerpię z tatuaży, które widziałem w ostatnim czasie, ze szkiców, które zrobiłem, z ludzi, których spotykam, a nawet z seriali, które oglądam.
Planujesz swoje murale czy improwizujesz na miejscu?
- To coś pomiędzy planowaniem a improwizacją. Mam w telefonie i w głowie dużo inspiracji, zdjęć i pomysłów, które mnie przyciągnęły. Kluczowy moment pojawia się wtedy, gdy znajduję konkretną ścianę. W zależności od jej kształtu i ustawienia zaczynam myśleć, co będzie do niej pasować. Wtedy powstaje projekt, który rozwijam, szkicuję i ostatecznie przenoszę na ścianę.
Jak nauczyłeś się tak dobrze polskiego?
- Przede wszystkim dzięki rozmowom z ludźmi. Największy przełom nastąpił jeszcze w Berlinie, gdzie pracowałem z Polakami, którzy nie mówili po angielsku. Po kilku miesiącach zacząłem rozumieć podstawowe polecenia i pytania, co bardzo mnie odblokowało. Później wspierałem się też lekcjami online. Ogromne znaczenie ma dla mnie rodzina mojej żony, z którą jestem w stałym kontakcie od 2018 roku. To pięć osób z Katowic, z których tylko dwie mówią po angielsku, więc kontakt z nimi to najlepsza możliwa praktyka. Po siedmiu wspólnych Wigiliach, kiedy próbowałem powtarzać ich życzenia, wiele rzeczy po prostu zostało mi w głowie.
Jaka była najdziwniejsza reakcja na twoje darmowe murale?
- Nie było jednej konkretnej, bardzo ekstremalnej sytuacji, ale zdarzały się zabawne momenty. Kiedyś podszedł do mnie mężczyzna i chciał, żebym go zatrudnił i zapłacił mu za pomoc, mimo że tłumaczyłem, że sam maluję to za darmo. Innym razem pojawił się autor graffiti, które właśnie zamalowywałem, i po prostu się przywitał.

Jak tatuowanie w studiu różni się od malowania dużych murali?
- Tatuowanie to zupełnie inne doświadczenie. To coś bardzo osobistego i trwałego, tworzysz na żywej, oddychającej skórze. Studio tatuażu jest spokojną, kontrolowaną przestrzenią, gdzie wszystko musi być czyste i precyzyjne. Malowanie murali przypomina bardziej pracę w terenie, ubrania są brudne od farby, ściana się nie rusza, ale jest ogromna i trzeba się cofać, żeby zobaczyć całość i ocenić proporcje.
Miałeś kiedyś problemy z policją albo właścicielami podczas malowania?
- Nigdy.
Jak pomalowałbyś Pałac Kultury, gdybyś miał taką możliwość?
- Pomalowałbym go jak rakietę, bo ma do tego idealny kształt. Za każdym razem, kiedy go widzę, wyobrażam sobie taki projekt i bardzo chciałbym kiedyś go zrealizować.
Co dalej z twoją sztuką, podróże czy większe projekty?
- Chcę łączyć jedno i drugie. Planuję realizować większe projekty i jednocześnie podróżować, poznawać kolejne miasta w Polsce i spotykać nowych ludzi. Na lato 2026 roku planuję małą trasę po kraju.
Jak TikTok i Instagram wpłynęły na twoje murale?
- To właśnie dzięki nim powstał pomysł na darmowe murale. Chciałem pokazywać reakcje ludzi, wchodzić z nimi w interakcje i dzielić się swoją sztuką. Teraz rozwijam to również na YouTubie, gdzie staram się łączyć sztukę z tematami społecznymi i pokazywać jej znaczenie dla lokalnych społeczności.
Czy doświadczyłeś rasizmu w Polsce jako chilijski artysta i jak sobie z tym radzisz?
- Najczęściej ma to raczej pozytywny wymiar, bo ludzie reagują stereotypowo, mówią, że kochają kulturę latynoską, że dobrze tańczę albo że świetnie mówię po polsku. W pewnym sensie te stereotypy działają na moją korzyść. Negatywne sytuacje zdarzyły się tylko kilka razy i zazwyczaj były to komentarze od pijanych osób, więc nie traktuję ich jako reprezentatywnych dla całego społeczeństwa.













