Calmcation - tak będziemy podróżować w 2026 r. Kluczowy będzie... brak zasięgu
Rok 2025 przyniósł rewolucję w myśleniu o podróżach i ich planowaniu, a wszystko to za sprawą odmienianego przez wszystkie przypadki AI. Eksperci wieszczą jednak, że w 2026 roku, aby odpocząć, porzucimy technologię i będziemy szukać miejsc poza zasięgiem, ruszając szlakiem ulubionych seriali i książek, dbając równocześnie o zdrowie psychiczne i urodę. Witajcie w świecie glowmads, set jettingu, readaways i JOMO.

Spis treści:
- Technologia ponad wszystko
- Offline jako nowy luksus
- Prawie jak w sanatorium
- Pilotem po mapie
Technologia ponad wszystko
Rok 2025 był bez wątpienia rokiem sztucznej inteligencji. Sposób, w jaki użytkownicy korzystają z AI powoli, acz konsekwentnie i nieodwracalnie zmienia nawyki także w obszarze turystyki. Narzędzia, dzięki którym łatwo zaplanujemy wakacje, wyszukamy najbardziej dogodne połączenia, hotele i atrakcje wyrastają jak grzyby po deszczu. To co do tej pory wymagało żmudnych poszukiwań i przeczesywania sieci dostępne jest z poziomu prostego zapytania w jednym okienku czatu.
Eksperci podkreślają, że sztuczna inteligencja przejdzie ewolucję od prostego asystenta do systemów, w których wiele inteligentnych programów współpracuje ze sobą, aby autonomicznie rozwiązywać złożone potrzeby podróżujących.
Jednocześnie rodzi się nowy trend określany jako Travel Mixology, polegający na płynnym przełączaniu się między technologią i tym, co generowane, a ludzką autentycznością. Turyści będą używać AI do ogólnego planowania, ale szczegóły będą weryfikować na platformach takich jak YouTube czy inne serwisy społecznościowe, szukając prawdziwych opinii prawdziwych ludzi, którzy odwiedzili dane miejsce i pokazują, jak wygląda w rzeczywistości.
Trend jest wyraźny: według raportów branżowych podróżni coraz częściej zamiast zastanawiać się "gdzie jechać", myślą o tym, jak chcą się poczuć. AI odpowiada na to precyzyjnie. Analizuje tempo pracy, historię wyjazdów, preferencje snu i budżet, by zaproponować podróż w duchu slow travel, calmcation (ang. calm - spokój) czy JOMO (w przeciwieństwie do FOMO, czyli strachu przed utraceniem ważnych informacji, joy of missing out, czyli radość z tego faktu). Plan nie jest listą atrakcji, ale scenariuszem regeneracji. Zamiast top 10 miejsc do zobaczenia może wygrać cisza, niekoniecznie najbardziej oblegana pora roku czy niski poziom zatłoczenia danego miejsca.

Technologia zmienia też sam moment decyzji. Systemy predykcyjne podpowiadają, kiedy kupić bilet, gdzie ceny są "przegrzane", a które kierunki dopiero się budzą. Plan podróży staje się dynamiczny i podatny na korekty. Paradoksalnie to właśnie cyfrowe narzędzia umożliwiają ograniczenie czasu poświęcanego na przeczesywanie sieci w celu poszukiwania najlepszych rozwiązań.
Technologia wspiera dziś także demokratyzację podróży. Dedykowane urządzenia i aplikacje do tłumaczeń paradoksalnie pozwalają odciąć się od cyfrowego świata, a równocześnie mieć poczucie kontroli w obcym miejscu. Nieznajomość języka obcego przestaje być barierą. Podróżować mogą seniorzy, osoby, których poziom językowy do tej pory był zbyt niski by wybrać się za granicę na własną rękę, czy turyści wybierający mniej oczywiste kierunki tam, gdzie angielski czy hiszpański nie jest standardem.
- Technologia nie odbiera nam świata. Ona daje nam wybór, jak chcemy go doświadczać. Nauka języków rozwija mózg, otwiera kulturowo, daje głębsze doświadczenie. Nawet jeśli kiedyś nie będzie konieczna, nadal będzie wartościowa - mówi Maciej Góralski, prezes działającej także na zagranicznych rynkach polskiej firmy VASCO, produkującej urządzenia do tłumaczeń.
- Dla tych, którzy popularnych języków nie znają technologia łamie bariery i jest wsparciem tam, gdzie inni łatwo porozumiewają się po hiszpańsku albo angielsku. Ci drudzy zresztą mogą się wesprzeć technologią automatycznego tłumaczenia i translatorem w słownictwie specjalistycznym lub miejscach mniej turystycznych czy np. w azjatyckich metropoliach, takich jak Tokio i Pekin - dodaje Góralski, podkreślając, że korzystając z tego typu urządzeń nie potrzebujemy telefonu więc wspierając się technologią możemy równocześnie pozostawać zupełnie poza zasięgiem ekranów nieustannie bombardujących nas powiadomieniami.
Offline jako nowy luksus

Gdy 20 lat temu zachłysnęliśmy się technologią i ciągłą dostępnością, chyba nikt nie przypuszczał, że brak zasięgu, ciszę i prawo do bycia niedostępnym traktować będziemy jako luksus. W świecie permanentnych powiadomień, offline staje się dobrem rzadkim i coraz bardziej pożądanym.
Potwierdzają to raporty branżowe i zmieniający się język turystyki. Pojęcia takie jak: slow travel, calmcation, JOMO, sleep tourism robią karierę nie tylko wśród zestresowanych managerów z korporacji. Pamiętacie jedną z pierwszych scen trzeciego sezonu serialu Biały Lotos, kiedy obsługa luksusowych willi prosi o zdanie telefonów i laptopów? To nie tylko fantazja scenarzystów, ale usługa, która jest dostępna, zwłaszcza w miejscach, w których gościom oferuje się pełen relaks przy braku zasięgu, który obecnie staje się tak pożądany jak jeszcze kilkanaście lat temu WiFi i stabilne, szybkie łącze.
Według raportu Skyscanner Travel Trends 2026 aż 54 proc. podróżnych deklaruje, że chce na urlopie "odciąć się cyfrowo", a prawie 1/3 aktywnie poszukuje miejsc z ograniczonym dostępem do internetu. Podróż nie ma już być intensywna, ma być regenerująca. Stąd rosnąca od lat popularność slow travel, czyli dłuższych pobytów w jednym miejscu, bez "odhaczania" atrakcji za to z uważnością i byciem "tu i teraz". Raport Amadeus Travel Trends 2026 wskazuje, że turyści coraz częściej wybierają mniejsze miejscowości, góry i obszary wiejskie, traktując spokój i rytm lokalnego życia jako kluczową wartość wakacyjnego doświadczenia.
Z tej potrzeby wyrasta calmcation, czyli wakacje zaprojektowane wokół ciszy i obniżenia poziomu stresu. Według danych raportu Expedia Group Unpack '26, wyszukiwania noclegów w "cichych lokalizacjach" rosną rok do roku dwucyfrowo. Hotele reagują, oferując strefy bez telefonów, pokoje pozbawione telewizorów, a nawet kontrakty zobowiązujące gości do niekorzystania z urządzeń mobilnych w częściach wspólnych.
Równolegle pojawia się JOMO - Joy of Missing Out, psychologiczna odpowiedź na FOMO. Podróż nie musi być widowiskiem ani treścią. Ma być przeżyciem prywatnym. Jak pokazuje raport Virtuoso Luxe Report 2026, klienci segmentu premium coraz częściej pytają nie o "najlepsze atrakcje", lecz o "najspokojniejsze terminy".
Najbardziej wymownym symbolem tej zmiany jest sleep tourism. Według Skyscanner i Hilton Trends Report, ponad 60 proc. podróżnych uważa jakość snu za ważniejszą niż lokalizację hotelu, a obiekty oferujące programy snu, terapie dźwiękiem czy specjalne materace notują szybki wzrost popytu na swoje usługi. W 2026 roku luksus nie jest już definiowany wyłącznie standardem i kierunkiem podróży, lecz faktem, czy komfortowo możemy pozostać poza zasięgiem i... dobrze się wyspać.
Prawie jak w sanatorium

Podsumowanie raportów na temat trendów podróżniczych w 2026 roku wskazuje też na inną głęboką zmianę: ucieczka od rzeczywistości sprzyja także aktywnemu poszukiwaniu sensu i odnowy biologiczno-duchowej. Podróżni nie chcą już tylko "odmeldować się" z codzienności, ale traktują wyjazdy jako katalizator zdrowszego i bardziej spełnionego życia. Z raportu brytyjskiego stowarzyszenia ABTA wynika, że dla grupy tzw. "Travel Trendsetters" (osoby w wieku 25-34 lata) zdrowie psychiczne i dobrostan są priorytetem, 90 proc. z nich uważa, że wakacje są kluczowe dla ich kondycji psychicznej.
Z kolei według Minor Trends Report 2026 coraz większy wpływ na decyzje dotyczące podróży ma potrzeba zadbania o dobre samopoczucie.
Zdecydowana większość (71 proc.) wskazuje na odnowę biologiczną i dbanie o siebie jako ważne motywacje do podróżowania. Wiele osób angażuje się w działania związane z wellness lub szuka chwil samotności: ponad połowa twierdzi, że wypady na łono natury (59 proc.) i relaks w samotności (54 proc.) pomagają im ponownie połączyć się ze sobą.
Bary z kroplówkami witaminowymi, lokalni szamani i uzdrowiciele na Bali czy w tajskich kurortach stają się pożądani nie mniej niż lokalne specjały kulinarne. Zwłaszcza wśród kobiet zwiększa się także liczba tzw. glowmads, czyli osób podróżujących w celu doświadczania lokalnych rytuałów piękna.
Jak donosi Forbes, aż 40 proc. podróżujących z pokolenia Z przy wyborze miejsc podróży priorytetowo traktuje działania związane z urodą. Zainspirowani popularnymi trendami na platformach takich jak TikTok, Glomads planują wycieczki do uzdrowisk, sklepów z kosmetykami do pielęgnacji skóry i lokalnych salonów kosmetycznych.
Patrząc w przyszłość, prawie połowa (44 proc.) respondentów planuje włączyć więcej elementów związanych z wellness lub mindfulness do swoich podróży w 2026 roku trend ten jest jeszcze bardziej widoczny wśród osób, które już teraz angażują się w podróże tego typu. Skupienie na dobrym samopoczuciu rozciąga się również na sferę cyfrową. 71 proc. respondentów ceni sobie możliwość oderwania się od technologii, mediów społecznościowych lub pracy podczas wakacji.
Brak zasięgu to wymóg, który coraz częściej towarzyszy nie tylko wyjazdom nastawionym na odnowę biologiczną. "Readaways" to trend, który polega na planowaniu wyjazdów wokół czytania, relaksu i odprężenia zamiast tradycyjnych intensywnych atrakcji. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że to po prostu zabranie książki na urlop. To świadome tworzenie wypoczynku z książką w centrum doświadczenia. Readaways skupiają się na spokojnych lokacjach, specjalnych przestrzeniach do czytania i wspólnych sesjach literackich - często w kameralnych grupach lub z bliskimi. Ze słowem pisanym wiąże się także trend Bookbound, który zamienia pasywną lekturę w aktywną przygodę. Czytelnicy ruszają śladami literackich bohaterów, planując kształt podróży według fabuł ukochanych książek.
Pilotem po mapie

Nie dziwi więc fakt, że dziś o kierunku podróży coraz częściej decyduje także… pilot od telewizora. Set jetting, czyli podróżowanie do miejsc znanych z filmów i seriali wyrasta na jeden silniejszych trendów współczesnej turystyki. W dużej mierze napędza go popkultura, media społecznościowe i platformy streamingowe. Trend przewija się w światowych raportach od 2022 roku, ale to właśnie w 2026 roku ma według ekspertów eksplodować z pełną mocą.
- Set jetting to trend polegający na odwiedzaniu realnych lokacji, w których kręcono filmy i seriale, lub które na ekranie „udawały” zupełnie inne miejsca. Dla jednych to sentymentalna podróż śladami ulubionych bohaterów, dla innych sposób na nadanie wakacjom dodatkowej narracji
- mówi Weronika Szabelewska, autorka książki "Filmowo-serialowy przewodnik po Europie. 100 wycieczek śladami ulubionych bohaterów"
Mieszkańcy kamienicy, w której w serialu mieszkała tytułowa bohaterka hitu Netflixa "Emily w Paryżu" mają już serdecznie dość tłumów, które pojawiają się niezależnie od pory roku w spokojnej okolicy przeciętnej paryskiej ulicy. Według badania przeprowadzonego dla francuskiego Narodowego Centrum Kinematografii (CNC) przez firmę badawczą Ifop, aż czterech na pięciu (80 proc.) zagranicznych turystów odwiedzających Paryż poczuło chęć przyjazdu do miasta po obejrzeniu filmu lub serialu nakręconego we Francji.
Co więcej, w analizie tej wskazano, że dla jednego na dziesięciu turystów był to główny powód wizyty, a w połowie takich przypadków impulsem były właśnie popularne seriale Netflixa - "Emily in Paris" (38 proc.) i "Lupin" (11 proc.).
Trzeci sezon serialu "Biały Lotos", realizowany w Tajlandii, uruchomił wyraźny efekt domina w tamtejszej turystyce. Najmocniej odczuła go druga co do wielkości wyspa kraju - Koh Samui. Jak informowały lokalne media, liczba wyszukiwań tej destynacji wzrosła o 88 procent, a hotele - mimo trwającego niskiego sezonu - zanotowały aż 44-procentowy wzrost rezerwacji w porównaniu z poprzednimi latami. Dane te potwierdził zastępca szefa Tajskiej Organizacji Turystycznej, podkreślając, że rosnące zainteresowanie dotyczy nie tylko Koh Samui, lecz także Phuket oraz Bangkoku.

Zjawisko nasila się z roku na rok, choć nie jest nowe. Na początku XXI wieku turystyczny boom przeżyła Nowa Zelandia po premierze "Władcy Pierścieni", a dekadę później Ubud - niewielkie miasteczko na Bali - stało się celem pielgrzymek fanów ekranizacji "Jedz, módl się i kochaj". Co znamienne, mimo upływu lat balijskie biura podróży do dziś oferują wycieczki śladami bohaterki granej przez Julię Roberts, pokazując, jak trwały potrafi być wpływ popkultury na mapę światowej turystyki.
- Lokalne władze i branża turystyczna doskonale zdają sobie sprawę z siły ekranu i coraz częściej przygotowują dedykowane trasy, wycieczki tematyczne oraz doświadczenia inspirowane konkretnymi produkcjami. Set jetting potrafi tchnąć nowe życie w lokalne gospodarki i tworzyć miejsca pracy, promować mniej znane regiony i wydłużać sezon turystyczny. Jednocześnie rodzi poważne wyzwania. Mniejsze miejscowości często nie są przygotowane na nagły napływ turystów, co prowadzi do problemów infrastrukturalnych, wzrostu cen i degradacji środowiska - podkreśla Szabelewska.
Turystyka wchodzi dziś w erę, w której technologia i potrzeba autentyczności tworzą nową definicję podróży. AI podpowiada, jak zaplanować idealny wyjazd, ale to my decydujemy, czy wybierzemy ciszę zamiast tłumów, offline zamiast ciągłych powiadomień, czy regenerację zamiast gonitwy za atrakcjami. Luksusu w 2026 roku nie mierzy się już liczbą gwiazdek hotelu, lecz tym, jak głęboko potrafimy się odłączyć i na urlopie być poza pracą, pod ekranami i presją bycia "na bieżąco". Paradoksalnie to właśnie cyfrowe narzędzia pomagają nam odzyskać czas i przestrzeń dla siebie. W świecie, w którym wszystko jest dostępne na kliknięcie, prawdziwą wartością staje się to, co namacalne i prawdziwe, gdzieś poza zbiorem efemerycznych bitów.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótka wycieczka może zmienić perspektywę i dodać energii. Sprawdź, które miejsca w tym sezonie warto odwiedzić na styl.interia.pl/podróże















