W czasach PRL-u miało to swój urok: wczasy z kompotem w szklance, kąpielą w rzece i ping-pongiem w świetlicy. Takie ośrodki po transformacji zaczęły znikać, ale jeden z nich przetrwał w Krzętowie. Nad Pilicą stoi 23 domków, które "działają jak wehikuł czasu". Gospodyni opowiada, że rano budzi ją śpiew ptaków, a goście mówią jej często: "ale tutaj spokojnie, wysypiamy się, jest duża prostota".
Przez dekady pracownicy zakładu włókienniczego i ich rodziny przyjeżdżali tu latem - żeby się wyrwać od miasta, hałasu i codzienności. To tu powstawały wspomnienia, których nie da się kupić. Działała świetlica, kuchnia i zawsze był jakiś jeden "wodzirej", który organizował atrakcje.
Rodzice Joanny w 1999 roku kupili w przetargu zrujnowany budynek i mniejszy dom, które wyremontowali z przeznaczeniem na agroturystykę, a później dokupili domki oddalone o około 300 metrów.
W 2015 roku rozpoczęto remont domków. Wymieniono starą konstrukcję z płyt pilśniowych, odnowiono wnętrza, część oryginalnych drzwi zostawiono. W każdym domku jest duże okno z pięknym widokiem i proste, funkcjonalne meble. W świetlicy stoi oczywiście… stół do ping-ponga.
Ośrodek leży na końcu wsi, z dala od hałasu i zanieczyszczenia światłem.
W Domkach nad Pilicą zatrzymują się różne grupy: osoby około pięćdziesiątki, które z nostalgią mówią o "powrocie do dzieciństwa", ale i młodzi dorośli oraz rodziny z dziećmi.
Rodzice podkreślają, że teren jest ogrodzony, dzieci mogą się "wybiegać, wyszaleć" i być blisko natury. Wakacje w tym miejscu to późne wstawanie, leżenie w hamaku lub na leżaku z książką, wyjście na plażę albo spływ kajakowy. Wieczorami można usiąść przy ognisku i podziwiać gwiazdy.







