Robert Z. pierwszy raz "Plażę w Pourville" zobaczył w jakiejś gazecie, rok przed kradzieżą. Podczas przesłuchania przyzna, że niemal zakochał się w obrazie Moneta, choć może jedynie "za bardzo się w niego zapatrzył".
Kiedy dowiedział się, że "Plażę w Pourville" można oglądać w Muzeum Narodowym w Poznaniu, wsiadł w pociąg i pojechał do stolicy Wielkopolski. Po kilku tygodniach znowu odwiedza muzeum. Tym razem robi zdjęcia Plaży, przygląda się korytarzom, wypatruje kamer. Być może już wtedy w jego głowie rodzi się plan.
Pod krakowskim Barbakanem Robert Z. zamawia u ulicznego artysty z Ukrainy kopię Plaży w Pourville. Za usługę płaci 300 zł. Zdobywa również szkic obrazu Woły idące przez las Heinricha von Zügla. Na kilka dni przed dokonaniem kradzieży stulecia wysyła faks do Muzeum Narodowego w Poznaniu.
W jaki sposób Robert Z. ukradł obraz wiszący na ścianie w muzeum przy obecności pracowników placówki? Dlaczego przez dekadę policji nie udało się wytypować sprawcy kradzieży? I wreszcie - co sprawiło, że złodziej po wielu latach został wreszcie namierzony przez śledczych? Na te pytania odpowiadamy w najnowszym podcaście "No to Piątek" w serii "Kryminalny Piątek".








