Reklama

Reklama

Nieobliczalna

Życie seksualne rozpoczęła w wieku 14 lat. Brała już wtedy narkotyki, dokonywała samookaleczeń i próbowała się zabić. Nikt dotąd nie zbadał, jak ta depresyjna i mroczna dziewczyna stała się objawieniem Hollywood. Z Andrew Mortonem, autorem biografii Angeliny Jolie, rozmawiamy o tym, dlaczego nałogowo porzucała mężczyzn, uwodziła kobiety i czy obecne wcielenie - wrażliwej matki i działaczki charytatywnej - to na pewno jej prawdziwy obraz.

Twój STYL: Dlaczego pierwszym słowem, które kazała sobie wytatuować Angelina Jolie, było "śmierć"?

Andrew Morton: - Była depresyjną, zagubioną nastolatką. Całkiem poważnie myślała przez pewien czas, by zostać przedsiębiorcą pogrzebowym.

I naprawdę wynajęła kiedyś płatnego mordercę, któremu wydała zlecenie na siebie? To brzmi jak scena z nieprawdopodobnego scenariusza.

- Ale tak było. Miała wtedy 21 lat. Poznała mordercę do wynajęcia przez kogoś ze znajomych. Miewała dziwne towarzystwo. I rzeczywiście wydała mu zlecenie na zabicie siebie. Miała szczęście, bo bandyta nie potraktował jej serio. Powiedział, że daje jej dwa miesiące do namysłu i dopiero potem wykona zadanie. Jolie dość szybko odwołała zlecenie. Akurat dostała nominację do Złotego Globu za rolę w filmie George Wallace, poczuła się dowartościowana i już nie chciała umierać.

Reklama

Dlaczego napisał pan jej biografię?

- Bo zdałem sobie sprawę, że choć na jej temat napisano już wiele, w większości są to rzeczy, które ślizgają się po powierzchni: kim byli jej faceci, w co się ubiera, gdzie spędza wakacje, co robi z dziećmi itp. W swojej książce chciałem pokazać bardziej złożony portret osoby z zawiłą historią życiową. I się nie zawiodłem. Dotarłem do wielu mało znanych faktów z jej życia, czasem szokujących.

Coś mogło zaszokować pana bardziej niż to, że chciała, by zabił ją płatny morderca?

- Jej wczesne dzieciństwo. To jedna wielka trauma. Kilkumiesięczna Angelina przez prawie rok była trzymana przez matkę w białym pustym pokoju - bez zabawek i jakichkolwiek przedmiotów, które mogłoby stymulować normalny rozwój małego dziecka. Pozostawiona sama sobie godzinami leżała w łóżeczku. Matka prawie nie miała z nią kontaktu. Wynajmowała opiekunki na godziny, żeby przewijały i karmiły córkę. Te kobiety wciąż się zmieniały. Czasem jedna dawała Angie śniadanie, druga obiad, a jeszcze inna kładła ją do snu.

Nie kochała córki czy przeżywała kryzys?

- Rodzinny dramat zaczął się od tego, że ojciec Angeliny, wówczas bardzo popularny hollywoodzki aktor Jon Voight, miał pozamałżeński romans. Przyznał się do tego ciężarnej Marcheline Bertrand (matka Jolie - red.), z którą był już trzy lata po ślubie. Młodej żonie, zapatrzonej w sławnego męża, z dnia na dzień zawalił się cały świat. Voight chciał wrócić do rodziny, ale Marcheline nie potrafiła pogodzić się z jego zdradą i małżeństwo się rozpadło niedługo po narodzinach Angeliny.

Jej matka wpadła w depresję?

- Była zupełnie rozbita. Twierdziła, że nie może patrzeć na córkę, która za bardzo przypomina jej męża. Całą miłość przelewała na Jamiego, starszego brata Angeliny. Angie pierwszy rok życia spędziła jak podopieczna domu dziecka. Trudno się dziwić, że nie potrafiła nawiązać z żadną z opiekunek głębszej relacji. Nawet jeśli któraś chciała ją przytulić, dziewczynka przyjmowała takie próby czułości z nieufnością. Jak sama stwierdziła wiele lat później, odrzucenie przez matkę na zawsze pozbawiło ją poczucia bezpieczeństwa.

Ale w wielu wywiadach Jolie mówi o swojej matce jako o bliskiej przyjaciółce.

- Ich relacja była bardzo dziwna. Marcheline w końcu przyjęła do wiadomości istnienie córki, ale trudno było mówić o nawiązaniu relacji emocjonalnej z dzieckiem, skoro całe dnie spędzała w szkole aktorskiej Lee Strasberga albo na castingach. Chciała zostać dostrzeżona, ale nic z tego nie wychodziło. Przez pierwsze lata życia Angelina nadal była wychowywana przez przypadkowe opiekunki. Matka rekompensowała jej tę samotność drogimi zakupami. Szastała pieniędzmi, które dostawała od Voighta - wszystko, łącznie z bielizną dziecięcą, kupowała w snobistycznych butikach Hollywood.

- O klimacie tego domu wiele mówi fakt, że matka Angeliny przez lata miała osobistego astrologa i wiele czasu poświęcała studiowaniu wpływu planet na swoje życie. Nigdy nie była dla córki wsparciem czy autorytetem. Kilkuletnią Angie traktowała jako powiernicę swoich trosk i frustracji. Można powiedzieć, że weszła w rolę neurotycznej przyjaciółki córki, którą obciąża swoimi problemami.

Ojciec nie reagował?

- Sytuacja była skomplikowana. Miał poczucie winy, jego życie osobiste nie bardzo się układało, starał się utrzymywać kontakt z dziećmi, ale ton nadawała matka. Gdy i w jej życiu pojawił się nowy partner, dochodziło do kłótni między obydwoma mężczyznami, co jeszcze pogarszało sprawę. Angelina na swój dziecięcy sposób starała się rozwiązywać problemy za dorosłych. Podczas swoich piątych urodzin np. poprosiła, by matka, jej partner i Voight podali sobie ręce. A potem odmówiła modlitwę za to, by dorośli przestali zachowywać się jak dzieci. To zdarzenie nieźle definiuje sytuację w rodzinie.

Jaką była nastolatką?

- Dość dziwną. Chodziła we francuskich sukienkach z drogich sklepów, które kupowała jej matka, ale wspinała się w nich po drzewach z chłopakami. Po pogrzebie dziadka, którego kochała - w dzieciństwie spędzała z nim wiele czasu, często zabierał ją na kręgle, co bardzo lubiła - przeszła gwałtowną przemianę osobowości. Zaczęła ubierać się wyłącznie na czarno, różowe buciki zamieniła na martensy. Nawiązała kontakty z podejrzanym towarzystwem - jacyś dilerzy, starsi od niej "koledzy". Odstawała od rówieśników z bogatych domów Beverly Hills, gdzie mieszkała. Paliła papierosy i eksperymentowała z kokainą. W jej notatniku pojawiły się szkice przedstawiające diabły, czaszki. Zapisywała swoje rozważania na temat piekła, cierpienia, umierania. Wtedy też miewała myśli samobójcze. Trzynastoletnia Angelina zupełnie nie radziła sobie z emocjami. I była niezdolna do okazywania komukolwiek bliskości. Któregoś dnia oznajmiła rodzinie, że odtąd nie życzy sobie, by ktokolwiek obejmował ją przy powitaniu. Nikt z jej znajomych z tamtego czasu nie pamiętał też, by kiedykolwiek płakała. Słuchała ostrej punkowej muzyki, czytała Nietzschego. I chciała być twarda.

Podobno miała też nietypowe hobby.

- Jako nastolatka zbierała noże i miecze. Często wyciągała je w domu, bawiła się nimi, lubiła przesuwać dłonią po ostrzu. Rodzice nie widzieli w tym nic niepokojącego, dopóki nie zraniła kiedyś jednego ze swoich chłopaków. Pokłócili się, a ona po prostu sięgnęła po broń i rozcięła mu skórę. W szamotaninie zraniła również siebie. Miała wtedy 14 lat i... co ciekawe, za zgodą matki mieszkała z tym chłopakiem w rodzinnym domu. Marcheline oddała im nawet swój pokój z wielkim małżeńskim łożem. Uważała, że w ten sposób dba o dobro córki, bo "zapewnia jej warunki do uprawiania seksu w kontrolowanych warunkach".

- Uznała, że chłopak powinien wyprowadzić się z ich domu dopiero wtedy, gdy Angelina wpadła w anoreksję. I regularnie się okaleczała. Ojciec zapisał ją w końcu do alternatywnej szkoły w Beverly Hills, gdzie dzieci z problemami miały indywidualną opiekę psychologa. Ale Jolie niespecjalnie przejmowała się terapią. Jak sama wyznała, "w tygodniu chodziła na zwierzenia o tacie i mamie, a w weekendy zażywała LSD i kaleczyła się nożami". Miała już wtedy bujne życie seksualne oraz opinię "seksownej i mrocznej".

Co sprawiło, że się nie stoczyła?

- Może pierwszy sukces w roli modelki? Ktoś ją docenił, a to dla dziewczyny z niskim poczuciem własnej wartości musiał być silny impuls. Zaczęło się od tego, że za namową matki piętnastoletnia Jolie zgłosiła się do prestiżowej agencji Elite Model Management. Jej uroda, anorektyczna figura i aura niepokoju, którą wokół siebie roztaczała, sprawiły, że zwrócono na nią uwagę. W roku 1990 podpisała umowę z agencją. Wystąpiła w kilku kampaniach reklamowych i teledyskach, między innymi z Lennym Kravitzem. Kiedy jednak dostała intratną propozycję zastąpienia w jednej z kampanii reklamowych Cindy Crawford, odmówiła. Do tamtej pory, pytana, czy zamierza zostać aktorką, twierdziła, że nie. Aż nagle uznała, że właśnie to chce robić w przyszłości. I postawiła wszystko na jedną kartę.

Jak ją oceniano na początku? Ktoś dostrzegł w niej talent czy była jeszcze jedną córką znanego ojca w Hollywood?

- Dość szybko zdobyła opinię dojrzałej ponad wiek. Zaczęła chodzić na lekcje do szkoły Lee Strasberga, a potem na przesłuchania. Dostała kilka propozycji i znacznie lepiej radziła sobie na planie filmowym niż po zejściu z niego. Po zakończeniu zdjęć do jednego z pierwszych filmów, w których zagrała, wróciła do pokoju hotelowego i chciała ze sobą skończyć. Planowała zażyć leki usypiające i podciąć sobie nadgarstki jednym ze swoich noży. Nie zrobiła tego, bo - jak wyznała po latach - "nie chciała w matce wzbudzać poczucia winy". Tabletki miała od niej. Marcheline Bertrand dała je jej, gdy córka skarżyła się na kłopoty ze snem. Później Jolie jeszcze kilkakrotnie podejmowała próby samobójcze, włącznie ze wspomnianym wynajęciem zabójcy.

To o tyle dziwne, że na wielu ludziach robiła wrażenie osoby silnej. Cytuje pan w książce jedną z aktorek, która grała z 19-letnią Jolie w filmie "Wtajemniczenie": "Angie była najsilniejszą osobowością, jaką poznałam. Wszyscy trochę się jej bali".

- Na pewno była nietypowa. Na planie tego filmu uwiodła jedną ze swoich filmowych partnerek. Z relacji tamtej dziewczyny wynika, że Jolie grała w ich związku rolę macho. Angelina przyznała się do tej erotycznej przygody swojemu ówczesnemu chłopakowi Johnny'emu Lee Millerowi, który potem został jej mężem. Psychoanalitycy, z którymi rozmawiałem o jej przypadku, mieli ciekawe teorie na temat biseksualizmu Jolie. Dość istotny jest tu fakt, że szczególnie lubiła poruszać ten temat w rozmowach z ojcem. Pokazywała mu nawet zdjęcia, na których widać ją było w erotycznych sytuacjach z przyjaciółką. Niektórzy widzą w tym rodzaj zemsty za to, że w przeszłości porzucił ją i matkę dla kobiety, która potem... zdradziła go z inną.

Pierwszemu mężowi nie przeszkadzało, że Angelinę pociągają również kobiety?

- Jej nieprzewidywalność raczej go fascynowała. Na ślubie wystąpiła w czarnych gumowych spodniach i białej koszuli, na której własną krwią wypisała imię narzeczonego. "Dla męża można się trochę poświęcić", wyznała z uśmiechem dziennikarzom. Małżeństwo nie przetrwało jednak roku. Jolie potraktowała je jako przygodę. Jeszcze gdy była w związku z Millerem, chodziła na randki z aktorem Timothym Huttonem. Romansowała też z Davidem Duchovnym, Nicolasem Cage'em, Russellem Crowe'em. Lista była długa...

- W dzieciństwie obserwowała cierpienia matki porzuconej przez męża. Nigdy nie chciała czuć się podobnie, więc jako dorosła kobieta sama uwodziła mężczyzn i porzucała. Kiedy Voight ostrzegł córkę przed Mickiem Jaggerem, który bardzo się nią interesował, odpowiedziała mu "to raczej on powinien się mnie obawiać". Ale Jagger jej nie interesował. Za to zwróciła uwagę na Billy'ego Boba Thorntona. I tym razem to jej zależało na związku: "Kiedy jestem z Billym, nie potrzebuję heroiny", powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów. To była jej wielka namiętność, zakończona małżeństwem. Jego w końcu także zostawiła. Nagle "przestali się rozumieć".

Po latach wróciła do narkotyków?

- Grała w kolejnych filmach, coraz więcej się o niej mówiło, ale trudno ją było uznać za poukładaną. Bywała dość często u jednego ze znanych hollywoodzkich dilerów. Nie dbała o wizerunek do tego stopnia, że pozwoliła mu się kiedyś sfilmować w jego mieszkaniu. W końcu się zaprzyjaźnili. Czasem kupowała od niego jednocześnie kokainę i heroinę. Ojciec o jej problemach dowiedział się z brukowców. Próbował ją przywołać do porządku, ale ignorowała jego listy i telefony. Zdobywał informacje, w jakich hotelach nocuje, i przesyłał jej pluszowe maskotki. Niewiele więcej mógł zrobić.

Odnosiła sukcesy, a robiła wszystko, jakby chciała zniszczyć swoją karierę.

- Niezupełnie. Cały czas ciężko pracowała. W przeciwieństwie do wielu igrających z losem aktorek była bardzo ambitna. Starała się o coraz lepsze role, zdobywała je i potrafiła przyćmić dużo bardziej znane i doświadczone aktorki. Tak było m.in. w "Przerwanej lekcji muzyki", gdzie grała z Winoną Ryder i Vanessą Redgrave - po premierze mówiono niemal wyłącznie o niej. Była już gwiazdą i wielu reżyserów marzyło o zatrudnieniu jej w swoich filmach. Jednak opinia nieobliczalnej narkomanki skłaniała producentów do ostrożności. Gdy dostała rolę w komercyjnej superprodukcji "Lara Croft", studio filmowe zażądało, by w umowie był zapis, "że w czasie zdjęć Jolie ma być w hotelu przed 23 i nie wolno jej zażywać narkotyków".

Podobno ten rygor okazał się dla niej przełomem?

- Tak. Nie tylko odstawiła narkotyki, ale zaczęła się zdrowo odżywiać. Miała też ostry fizyczny trening: sztuki walki, akrobacje na elastycznej linie, nurkowanie. Wszystko to było jej potrzebne do odgrywania kolejnych epizodów. Mniej więcej w tym czasie wpadła na pomysł, że adoptuje dziecko. I zaczęła przeszukiwać w internecie strony agencji adopcyjnych. Coś zaczęło się w niej zmieniać. Jeszcze w tym samym roku zagrała w filmie "Bez granic", opartym na historii życia założycielki organizacji Lekarze bez Granic. Grała kogoś, kto był jej przeciwieństwem - kobietę, która całkowicie poświęciła się pomaganiu innym. I nagle Jolie stała się inną osobą. Jakby dzięki roli zobaczyła miałkość swojego dotychczasowego życia.

- Ten film zupełnie zmienił jej horyzonty. Zaczęła interesować się krajami Trzeciego Świata, odwiedzała sierocińce w Afryce, Azji i wszędzie zostawiała spore dotacje. W końcu postanowiła adoptować sierotę z Kambodży. Niemal z dnia na dzień Maddox (takie imię nadała chłopcu) stał się najważniejszą osobą w jej życiu. A Jolie tak aktywnie zaangażowała się w misje charytatywne ONZ, że przyznano jej prestiżową nagrodę Obywatel Świata "za zwracanie uwagi na sytuację uchodźców na całym świecie". W porównaniu z tym, jak żyła wcześniej, można powiedzieć, że niemal przestała interesować się mężczyznami.

Aż do czasu, gdy zagrała z Bradem Pittem w filmie "Pan i pani Smith".

- Różni jej znajomi twierdzą, że intrygował ją od dawna. Czasem wypytywała ludzi, którzy go znali, jaki on jest. No i wreszcie go spotkała. Pitt kończył właśnie czterdziestkę i chyba był trochę znudzony idealnym życiem z Jennifer Aniston. Po pracy na planie zapraszał Angelinę na patio, które kazał zbudować przy swojej przyczepie - oficjalnie, żeby Maddox, który towarzyszył aktorce podczas zdjęć, miał się gdzie bawić. Reszta tej love story jest najczęściej opisywaną historią miłosną naszych czasów.

Wiadomo, że wychowują razem trójkę adoptowanych dzieci i trójkę własnych, pięknie prezentują się na zdjęciach i tylko od czasu do czasu krążą plotki o jakimś kryzysie. A jak jest naprawdę?

- Ich związek to ciągła walka o dominację. Rywalizują ze sobą o to, kto pierwszy zdobędzie licencję pilota, kto szybciej jeździ na motorze, kto jest lepszym rodzicem, kto bardziej brawurowo zagrał ostatnią rolę. To burzliwa relacja, choć wszystko wskazuje na to, że bardzo namiętna. Już kilka razy napięcie w tym związku było tak wielkie, że groziło rozpadem. I to najczęściej ona wykrzykiwała do Brada, że "jeśli coś mu się nie podoba, może się wynieść". Po takich epizodach Pitt co najwyżej wsiadał na motor i jechał w nieznane. Po kilku godzinach Angelina obdzwaniała znajomych z pytaniem, czy któryś nie wie, co się dzieje z Bradem. I wszystko wracało do normy.

Odnalazła swoje miejsce w życiu?

- Tego nie wiem. Myślę, że nadal jest nieobliczalna. Teraz wybrała rolę rozsądnej, odpowiedzialnej kobiety przejętej losem ubogich. Pewnych rzeczy już jej nie wypada, a ona nie lubi być skrępowana czymkolwiek. Wciąż zastanawia mnie treść jednego z jej tatuaży: "Modlę się za tych, co mają dzikość w sercu, a żyją zamknięci w klatce". I nie jestem pewien, czy to nie o niej. Możliwe, że jeszcze nas zaskoczy...

Elżbieta Gołębiewska

Twój Styl
Dowiedz się więcej na temat: Angelina Jolie | biografia | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje