W skrócie
- Adriana Kostulska mieszka w Wielkiej Brytanii od prawie 10 lat, choć początkowo planowała zostać tam tylko kilka miesięcy.
- Emigracja daje jej stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, ale wiąże się również z tęsknotą za rodziną i codziennością znaną z Polski.
- Obala stereotypy dotyczące życia w Anglii, takie jak łatwość zdobywania pieniędzy oraz rzekomą chłodną postawę Brytyjczyków.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Karolina Wachowicz: Gdybyś miała opisać życie w UK trzema słowami, jakie by to były?
Adriana Kostulska: Różnorodność. Otwartość. Tęsknota. I to niekoniecznie w tej kolejności.
Co sprawiło, że zostałaś na Wyspach na dłużej niż planowałaś?
Miałam przyjechać tylko na kilka miesięcy do taty, trochę dorobić i wrócić do Polski zdobyć wykształcenie. Pod koniec pobytu postanowiłam rozpocząć studia w Wielkiej Brytanii z planem, że po ich zakończeniu wrócę do kraju.
Pod koniec studiów poznałam chłopaka, który całkowicie odmienił moje dotychczasowe życie, postrzeganie świata i plany. Dziś jest moim mężem. I tak z "jeszcze rok" zrobiło się prawie dziesięć lat. Dlaczego w międzyczasie nie wróciliśmy? Po prostu dobrze nam się tutaj żyło. Spokojnie, stabilnie, bezpiecznie. Nie czuliśmy potrzeby niczego zmieniać.
Czy zostaniemy tu na zawsze? Na pewno nie zakładamy tego z góry. Mamy wiele planów, pomysłów i marzeń. Zobaczymy, gdzie życie nas poniesie.
Jaka jest najbardziej brytyjska rzecz, którą dziś robisz, a kiedyś mówiłaś: nigdy w życiu?
Myślę, że jak na prawie 10 lat mieszkania w Wielkiej Brytanii, wciąż jestem mało "brytyjska". Asymiluję się, ale nie mam poczucia, że przesiąknęłam angielskimi zwyczajami. Polska jest we mnie bardzo mocno zakorzeniona i nigdy tego nie ukrywałam.
Jedyne, co mogłabym podpiąć pod "brytyjską rzecz", to mówienie "sorry" nawet wtedy, kiedy ktoś wpada na mnie. Wychodzi to już całkowicie automatycznie. Nieraz łapię się na tym, że wypowiadam to słowo kilkanaście razy dziennie. I szczerze mówiąc, jest to dosyć zabawne.
Co najbardziej zaskoczyłoby Polkę, która jutro przeprowadzi się do Anglii?
Myślę, że podejście ludzi do życia. Brytyjczycy częściej się uśmiechają, mniej narzekają i są bardzo uprzejmi w codziennych sytuacjach.
Możesz wejść do sklepu po mleko, a wyjść po krótkiej rozmowie z kasjerem o pogodzie, psie sąsiada i planach na weekend.
Dla wielu Polaków zaskoczeniem jest też to, że obcy ludzie potrafią przywitać się z tobą na ulicy. Na początku człowiek odruchowo sprawdza, czy przypadkiem nie zna tej osoby ze szkoły.

Kiedy ostatnio pomyślałaś: kurczę, dobrze mi się tu żyje?
Takie myśli mam dość często.
Anglia nigdy nie będzie moim domem w takim znaczeniu, jak Polska. Ale kiedy patrzę na swoją rodzinę, wiem, że prawdziwy dom jest tam, gdzie są moi najbliżsi. Dopóki jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi, będzie mi się tutaj dobrze żyło.
Mama bliźniaczek w UK - co jest największym wyzwaniem, a co największym ułatwieniem?
Największe wyzwanie? Brak rodziny pod ręką i ceny opieki nad dziećmi. Kiedy masz bliźniaki, szybko odkrywasz, że darmowe wsparcie babci jest dobrem luksusowym. A kiedy pierwszy raz zobaczyłam ceny żłobków, przez chwilę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie zapisuję dziewczynek na studia na Oxfordzie.
A największe ułatwienie? Brytyjczycy naprawdę nie robią wielkich oczu na widok dzieci. Nikt nie przewraca oczami, gdy maluch zapłacze w restauracji, a rodzice nie są traktowani jak osoby, które właśnie zepsuły wszystkim dzień.
Mam też wrażenie, że przestrzeń publiczna jest dużo bardziej dostosowana do rodzin z dziećmi niż w wielu innych miejscach.
Jaką jedną rzecz z brytyjskiego podejścia do dzieci zabrałabyś do Polski?
Większy luz.
Mam wrażenie, że Brytyjczycy mniej przejmują się oceną innych rodziców i sami również oceniają znacznie rzadziej. Dziecko ubrudziło się błotem? Świetnie, miało udany dzień. Ma na sobie stare, zniszczone ubranie zamiast modnej stylizacji? Też dobrze, przecież za chwilę i tak będzie całe brudne.
Dziecko chodzi do żłobka, jest pod opieką niani czy babci? W porządku. To twoje życie i twoje decyzje. Nie wszystko musi być idealne, perfekcyjnie zaplanowane i instagramowe. I bardzo podoba mi się takie podejście.
Za czym tęsknisz najbardziej, ale takim zwykłym, codziennym?
Za rodziną.
Nie za świętami, wakacjami czy wielkimi wydarzeniami. Za zwykłym "wpadnij na kawę", spontanicznym obiadem u mamy i świadomością, że bliscy są po prostu obok.
I jeszcze za czymś bardzo trudnym do opisania - za zapachem domu. Zapachem rodzinnego obiadu, świeżo upieczonego ciasta czy mieszkania, które zna się od dziecka. Gotuję głównie po polsku, ale to nadal nie jest dokładnie ten sam zapach. I nigdy nie będzie.
Co cię najbardziej bawi w Brytyjczykach?
To, że bardzo dużo chcą o tobie wiedzieć, ale sami są znacznie mniej wylewni. I oczywiście legendarne "You alright?". Na początku emigracji próbowałam odpowiadać. Problem polegał na tym, że oni byli już wtedy na drugim końcu korytarza.
Dopiero po latach zorientowałam się, że oni wcale nie chcą wiedzieć, co u mnie słychać. Dla nich jest to po prostu odpowiednik naszego „cześć”.

Jaki stereotyp o życiu w Anglii jest totalnie nieprawdziwy?
Jest ich całkiem sporo. Pierwszy to ten, że w Anglii pieniądze leżą na ulicy.
Kiedy przyjechałam tutaj prawie 10 lat temu, wiele osób w Polsce myślało, że wystarczy przekroczyć granicę i od razu zaczyna się życie w luksusie. Rzeczywistość jest dużo mniej spektakularna. Możliwości są ogromne, ale trzeba na nie ciężko pracować. Anglia daje szanse, ale nie rozdaje sukcesu za darmo.
Drugi stereotyp mówi, że Anglicy są zimni i zdystansowani.
Owszem, raczej nie zaproszą cię na grilla po pięciu minutach znajomości, ale są jednymi z najbardziej uprzejmych ludzi, jakich spotkałam. Tyle że ich serdeczność wygląda trochę inaczej niż polska.
Gdybyś miała zabrać z UK tylko jedną rzecz do Polski, co by to było?
Zdecydowanie brytyjską kulturę codziennej uprzejmości. To, że ludzie dziękują kierowcy autobusu, przepuszczają się w drzwiach, uśmiechają się do siebie i przepraszają nawet wtedy, kiedy nie mają za co. Świat byłby odrobinę przyjemniejszy.
A gdybyś miała przekonać kogoś do życia na Wyspach w jednym zdaniu, co byś powiedziała?
To kraj, który nie jest idealny, ale potrafi dać ci więcej możliwości, niż początkowo odważysz się sobie wyobrazić.












