Mariusz Majewski stawiając stopy na kongijskiej ziemi, nie miał pojęcia, że na skutek wręcz nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, ogromnego pecha, wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Rwandzie, uznany będzie za wroga tamtejszego narodu.
Polak, którego celem było zwiedzanie afrykańskiego kraju, został wtrącony do więzienia, gdzie poddawano go torturom. Majewskiego oskarżono o szpiegostwo i planowanie zamachu na prezydenta DRK - Féliksa Tshisekediego.
Mariusz Majewski w podcaście "No to Piątek" wraca wspomnieniami do tragicznych wydarzeń i relacjonuje, jak udało mu się ujść z życiem i opuścić więzienie. - Najgorsza była myśl, że moje dzieci nie wiedzą, czy ja w ogóle żyję. I że jeśli tam odejdę, to nikt się nie dowie, że zginąłem. Nie potrafiliby odpowiedzieć na pytanie, co się stało z ich ojcem. Z jednej strony ta myśl mnie strasznie dołowała, z drugiej - trzymała przy życiu. Że nie mam wyjścia, że muszę wrócić - mówi w podcaście "No to Piątek" podróżnik Mariusz Majewski.
Majewski wskazuje, że do kongijskiego więzienia trafił na skutek niefortunnej wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, który kilka dni wcześniej przebywał z wizytą w Rwandzie. - To nie było jego intencją, żeby Polacy mieli problemy, ale powiedział to, co powiedział. Propaganda kongijska spowodowała, że staliśmy się wrogiem - mówi nasz rozmówca.
Co takiego wydarzyło się podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Rwandzie, że polskiego podróżnika skazano na karę śmierci? Czego Majewski doświadczył w jednym z najgorszych więzień na świecie? Co musiało się stać, by Polak bezpiecznie wrócił do swojej ojczyny? I wreszcie - dlaczego będąc już na wolności, zaczął myśleć o powrocie do kongijskiego aresztu? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w najnowszym odcinku podcastu "No to Piątek".








