Reklama

Reklama

Zgrabna na okrągło

Po latach chudych nadeszły lata tłuste. Teraz powiększamy – piersi, pośladki i łydki. Jak je zaokrąglić? Może... własnym tłuszczem, przeszczepionym z brzucha albo z ud. Specjaliści zachęcają: to ekonomiczny, ekologiczny i bezpieczny przepis na idealne ciało.

Rok temu robiłam liposukcję brzucha, odessany tłuszcz przepadł. Co za strata! Naukowcy stworzyli już technologię, dzięki której podczas tego samego zabiegu odsysa się tłuszcz z jednego miejsca i wstrzykuje w drugie. W ten sposób można poprawić sylwetkę na zawsze. Nawet w śmiałych fantazjach nie przypuszczałam, że to będzie możliwe.

Mniej…

Najpierw odsysamy tłuszcz. Liposukcja do niedawna była dość brutalnym zabiegiem. Mówiło się, że może ją robić tylko lekarz mężczyzna, bo trzeba mieć dużo siły, żeby „odkurzyć” tłuszcz. Końcówka specjalnego urządzenia dosłownie wyrywała go spod skóry. Zabieg przeprowadzano w narkozie, a pacjentka po nim długo dochodziła do siebie. Nie byłam aż tak bardzo zdesperowana, żeby poddać się tradycyjnej liposukcji.

Reklama

Przestałam akceptować mój brzuch dopiero niedawno, a wtedy pojawiła się liposukcja laserowa. Najpierw lekarz wprowadził mi pod skórę końcówkę lasera, który „stopił” tłuszcz, a potem bez problemu go odessał. Przez cały zabieg byłam przytomna, ale nie do końca świadoma, tzn. rozmawiałam z lekarzem, chociaż w ogóle tego nie pamiętam. Potem wróciłam do domu, przygotowałam dzieciom kolację, położyłam je spać. Następnego dnia poszłam do pracy. Przez dobę miałam lekki stan podgorączkowy, przez trzy tygodnie nosiłam non stop obciskający gorset, przez kolejne dwa miesiące wkładałam go tylko na dzień. Dostałam antybiotyki na wypadek infekcji i leki rozrzedzające krew, żeby zmniejszyć ryzyko zatoru. Mija właśnie rok od zabiegu. Oprócz wahań wagi (po zabiegu tkanka tłuszczowa zaczęła odkładać mi się w innych miejscach, np. na udach, więc musiałam przeprowadzić kurację odchudzającą) nie miałam żadnych skutków ubocznych.

A jednak dziś nie poddałabym się temu zabiegowi ponownie. Bo pojawiła się nowa metoda, liposukcja wodna (tzw. Body Jet). Zamiast lasera lekarz wprowadza pod skórę kaniulę (stalową rurkę), pod ciśnieniem wlewa roztwór wodny wypłukujący tkankę tłuszczową i natychmiast ją odprowadza do stojącej obok specjalnej butli. W roztworze wodnym znajduje się znieczulenie, nie trzeba stosować dodatkowego. Dzięki temu pacjentka zazwyczaj wraca do formy szybciej niż po użyciu lasera, niemal natychmiast po zabiegu. Czy liposukcja wodna wyprze laserową?

– Nie. Laser jest wskazany dla kobiet, które mają rozciągniętą, wiotką skórę, np. po ciążach, bo przy okazji stymuluje jej obkurczanie – mówi dr Elżbieta Radzikowska, chirurg plastyk z warszawskiej kliniki La Perla i Szpitala Czerniakowskiego. – A lipoliza wodna jest lepsza dla kobiet, które chcą nie tylko odessać tłuszcz, ale także powiększyć piersi, pośladki, łydki.

… więcej

Zasada jest taka – jeśli lekarz wypłukuje tłuszcz pod większym ciśnieniem, nie da rady użyć go ponownie, jeśli pod mniejszym, może nim powiększyć wskazane przez pacjentkę miejsce. I to podczas tego samego zabiegu! Najpierw odessana mieszanka przefiltrowana zostaje przez urządzenie wyłapujące tylko te komórki tłuszczowe, które mają szansę przeżycia.

– Bez problemu przyjmą się w nowym miejscu – mówi dr Radzikowska. – Jakbym za pół roku operowała miejsce zabiegu, to nie widziałabym żadnej różnicy. Najlepszy efekt widać mniej więcej miesiąc po zabiegu, gdy po ewentualnych krwiakach, opuchnięciach i bolesności nie ma już śladu. Trzy miesiące później tłuszcz zaczyna się częściowo wchłaniać, efekt zabiegu się pogarsza. Ostatecznie znika mniej więcej jedna piąta przeszczepionego tłuszczu. To i tak niezły wynik. Gdy kiedyś po tradycyjnej liposukcji próbowano przeszczepiać tłuszcz, znikała go aż połowa.

– Umawiam się z pacjentką na kontrolę pół roku po zabiegu – mówi lekarka. – To najlepszy moment na poprawkę. Wypłukuję tłuszcz z innego miejsca i wstrzykuję w to, z którego znikł. Bardzo dobrze się łączy z wcześniej przeszczepionymi komórkami. Po tej poprawce efekt utrwala się. W takim razie może lepiej wstrzyknąć podczas pierwszego zabiegu więcej preparatu, niż potrzeba? – Nie wolno, duże napięcie w piersiach czy pośladkach zabije delikatne komórki tłuszczowe – odpowiada chirurg. Naukowcy pracują nad przedłużeniem ich życia. Jedna z firm testuje właśnie wpływ pobranych z krwi czynników wzrostu na kondycję komórek tłuszczowych. Z krwi pacjentki odwirowuje się osocze i wstrzykuje je wraz z komórkami tłuszczowymi. Czy to bezpieczne? Skuteczne? Badania trwają.

Pierwsze piersi

Polki najchętniej powiększają sobie piersi. – Przedstawiam pacjentce trzy możliwości: użycie implantu silikonowego, kwasu hialuronowego, czyli tzw. macroline’a, albo przeszczep tłuszczu – mówi dr Radzikowska. Przeszczep tłuszczu jest dobry prawie dla każdego, niemożliwy jedynie u bardzo szczupłych osób. Na silikon decydują się kobiety, które chcą powiększyć piersi na stałe. Kwas hialuronowy wybierają te, które nie chcą lub nie mogą mieć operacji. I te, które chcą mieć efekt tymczasowy, na mniej więcej dwa lata. – Lubię pracować z tłuszczem i kwasem hialuronowym, bo mogę modelować kształt piersi, np. więcej wstrzyknąć w dekolt, mniej tuż przy pachach. Tłuszczem mogę również uwypuklić brodawki.

Kwasem hialuronowym nie robię tego, bo jest gęstszy i może naciskać na przewody mleczne – tłumaczy chirurg. Która metoda jest najbezpieczniejsza? Według dr Radzikowskiej wszystkie trzy, zauważa jednak, że podczas zabiegu powiększania piersi tłuszczem w miejscu wkłucia robią się zrosty. Nie są ani duże, ani wyczuwalne, ani groźne dla zdrowia, ale mogą zafałszowywać obraz przy badaniach usg. – Dlatego proszę kobiety, żeby przed zabiegiem zrobiły sobie prześwietlenie. Takie zdjęcie będzie ważnym punktem odniesienia podczas późniejszych badań kontrolnych piersi.

Pełna rozmiarówka

Choć od lat mówiło się, że duże pośladki są seksowne, nieustannie je odchudzałyśmy. A teraz powiększamy. Ta moda zaczęła się dwa lata temu, gdy pojawił się macroline, czyli gęsty kwas hialuronowy. Ale znacznie tańszy, szczególnie przy powiększaniu niemałej powierzchni pośladków, jest zabieg z użyciem własnego tłuszczu (płaci się tylko za robociznę, materiał gratis).

– Na zabieg decydują się i młode, i dojrzałe kobiety. Najczęściej te z płaskimi albo nierównymi pośladkami – opowiada dr Radzikowska. Ma też pacjentki, które powiększają sobie łydki. – Czasem chcą podkreślić mięsień, czasem poprawiają ich kształt od przodu. Kwas hialuronowy do powiększania łydek raczej nie jest używany, implanty również stosowano rzadko. Z upływem czasu mogą się bowiem przesuwać. Zamiast kształtować deformują. Łydki wypełniane tłuszczem są ładniejsze, bardziej naturalne.

– To raczej drobna korekta, niedużo mogę go w tym miejscu wstrzyknąć. Ale czasem niewiele trzeba, żeby kogoś uszczęśliwić – mówi dr Radzikowska. – Niedawno wstrzykiwałam tłuszcz w łydki 68-letniej pani. Ja obiektywnie nie widziałam u niej problemu, a ona miała straszne kompleksy. I po zabiegu cieszyła się jak dziecko, zaczęła chodzić wyłącznie w spódnicach. To była moja najszczęśliwsza pacjentka ubiegłego roku.

Ewa Sarnowicz

Cena rzeźbienia

Tradycyjna liposukcja brzucha: ok. 8–10 tys. zł

Liposukcja laserowa brzucha: ok. 4–6 tys. zł

Liposukcja wodna brzucha (body-jet) bez przeszczepiania tłuszczu: ok. 5 tys. zł

Liposukacja wodna brzucha (body-jet) z powiększeniem piersi: ok. 10 tys. zł

Liposukcja wodna brzucha (body-jet) z powiększaniem pośladków: ok. 10 tys. zł

Liposukcja wodna brzucha (body-jet) z powiększaniem łydek: ok. 10 tys. zł

Powiększanie piersi kwasem hialuronowym (macroline): ok. 16–22 tys. zł

Powiększanie pośladków kwasem hialuronowym (macroline): ok. 15–22 tys. zł

Powiększanie łydek kwasem hialuronowym (macroline): ok. 6–10 tys. zł

Powiększanie piersi implantami silikonowymi: ok. 14–17 tys. zł

Powiększanie pośladków implantami silikonowymi: ok. 10–15 tys. zł

Powiększanie łydek implantami silikonowymi: ok. 6–8 tys. zł

TS 03/2010

Twój Styl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama